Nowe pomysły, nowe inspiracje (1. Międzynarodowy Festiwal Sztuk TRANS/MISJE)

Nowe pomysły, nowe inspiracje (1. Międzynarodowy Festiwal Sztuk TRANS/MISJE)

Spektakle, przedstawienia plenerowe, wystawy oraz projekcje filmów to wydarzenia, w których można było uczestniczyć podczas 1.Międzynarodowego Festiwalu Sztuk TRANS/MISJE w Rzeszowie. Jego pierwsza edycja odbyła się pod hasłem „1918 Koniec i Początek”, nawiązującym do stulecia odzyskania przez Polskę niepodległości. Jak podkreśla Jan Nowara, dyrektor artystyczny, ten międzynarodowy projekt wykracza daleko poza historyczne konteksty i koncentruje się na wymianie doświadczeń artystów z Europy Środkowo-Wschodniej1. Do udziału w TRANS/MISJACH zaproszono twórców z Ukrainy, Czech, Słowacji, Litwy i Węgier. Program został ułożony tak, aby artyści z poszczególnych krajów mieli jeden dzień na prezentację swojego dorobku.

Polityka, polityka

Tematyka skomplikowanych relacji polsko-ukraińskich zdominowała dzień polski. Lwów nie oddamy! w reżyserii Katarzyny Szyngiery to próba stworzenia interdyscyplinarnego widowiska o zmaganiu się mieszkańców pogranicza z polsko-ukraińską postpamięcią. W spektaklu wykorzystano fragmenty reportażu Szyngiery i Mirosława Wlekłego, który ukazał się w „Gazecie Wyborczej”. Z wywiadów i ankiet przeprowadzonych wśród Polaków i Ukraińców ze Lwowa i Rzeszowa wyłania się niejednoznaczny obraz sąsiedzkich relacji, pełny wzajemnych uprzedzeń i oskarżeń, obfitujący również w dowcipy o podłożu ksenofobicznym. Dowiadujemy się na przykład, że Polacy lubią ukraińską wódkę, ale ukraińskich imigrantów już niekoniecznie. Ukraińcy natomiast często czują się traktowani w Polsce jak tania siła robocza. Pojawia się wątek wzajemnych oskarżeń o zbrodnie popełnione na Wołyniu. Nie dominuje on jednak w całym spektaklu, lecz jest przeplatany dygresjami aktorów, którzy w niektórych momentach mają pretensje do reżyserki o podjęcie zbyt trudnego tematu. Zarzucają jej, że każe im grać w przedstawieniu o wydarzeniach, które znają tylko z relacji osób trzecich: dziadków lub starszych krewnych i sąsiadów. Nie chcą rozmawiać o popełnionych zbrodniach i rozliczać winnych. Boją się drażliwych tematów, jakim jest według nich napływ ukraińskich imigrantów do Polski. Dzięki tym reżyserskim zabiegom spektakl nie okazuje się patetyczny. Multimedialne projekcje krajobrazów pogranicza czy dyskotekowej kuli wzmacniają warstwę tekstową przedstawienia. Na tle tych wizualizacji aktorzy odgrywają luźno ze sobą powiązane scenki z życia imigrantów zarobkowych w Polsce lub próbują odtworzyć zamierzchłe wydarzenia historyczne. Świetnym pomysłem było również obsadzenie Oksany Czerkaszyny w roli Ukrainki ucieleśniającej kolejne stereotypy, w które polskie społeczeństwo wpisuje jej rodaków. Jej kreacja jest autentyczna, bowiem pochodząca z Ukrainy aktorka zmusza widownię do nieustannej konfrontacji swoich wyobrażeń z rzeczywistą reprezentantką sąsiedniego państwa, otwarcie mówiącą o drażniących ją kwestiach. Szyngiera nie prezentuje spektaklu, który w demaskatorski sposób obnaża wady jednego z narodów, lecz stara się pokazać podłoże lęków Polaków i Ukraińcy. Efektem jest niejednoznaczne przedstawienie prowokujące do dyskusji na temat możliwości poprawienia polsko-ukraińskich relacji.

