Opera jak z filmu (Halka)

„Niepodległościowy” rok dwa tysiące osiemnasty powoli dobiega końca. Równocześnie zbliżający się rok został ogłoszony przez Sejm Rzeczypospolitej Polskiej Rokiem Stanisława Moniuszki ze względu na przypadającą w nim dwusetną rocznicę urodzin kompozytora. Opera Wrocławska postanowiła połączyć obchody obu wydarzeń, wystawiając na swoich deskach Halkę – polską operę narodową. W zamyśle dyrektora Marcina Nałęcza-Niesiołowskiego, który sam podjął się dyrygentury w przedstawieniu, miała to być najgłośniejsza premiera sezonu. Przy wyborze reżysera widowiska postawiono zatem na bardzo dobrze znane polskiemu widzowi nazwisko Grażyny Szapołowskiej.

Libretto Halki jest dość klasyczną historią o nieodwzajemnionej miłości i bólu związanym z odrzuceniem. Tytułowa bohaterka (w tej roli Anna Lichorowicz) to prosta góralka, która oddała swoje serce właścicielowi kilku okolicznych wiosek Januszowi (Marcin Hutek), szykującemu się właśnie do ślubu ze szlachcianką Zofią (Hanna Sosnowska). Halka, podjudzana przez zakochanego w niej Jontka (Zdzisław Madej), pragnie przypomnieć panu młodemu o ich romansie i skłonić go, aby do niej wrócił. Grażyna Szapołowska w swojej wizji opery Moniuszki odsuwa na dalszy plan wyraźnie zaznaczone w oryginalnym libretcie różnice stanowe pomiędzy postaciami, skupiając się na ich własnych, prywatnych historiach. Reżyserka niejednokrotnie podkreślała w wywiadach, że chodzi jej o ukazanie niewinności bohaterów wrzuconych w wir uczuć, z którymi nie potrafili sobie poradzić, co ostatecznie doprowadziło do tragedii. Tak wyraźne zwrócenie się w stronę postaci jest zdecydowanym odejściem od stylistyki operowej, gdzie najważniejsza jest forma. Może także kojarzyć się z zabiegiem charakterystycznym dla kinematografii, w którym kamera często niestrudzenie podąża za aktorem.

Bez wątpienia jednak o „filmowości” Halki stanowi przede wszystkim scenografia. Charakteryzuje się ona niezwykłą plastycznością oraz realizmem, przy czym stara się przede wszystkim sprawić, aby widz poczuł się, jakby oglądał na scenie prawdziwy krajobraz górski. Głównym jej elementem jest złożona z wielu części grań górskiego szczytu, która dzięki specjalnym ruchomym platformom zmienia swoją wysokość oraz ułożenie w zależności od aktualnego miejsca akcji. W tle wyświetlane są ruchome ujęcia tatrzańskich szczytów, często wzbogacone o takie szczegóły, jak przelatujące ptaki czy ukazujące się (lub znikające) chmury i słońce. Całości dopełnia zjawiający się na scenie w odpowiednich momentach dym, który ma pozorować (w zależności od potrzeby) wysokogórską mgłę lub rwący strumień. Stworzona iluzja obcowania z prawdziwymi szczytami ma na celu zakotwiczenie widza w góralskim klimacie i sprawienie, że zacznie on łączyć to, co widzi z własnymi doświadczeniami górskimi. Nawet elementy symboliczne, takie jak pojawiające się na scenie krzyż i figura Matki Boskiej, które mocno odcinają się od ogólnej tendencji scenograficznej, nie zaburzają efektu pocztówkowości. Można wręcz miejscami odnieść wrażenie, że ogląda się zdjęcia lub kadry, zwłaszcza że wszystkie elementy są utrzymane w odcieniach szarości. Tak wykreowana scenografia przyciąga uwagę, pobudza wyobraźnię i okazuje się głównym atutem spektaklu.

