Opowieść zza dźwiękoszczelnego ekranu (Barbarzyńcy)

Barbarzyńcy Maksyma Gorkiego w interpretacji Adama Sajnuka to opowieść o życiu współczesnego miasteczka przeciętego drogą szybkiego ruchu i odgrodzonego ekranami dźwiękoszczelnymi. Elementy rzeczywistości scenicznej: bohaterowie sztuki, ich sposób zachowania, wygląd miejsca, w którym żyją, są przestylizowane, odbite w krzywym zwierciadle. Przedstawienie to wpisuje się w konwencję czarnej komedii, mówiąc kolokwialnie − jest trochę śmiesznie, trochę strasznie. Oś fabularna została zbudowana w oparciu o spotkanie mieszkańców z wyczekiwanymi gośćmi, budowniczymi, inżynierami.

Ruch, muzyka, ludowe przyśpiewki, styl życia i stroje są zdecydowanie przejaskrawione. Reżyser przedstawił na scenie typowe problemy polskiego zaścianka: brak pracy, biedę, alkoholizm, korupcję. Ukazał przaśność, plotkarstwo, zależność kobiet od mężczyzn (z jednym małym wyjątkiem — femme fatale). Poruszył też problem nieograniczonej władzy rodziców nad dziećmi, który obrazuje scena znęcania się autorytarnego ojca nad grubszym od innych dzieci synem, choć z powodu za dużej zimowej kurtki, którą ma na sobie, trudno dostrzec jego problem z otyłością.

Spektakl został skonstruowany tak, że spomiędzy komicznych scenek, barwnych przyśpiewek i żartów słownych przeziera tragedia ludzka. Jest jak szpilka wbijana w lekką aktorską frazę, przeszywający zgrzyt, dysharmonia. W ten sposób dowiadujemy się mimochodem o śmierci mężczyzn zakochanych w Nadzieżdnej (Martyna Dudek) czy też o martwym dziecku, które urodziła Pritykina (Justyna Kowalska).

Opowieść o zmianie krajobrazu małego miasteczka zawarta jest w scenografii autorstwa Katarzyny Adamczyk. W tym wypadku mamy do czynienia z symbolicznym gestem przemiany środowiska naturalnego. Na początku sztuki podłoga wyłożona jest trawą, spod której wyrastają pnie ściętych drzew, natomiast boki sceny przykrywa niebieska folia. Wraz z rozwojem akcji — ubrany na czarno student zaczyna zwijać trawę w rulon do momentu, gdy odsłoni czarną powierzchnię sceny, a po zieleni nie zostanie ani śladu. Kulminacją tego działania jest zdjęcie foli ochronnej z dźwiękoszczelnych ekranów, co potęguje poczucie izolacji, zamknięcia. To symboliczne przedstawienie degradacji środowiska naturalnego i otaczającego krajobrazu. Oczekiwana przez wszystkich zmiana zamiast przynieść faktyczną poprawę jakości życia tylko strąca mieszkańców w jeszcze większe zapomnienie. Droga szybkiego ruchu czyni z miasteczka nic nie znaczący punkt tranzytowy.

Postaci grane przez aktorów są bardziej typami charakterologicznymi niż ludźmi z krwi i kości: kobieta-modliszka, skorumpowany zausznik burmistrza, zdemoralizowany student. Bohaterowie budowani są w oparciu o wyraziste znaki i zachowania — tiki nerwowe, jaskrawe stroje, wyraziste makijaże, specyficzny sposób poruszania się i mówienia, na przykład wtrącanie przekleństw między słowa. W kreacjach aktorskich brakuje psychologicznej głębi i chociaż zabieg ten można tłumaczyć przyjętą konwencją, to jednak wpływa on na odbiór i wymowę całego spektaklu. Zabrakło momentów, w których widzowie mogliby przyjrzeć się nieszczęśliwej, zdominowanej jednostce. Przyjęta przez aktorów wyrazistość odsunęła na drugi plan każdego z bohaterów, odebrała im podmiotowość. Co więcej, niektóre wątki związane z poszczególnymi postaciami zostały jedynie zarysowane i nie znalazły rozwinięcia w dalszej części przedstawienia. Wyrazistość przaśnej kreacji i lakoniczność stojącej za nią historii częściej budziły na widowni śmiech niż współczucie. Może to zabieg celowy, ponieważ odbiera głos tym, którzy w rzeczywistości go nie mają. To prawda, że widzowie dowiadują się więcej o przyjezdnych inżynierach — budowniczych drogi, niż o mieszkańcach miasteczka. Poznajemy historię Anny (Martyna Trawczyńska) i Czerkuna (Jakub Gawlik), ich uczucia, myśli, rozterki, wiemy skąd pochodzą i w jaki sposób osiągnęli swoją pozycję. Natomiast mieszkańcy Wierchopola zostają wpisani w małomiasteczkowy krajobraz, a ich jednostkowość przejawia się jedynie poprzez anegdoty. To wspólnota miejska określa status i rangę osoby. Ta konstrukcja bohaterów podkreśla panujące stosunki społeczne, napięcie między jednostką a zbiorowością, podległością a niezależnością. Z drugiej strony, mieszkańcy miasteczka mogą wydawać się śmieszni i zacofani. Nie jestem pewna, czy o takie wrażenie chodziło twórcom.