Spektakl Kateryna (reż. Bogdan Rewkewycz), który obejrzeliśmy w dniu ukraińskim, również porusza tematy społeczno-polityczne. Plakat z piękną dziewczyną ubraną w tradycyjny strój ludowy sugeruje, że mamy do czynienia z sielankową opowieścią. Jest to jednak złudne wrażenie, spotęgowane dodatkowo poetycką konwencją tego przedstawiania na motywach poematu Tarasa Szewczenki. Kateryna to historia ukraińskiej dziewczyny, która spotyka na swojej drodze Moskalika. Pierwsze zauroczenie kończy się rozstaniem – mężczyzna odjeżdża, a ona zostaje sama .Owocem tego krótkiego związku jest nieślubne dziecko, mały chłopczyk. Młoda kobieta zostaje odrzucona przez swoją społeczność i wyrusza, by odnaleźć ukochanego. Tyle fabuła. Historię Kateryny poznajemy z sekwencji scen pieśni i tańców stylizowanych na ludowe. Aktorki ubrane w zwiewne tuniki i charakterystyczne wianki na głowie tańczą w kole, zawodząc liryczne pieśni. Ich tematyka dotyczy na ogół zwyczajów panujących w wiejskiej społeczności oraz życia codziennego. Artystki bardzo rzadko zwracają się bezpośrednio do publiczności, wcielając się na przemian w postać tytułowej bohaterki. Tylko z uważnej obserwacji zmieniających się układów tanecznych dowiadujemy się, o kolejnych wydarzeniach z życia Kateryny. Mimo pewnych braków realizacyjnych (nie wszystkie dialogi są tłumaczone) przedstawienie ogląda się z narastającym zainteresowaniem. Estetyczne wrażenia powoli ustępują głębszej refleksji nad losem kobiet w tej części Europy (i nie tylko). Przecież Kateryna, oprócz bycia zwiewną rusałką, jest przede wszystkim osobą, która doświadcza przemocy ze strony kobiet z najbliższego otoczenia: przyjaciółek, a nawet matki. Musi opuścić lokalną społeczność i udać się na tułaczkę w poszukiwaniu swojego miejsca w życiu. Fakt, że główną przyczyną ostracyzmu jest związek ze wspomnianym Moskalikiem, nadaje tej historii głębszego, politycznego wymiaru. Uświadamia również widzom, że problem postpamięci dotyczy w tym samym stopniu innych narodowości, chociażby Ukraińców i Rosjan. Jest on tym bardziej bolesny, że nakłada się na niego bieżący konflikt na Ukrainie. Kateryna okazuje się przykładem na to, że można zrobić współczesny spektakl o wymowie społecznej, wykorzystując w umiejętny sposób klasyczny poetycki tekst. W inscenizacji Rewkewycza powtarzające się cytaty-mantry z poematu Szewczenki: „ludzie nie wybaczą serca, powiedzą len jesteś” obrazują sądzenie po pozorach, nieczułość i brak tolerancji dla innych, tak powszechne we współczesnym świecie.

Sztuka w plenerze

Swoistą wizytówką 1. edycji TRANS/MISJI stały się widowiska plenerowe. Ze względu na swój rozmach inscenizacyjny były one jednym z najbardziej wyrazistych wydarzeń festiwalowych. Zgromadziły zdecydowanie największą publiczność, i, jak mają nadzieję organizatorzy, zapoczątkowały tradycję wykorzystywania lokalnej przestrzeni miejskiej do działań teatralnych. Dotychczas spektakle plenerowe odbywały się w Rzeszowie w specjalnie wyznaczonych miejscach – scenach na rynku i Bulwarach Rzeszowskich lub deptaku przy ul. 3 Maja – nie ingerowały w tkankę miejską. Propozycja Teatru Królewskiego w Trokach W cieniu korony – legenda o Witoldzie Wielkim pokazuje nowe podejście do tego typu przedstawień. Spektakl o wydarzeniach z życia litewskiego władcy wystawiono na specjalnym pomoście zaadaptowanym na scenę przy bulwarach. Widzowie zajmowali miejsca na wałach przeciwpowodziowych lub kładce łączącej przeciwne brzegi Wisłoka, mieli stamtąd panoramiczny widok na aktorów litewskiego teatru. Publiczność siedząca na trawie mimowolnie stawała się częścią przedstawienia, upodabniając się do armii, która z odległości obserwuje obozowisko przybyszów z obcego plemienia. W przedstawieniu wykorzystano tańce z ogniem, który odbijał się w wodzie po zachodzie słońca. Użyto również mocnego nagłośnienia potęgującego nastrój i moc wykonywanych pieśni. Pewnym mankamentem był brak tłumaczenia dialogów – poszczególne sceny opatrzono jedynie komentarzami narratora.

Finałowe widowisko Kwiat Paproci Teatru im. Wandy Siemaszkowej stanowi również nową jakość działań teatralnych . Reżyserka Martyna Łyko zaprosiła do współpracy tancerzy z Teatru Tańca O.de.la (taniec współczesny) i Rudki (taniec ludowy). Efektem jest baśń o poszukiwaniu szczęścia w konwencji współczesnej śpiewogry. Aktorzy rapują swoje kwestie przy akompaniamencie mocnych beatów i aranżacji wizualnych. Momentami uwspółcześniony tekst na motywach baśni Kraszewskiego razi zbyt dosłownymi rymami. Przedstawienie Łyko zostało tak zaaranżowane, aby zaangażować publiczność: wśród widowni były rozdawane świecące bransoletki – widzowie mieli założyć je na ręce i stworzyć fosforyzujący tłum. Zakończył je pokaz sztucznych ogni Nie był on jednak wyłącznie elementem tego typu show, lecz integralną częścią przedstawienia. Fajerwerki rozświetlające nocne niebo to w założeniu reżyserki tytułowy kwiat paproci, kwitnący tylko raz do roku. Symboliczne zakończenie okazało się bardzo atrakcyjne dla młodszych widzów, którzy żywiołowo reagowali na tę feerię barw. Również napisane przystępnym językiem libretto z czytelnym przesłaniem, że pieniądze szczęścia nie dają i trzeba przede wszystkim dbać o relację z innymi ludźmi, mogło być interesujące. Połączenie pieśni ludowych z muzyką soundsystemu to dobry pomysł na promocję sztuki czerpiącej inspirację z kultury ludowej. Taki trend nie jest oczywiście niczym nowym, czego przykładem jest twórczość Kapeli ze Wsi Warszawa czy formacji WA DA DA lub zespołów teatralnych (Do dna Ewy Kaim). Jednak pokazanie masowej publiczności spektaklu z elementami folkloru terenów Pogranicza ma duży walor edukacyjny.

