Odchamić, odmóżdżyć (Boeing, Boeing)

Dość łatwo wzbudzić w drugim człowieku współczucie. Wszakże udawane łzy i „oczy kota w butach” to jedne z bardziej popularnych technik manipulacyjnych, stosowane nawet przez dzieci, które nie potrafią jeszcze mówić. Tragizm może być nieszczery. Natomiast komedia  albo jest śmieszna, albo nie jest.

Nowy sezon w Teatrze Powszechnym, którego misją jest rozśmieszanie łodzian, rozpoczął się premierą sztuki – „rekordzistki”, granej w 55 krajach, wpisanej do księgi Guinnessa jako „najczęściej (17,5 tysiąca) wystawiana francuska sztuka”. Boeing, Boeing Marca Camolettiego, przełożona na język polski przez Bartosza Wierzbiętę, jest właśnie taka, jaka komedia powinna być – zabawna.

Akcję spektaklu przeniesiono do Łodzi, gdzie mieszka młody, piękny i zamożny Maks. Z tłumu młodych, pięknych i zamożnych, których w naszym mieście przecież niemało, bohatera wyróżnia to, że jest niezwykle zorganizowany – ma trzy narzeczone, które mieszkają z nim w tym samym mieszkaniu, ale nie mają pojęcia o swoim istnieniu. Każda z nich wierzy, że jest tą jedyną. Oprócz Maksa łączy je także to, że wszystkie wykonują ten sam zawód – są stewardessami. Amerykanka Janet pracuje dla PanAmu, Polka Jola dla Lotu, zaś Niemka Johanna to stewardessa Lufthansy. Maks ułożył swoje życie w oparciu o rozkład lotów i uważa ten plan za niezawodny. Przy wsparciu gosposi Nadii udaje mu się utrzymać swoje wybranki w błogiej nieświadomości. Jednak życia nie da się zaplanować. Pewnego dnia wszystkie lądują w Łodzi w tym samym czasie (co rzeczywiście brzmi dość nieprawdopodobnie – taki ruch na Lublinku?). W domu Maksa zjawia się także przyjaciel z dzieciństwa Paweł – fajtłapa, który w rodzinnym Grunwaldzie kobiety widywał najczęściej na fotografii. Nie dajmy się jednak zwieść pozorom…

Nawet niezwykle dowcipny scenariusz jest niczym bez odpowiednich aktorów. Przecież dobry dowcip także można spalić. Siłą (nomen omen komiczną) spektaklu jest obsada aktorska. Zwłaszcza postać Nadii, wykreowana przez Janusza Germana, ma szansę, podobnie jak Tonio z Szalonych nożyczek, urosnąć do rangi lokalnego bohatera. Z wdziękiem, w pozbawiony przesady sposób aktor buduje rolę kobiecą, wzbudzając wśród publiczności salwy śmiechu. Niestety, nie obyło się też bez paru zgrzytów – pierwszą scenę można by skrócić, taniec, choć ładny, estetyczny i prawdopodobnie zmysłowy (nie jestem w stanie się wypowiedzieć – tańczyła kobieta) jest nieco za długi i po kilku minutach zaczyna nudzić, a jak wiemy pierwsze wrażenie robi się tylko raz. W odbiorze sztuki przeszkadza także akcent Janet. Chyba nie jest do końca amerykański, lecz na pewno niezmiernie irytujący. Drażni także to, że nie wszystkie kwestie wypowiadane przez Karolinę Łukaszewicz można zrozumieć, przez co widzom siedzącym w tylnych rzędach umknęło kilka point.

Komizm Boeing, Boeing nie jest skomplikowany, nie kryje się w nim drugie dno. Nie stanowi intelektualnego wyzwania dla wytrawnego odbiorcy. Jednakże skutecznie poprawia humor, a także ma wielki walor edukacyjny – świat dowie się, że w Łodzi mamy Port Lotniczy.

Katarzyna Smyczek, Teatralia Łódź
Internetowy Magazyn „Teatralia” numer 68/2013

Teatr Powszechny w Łodzi

Boeing, Boeing

Marc Camoletti

przekład: Bartosz Wierzbięta

reżyseria: Giovanny Castellanos

scenografia: Wojciech Stefaniak

muzyka: Marcin Rumiński

obsada: Janet – Karolina Łukaszewicz, Johanna – Beata Ziejka, Jola – Magda Zając, Maks – Jakub Firewicz, Paweł – Artur Zawadzki, Nadia – Janusz German

premiera: 13 września 2013