Oko widza cieszy również fantastyczna choreografia (Klaudia Carlos, Krzysztof Trebunia-Tutka). W przedstawieniu pojawiają się dwa układy taneczne, które zasługują na wyjątkowe uznanie – zamykający pierwszy akt dynamiczny mazur oraz popis tańca góralskiego w akcie trzecim. Choć ich jedynym zadaniem jest zapewnienie widzowi chwili oddechu od rozgrywających się na scenie wydarzeń, pomagają one wczuć się w klimat widowiska i poczuć jego „narodowość”, gdyż odwołują się bezpośrednio do polskiego folkloru. Efekt ten potęgują piękne, góralskie stroje ludowe, wszystkie utrzymane w białej kolorystyce. Warto także podkreślić, że na podstawie kostiumów bohaterów nie da się określić ich przynależności stanowej, co wskazuje na konsekwencję w odsuwaniu na dalszy plan kontekstu społecznego dzieła. Dziwnym zabiegiem twórców jest już jednak wprowadzenie podczas otwierającej spektakl uwertury układu baletowego w wykonaniu aktorów przebranych za myszy. Postaci te nie mają żadnego związku z dalszą akcją utworu i odrywają jedynie uwagę widza od muzyki, która przecież w przypadku gatunku, jakim jest opera, pełni funkcję równorzędną fabule.

Najwięcej kontrowersji wzbudza natomiast decyzja reżyserki o zmianie zakończenia opery. W oryginalnym utworze główna bohaterka odbiera sobie życie i ginie wraz z dzieckiem Janusza, które nosi pod swoim sercem. Szapołowska zdecydowała się jednak na inne rozwiązanie. Przed swoją śmiercią Halka rodzi dziecko, które owinięte w noszoną przez nią czerwoną chustę (symbol doznanej krzywdy i bólu) trafia na ręce świeżo zaślubionych Zofii i Janusza. Zamiast tragedii widz otrzymuje słodko-gorzkie zakończenie z dość banalnym i średnio wiarygodnym wydźwiękiem, bo trudno jest przecież uwierzyć, że życie Halki zyskało przedłużenie w żywocie jej dziecka, skoro zdecydowała się na tak dramatyczny gest, jakim jest popełnienie samobójstwa. Historia tytułowej bohaterki wciąż kończy się tragicznie. Przyćmiewanie tego finału kontrowersyjnym zwrotem akcji wydaje się zbędne.

Halka to dzieło, które zaskarbia sobie uznanie widza przede wszystkim swoją stylistyką i klimatem. Jest to niewątpliwie zasługa bogatego kinematograficznego doświadczenia Grażyny Szapołowskiej. Jej wizja polskiej opery narodowej ma kilka ciekawych, autorskich pomysłów, jednak jako debiutantka nie ustrzegła się błędów wynikających ze specyfiki gatunku operowego, pośród których jako główny należy wskazać niepozostawienie odpowiedniej przestrzeni do wybrzmienia muzyce Stanisława Moniuszki. W przeciwieństwie do filmu, gdzie muzyka to jedynie tło dla rozgrywających się wydarzeń, w operze jest ona ich współtwórcą, który nie pozwala im istnieć niezależnie. Z tego względu powinna być priorytetem dla twórców próbujących swoich sił w tym gatunku.

 

Aleksandra Wach, Teatralia Wrocław

Internetowy Magazyn „Teatralia” nr 269/2019

 

Opera Wrocławska

Stanisław Moniuszko

Halka

dyrygent: Marcin Nałęcz-Niesiołowski

reżyseria: Grażyna Szapołowska

kostiumy i scenografia: Brage Martin Jonassen

reżyseria świateł: Tomasz Filipiak

choreografia: Klaudia Carlos, Krzysztof Trebunia-Tutka

ruch sceniczny: Anna Szopa-Kimso

obsada: Anna Lichorowicz (Halka), Zdzisław Madej (Jontek), Tomasz Rudnicki (Stolnik), Hanna Sosnowska (Zofia), Marcin Hutek (Janusz), Jakub Michalski (Dziemba), Sergii Borzov (Dudarz), Aleksander Zuchowicz (Góral)

premiera: 14 grudnia 2018

 

Aleksandra Wach – rocznik 1999, studentka Politechniki Wrocławskiej, ale równocześnie wielka miłośniczka teatru i kina. Na co dzień rzuca w dyskusjach cytatami z Szekspira i zachwyca się jego dramatami przy dobrej herbacie. Marzy o podróży na Broadway i wydłużeniu doby, aby móc w niej zmieścić jeszcze jedną książkę, film lub spektakl teatralny.