Mimo że spektakl grany jest bez przerwy, można w nim wyróżnić dwie części: w pierwszej siła ekspresji scenicznej została przeniesiona na słowo, w drugiej to muzyka i wyznaczane przez nią tempo wpływają na charakter przedstawienia. Nie chcę przez to powiedzieć, że na początku przedstawienia muzyka nie gra roli: już od pierwszej sceny słyszymy przecież powitalne przyśpiewki „Życzymy, życzymy…”. Chodzi bardziej o sytuację, w której muzyczna partytura dominuje, określa tempo i jakość gry aktorskiej. W drugiej części sposób podania słowa wypływa wyraźnie z kompozycji ruchowej i muzycznej. Nie bez znaczenia dla tego spostrzeżenia jest kompozycja spektaklu. W ostatnich scenach rozgrywa się pożegnalne przyjęcie w remizie strażackiej. Od wiejskich przyśpiewek, krojenia drożdżówki i dźwięków akordeonu przechodzimy do klimatu zadymionego i zatłoczonego klubu. To wrażenie potęgują zabawy stylistyczne, scena potańcówki zaczyna się od wspólnego śpiewania, tańców w parach, a przechodzi do dynamicznych układów choreograficznych tańczonych synchronicznie, na ruchowej improwizacji przy światłach kończąc. Mimo że mamy do czynienia ze spektaklem dyplomowym, na pierwszy plan nie wysuwa się pojedyncza kreacja aktorska, ale każda z ról dopełnia kreację zbiorową. Tym, co przykuwa uwagę i zasługuje na podkreślenie, jest umiejętność pracy zespołowej młodych aktorów. Największymi atutami Barbarzyńców w reżyserii Adama Sajnuka są pełne energii sceny zbiorowe oraz wydobycie muzyczności z kultury ludowej i uczynienie z niej zasady kompozycyjnej spektaklu.

Z Wierchopola przebija marazm i nędza. Inżynierowie przybywający tu z wielkiego miasta, jawią się jak swego rodzaju zbawienie, szansa na lepsze życie, możliwość uzyskania pracy i przywrócenie utraconej godności. Okazują się bezwzględnymi kolonizatorami, którzy śmieją się z miejscowych „dzikich” i niosą im „cywilizację” w postaci drogi szybkiego ruchu przysłoniętej ekranami dźwiękoszczelnymi. Ekrany są jak zasłony, które odcinają jeszcze wyraźniej miasteczko od reszty świata; zamiast rozwoju mamy do czynienia z postępującą marginalizacją miejsca i jego mieszkańców.

 

Anna Galewska, Teatralia Warszawa
Internetowy Magazyn „Teatralia”, numer 156/2016

Teatr Collegium Nobilium

Maksym Gorki

Barbarzyńcy

reżyseria: Adam Sajnuk

muzyka: Michał Łomża

scenografia i kostiumy: Katarzyna Adamczyk
choreografia: Anna Iberszer
asystent reżysera: Wiktoria Wolańska
praca nad słowem: Agata Mastalerz

obsada: Karolina Bacia (Iwakinowa), Maciej Cymorek (Stiepan), Martyna Dudek (Nadieżda), Jakub Gawlik (Czerkun), Marek Gawroński (Pritykin), Weronika Humaj (Katia), Justyna Kowalska (Pritykina), Joanna Kuberska (Lidia), Filip Milczarski (Pawlin), Joanna Sokołowska (Drobiazgina), Kamil Szklany (Monachow), Martyna Trawczyńska (Anna), Hanna Wojak (Wiesełkina), Wiktoria Wolańska (Doktorka), Maciej Zuchowicz (Cyganow) oraz Stanisław Banasiuk (Riedozubow), Katarzyna Skarżanka (Bogajewska), Henryk Simon − II rok WA (Grisza)

premiera: 7 listopada 2015

fot. B. Warzecha

 

Anna Galewska – rocznik 1990. Absolwentka dokumentalistyki i studentka wiedzy o kulturze na Uniwersytecie Warszawskim. Interesuje się teatrem, reportażem, filmem, tańcem współczesnym i designem. Jest założycielką i członkinią Stowarzyszenia Przetwornik działającego w sferze kultury i edukacji.