Odmiany czasu

Odmiany czasu

Mush to potocznie breja, ckliwe bzdury. Grzybkowy pokój wypełnia papka złożona z prostych czynności, sekwencji ruchów powtarzanych przez tancerzy w nieskończoność. Czas jest pojęciem względnym, zawija się w samo-replikującą się spiralę. Jak jednak przestrzega jedna z aktorek, żadnego wydarzenia nie da się odtworzyć w dokładnie ten sam sposób.

Zredukowanie interakcji międzyludzkich do serii mechanicznie powtarzanych układów nie przynosi oczekiwanej ucieczki z tej czasoprzestrzennej plątaniny. Repetycja jest tym, czym jest i niczym więcej, ale sposoby odczuwania tych samych wydarzeń przez ludzi, zarówno aktorów, jak i widzów, zmieniają się za każdym razem. Spektakl otwiera sekwencja z udziałem dwóch tancerek, powracająca jako klamra na zakończenie – kontekst jest jednak zupełnie inny.

Od początku pojawiają się też elementy pozataneczne, monologi uzupełniające przekaz. Znaczący wydaje się pierwszy z nich, w odróżnieniu od pozostałych nie wyrzucany z szybkością karabinu maszynowego, ale jakby nucony cicho i delikatnie tekst o uprawie rzeczy żywych, do której potrzeba odpowiedniej dozy empatii i harmonii wewnętrznej. Te porady można rozciągnąć na całe przedstawienie, które sprawia wrażenie wielkiej, pulsującej życiem istoty. Podobnie jak roślinę czy zwierzę, trzeba ją wyhodować.

W roli przepoczwarzającego kokonu występuje tu fantastyczna scenografia Michela Blazy’ego, złożona z setek zawieszonych na prostokątnej konstrukcji klejących, półprzezroczystych nitek (?). Z początku prawie niewidoczna, ujawnia się dopiero pod wpływem światła. Przybiera naprawdę piękne formy, jednak dopiero w kontakcie z ciałami tancerzy, stając się wizualną reprezentacją ruchu i jego zmieniających przestrzeń właściwości. Tańczący są z jednej strony odizolowani, zamknięci w bezpiecznej, wydzielonej przestrzeni, a z drugiej w pewien sposób ograniczani przez oblepiającą ich konstrukcję. Zawieszeni na pajęczych nitkach, przypominają kukiełki zaplątane w widma wcześniejszych gestów. Paradoksalnie, pajęcza nić nabiera swojej ostatecznej formy w procesie destrukcji, a nie hodowli.

Dopełnieniem ambiwalentnej sytuacji tancerzy: kreujących, a zarazem zamkniętych we własnym schemacie, jest warstwa dźwiękowa stworzona przez Andreasa Bergera. Poddane syntetycznej obróbce głosy nie należą już do nikogo konkretnego, a zatem są własnością kolektywną. Dźwięk z offu steruje ekspresją taneczno-mimiczną, poddani mu artyści przybierają wciąż na nowo te same pozy ilustrujące wypowiadane przez bezimienną osobę słowa. Zdarza się, że głos w sposób karykaturalny kontrastuje z fizycznością tancerzy, ale nigdy nie zostaje odrzucony poprzez ruch. Ten jest niezmiennie dopełnieniem sensu kwestii. Na tym gruncie wyrastają jedne z najlepszych scen spektaklu, na przykład ta, w której jedna z aktorek do wtóru dziecięcego śmiechu na nowo „odkrywa” otaczający ją świat i odnajduje w nim źródło beztroskiej zabawy. Tego rodzaju przełamujące monotonię powtórzeń wydarzenia stanowią zabawny komentarz do codziennego życia i rożnych sposobów percepcji pozornie tej samej rzeczywistości. Podkreśla to choreografia – tancerze nawiązują między sobą interakcje, a nawet tańczą w tym samym rytmie – ale nigdy nie dochodzi do pełnej synchronizacji ruchów. Wszyscy pozostają odosobnionymi w swoim widzeniu i tworzeniu świata jednostkami.

Reakcja na niespodziewane, to drugi obok czasu, wiodący motyw. Według zespołu, niespodzianka nigdy nie jest naprawdę zaskakująca, ponieważ wciąż tęsknimy za wydarzeniem przełamującym rutynę. Ta tęsknota staje się częścią wciąż powtarzalnego cyklu, wytwarzając „mechanikę zaskoczenia”. Ciała żyją w rożnych przestrzeniach czasowych, są współczesną wersją wehikułu czasu, co uniemożliwia autentyczne wyrwanie się z rutyny, ponieważ z góry zdążyliśmy zaprogramować w nią elementy przełamujące schemat. Mush Room jest jak oglądany po mikroskopem fragment tego tworzonego przez nas na własny użytek programu, abstrakcyjna reprezentacja życia postrzeganego poza kategoriami logiki do jakiej jesteśmy przyzwyczajeni. W sposób inteligentny rozbija ona codzienność na elementy składowe, które mieszają się i operują na różnych płaszczyznach czasu, czucia i ruchu.

Aleksandra Spilkowska, Teatralia Kraków

37. Krakowskie Reminiscencje Teatralne, 5-11 października 2012

Chris Haring & Liquid Loft

Mush Room

choreografia, reżyseria: Chris Haring

taniec, choreografia: Stephanie Cumming, Kathryn Enright, Ian Garside, Anna Maria Nowak, Raquel Odena, Simone Truong, Thales Weilinger

muzyka: Andreas Berger

scenografia, światło, dramaturgia: Thomas Jelinek

scenografia: Michel Blazy

koprodukcja: The Perfect Garden: Impulstanz Vienna International Festival, Tanzquartier Wien, tanz ist Festival Dornbirn, Szene Salzburg & Liquid Loft