Novalis wypchany (Hymny do nocy)

Novalis wypchany (Hymny do nocy)

Umarłych poetów wypycha się jak zwierzęta – substancjami konserwującymi lub sztucznymi. W taką – skądinąd liryczną – taksydermię postanowił zabawić się Maciej Gorczyński, reżyser spektaklu Hymny do nocy. Porównanie to może, co prawda, wydawać się niesmaczne lub brutalne i bez trudu dałoby się zastąpić je modniejszą kategorią „remiksu”, ale czyż wypchana sarna nie jest najbardziej perwersyjną, a jednocześnie najsmutniejszą iluzją życia albo raczej – metaforą powrotu niemożliwego? Właśnie przez ten smutek jednocześnie obecnej i nieobecnej łani, czasem lepiej zachować li tylko jej obraz. Podobnie z wierszami – niektórych nie wypada rozpychać do nieskończoności tym, co do nich pierwotnie nie przynależało. I nie chodzi tutaj o dawno już nie istniejący szacunek do oryginału, ale o ożywianie, które kończy się na reinkarnacji formy, nie istoty.

Novalis zwykł mawiać, że poezja leczy rany zadane przez rozum, a świat jest symbolicznym obrazem ducha. Poeta w jego myśli był kapłanem, artysta – realnym kreatorem tego, co postrzegalne. Nie tyle doświadczał rzeczywistości, ile ją odczuwał, dlatego „czucie” uczynił centrum swojej silnie związanej z literaturą filozofii. Żył, by tak rzec, mistycznie. Skupiony na wnętrzu jako czymś uprzednim wobec nieskończoności zewnętrza. To niejako za jego przykładem romantycy odrzucili „szkiełko i oko”. U Gorczyńskiego świat ducha jest utożsamiony z nocą, z upiorami podświadomości. Reżyser dosłownie zanurza nas w snach – tworzy przestrzeń, gdzie mary przenikają rzeczywiste (publiczność jest jakby rozsypana w scenicznym świecie, którego granice z jednej strony wyznacza wyciemniona scena, z drugiej – odrealniona komnata kochanek tyleż zmysłowych, ile szalonych). Klimatyczny pokój nawiedza duch Novalisa: pisarza, który pragnął, by jego zdania stały się nasionami dla kolejnych – mających dopiero nadejść, a właściwie wykiełkować – utworów.

Właśnie to marzenie stało się inspiracją dla Gorczyńskiego. I tak, reżyser pozwolił wyrosnąć z Novalisa dziełom Blanchota i Lema. Wspólnym korzeniem była dla nich wzajemna zależność umysłu od czucia. Wizyjność nosi w spektaklu cztery imiona – szaleństwa, polityki, poezji i religii. Wokół nich skomponowano Hymny do nocy. Całość jednak, chociaż ciekawie zaplanowana, zdaje się nieudaną próbą opowiedzenia o tym, co ładnie nazywamy doświadczeniem wewnętrznym. Wybranie wspólnego motywu i obtoczenie jego wariantami poezji sprzed trzech wieków nie wystarczy bowiem ani do odświeżenia paradygmatu romantycznego, ani do jego karykatury.

 

Alicja Műller, Teatralia Kraków
Internetowy Magazyn „Teatralia”, numer 152/2015

 

Europejski Ośrodek Praktyk Teatralnych GARDZIENICE

Novalis

Hymny do nocy

reżyseria: Maciej Gorczyński

dramaturgia: Radosław Stępień

scenografia/projekcje/plakat: Iwona Bandzarewicz

muzyka i pieśni tradycyjne

obsada: Kamila Banasiak, Magdalena Pamuła, Bartosz Bielenia, Kamil Mróz, Maciej Sajur

premiera: 20 września 2015

fot. youtube

Alicja Mȕller – redaktor naczelna "Teatraliów". Doktorantka na Wydziale Polonistyki UJ. Miłośniczka absurdu i dadaistów.