Teatr musi wyjść do widza

Podczas 1. Edycji TRANS/MISJI odbyło się wiele wydarzeń artystycznych nawiązujących w mniej lub bardziej oczywisty sposób do motta festiwalowego „Koniec i Początek 1918”. Na pewno wystawa Sztuka walcząca ukazująca ważne momenty z historii krajów partnerskich w formie archiwalnych zdjęć (z konkretnych wydarzeń historycznych, lub spektakli obrazujących walkę o niepodległość) wpisuje się w pierwszy z powyższych nurtów. Również przedstawienie Teatru w Trokach upamiętniające setną rocznicę odzyskania przez Litwę niepodległości realizuje hasło programowe pierwszej edycji. Pytanie brzmi czy nowy rzeszowski festiwal wpisze się na stałe w mapę wydarzeń kulturalnych i czy wydarzenia o typowo patriotycznym wydźwięku zainteresują współczesnego widza. Organizatorzy stawiają na otwartość – chcą wyjść poza ramy instytucji artystycznych, tworząc wydarzenia dostępne dla mieszkańców i turystów odwiedzających Rzeszów. W tym roku w dużej mierze to się udało. Oprócz spektakli plenerowych cieszących się ogromną frekwencją odbyło się wiele wystaw i koncertów w różnych częściach miasta (deptak przy ul. 3 Maja, Rynek Główny, dziedziniec Muzeum Okręgowego). Na kilka wakacyjnych dni Rzeszów zamienił się w barwne miasteczko festiwalowe tętniące gwarem wydarzeń.

Kolejne TRANS/MISJE odbędą się za rok w Koszycach. Organizatorzy tegorocznej edycji mają w planach ich kontynuację w Rzeszowie w nieco okrojonej formie, na mniejszą skalę. Impreza planowana na sierpień przyszłym roku nosi na razie roboczą nazwę TRANS/MISJE–Zip. Ma ona promować przede wszystkim różnego rodzaju działania teatralne w przestrzeniach Rzeszowa i Bieszczadów. Skoro widzowie nie chcą przyjść do teatru – teatr musi przyjść do nich!

Katarzyna Bolec, Teatralia Rzeszów

Internetowy Magazyn „Teatralia”, numer 263/2018

1.Międzynarodowy Festiwal Sztuk TRANS/MISJE

25–31 sierpnia 2018

Teatr im. Wandy Siemaszkowej w Rzeszowie,

Lwów nie oddamy

reżyseria: Katarzyna Szyngiera

scenariusz: Katarzyna Szyngiera, Marcin Napiórkowski, Mirosław Wlekły

scenografia: Przemysław Czepurko, Katarzyna Ożgo

kostiumy: Ireneusz Zając

inspicjent i sufler: Małgorzata Depta

dramaturgia: Olga Maciupa

światło: Michał Stajniak

muzyka: Jacek Sotomski

obsada : Oksana Czerkaszyna, Dagny Cipora, Małgorzata Machowska, Mateusz Mikoś, Piotr Mieczysław Napieraj, Robert Żurek, Jacek Sotomski (gitara)

Teatr Narodowy im. Marii Zańkowieckiej, Lwów

Kateryna

reżyseria: Bogdan Rewkewycz

scenografia: Natalia Tarasenko

muzyka: Bogdan Rewkewycz, Mirosław Sołuk

choreografia: Igor Nakonecznyj

Teatr Królewski, Troki

W cieniu korony – legenda o Witoldzie Wielkim

scenariusz, reżyseria: Vytautas Mikalauskas

Teatr im. Wandy Siemaszkowej, Rzeszów

Kwiat Paproci,

reżyseria: Martyna Łyko

tekst: Michał Szymaniak

choreografia: Tobiasz Sebastian Berg

muzyka: Kamil Tuszyński

oprawa wizualna: Anastasiia Worobiowa

obsada: Barbara Napieraj, Mateusz Marczydło, Anna Demczuk, Paweł Gładyś

Tancerze z zespołów: Rudki i O.de.la

Wystawa Sztuka Walcząca

Muzeum-Zamek w Łańcucie

Projekt przestrzeni i grafiki wystawy: Marek i Maciej Mikulscy

1 Katalog Festiwalu, redakcja/korekta Patrycja Kita