Niespełnione nadzieje twórców prowincjonalnych (Mewa)

Mewa to spektakl niezwykle subtelny. Artyzm, będący głównym tematem przedstawienia, sprawia, że aktorzy zdają się upojeni sztuką, której częścią się stają.  Tworzą przedstawienie, które zachwyca prostotą. Ponadczasowe prawdy, dotykające natury ludzkiej, przesiąkniętej od prastarych czasów miłością, nienawiścią, zazdrością i ambicją, zyskują teatralną oprawę.  Elementem składowym wystawionej sztuki o prowincjonalnych pisarzach, staje się niezachwiana wiara w to, że twórca może więcej.

Mewa to inscenizacja dyplomowa w wykonaniu studentów IV roku wydziału aktorskiego Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej w reżyserii Grzegorza Wojdona. Na scenie rozgrywają się odwieczne konflikty między wartościami, duchem i materią, matką i synem. Bohaterami spektaklu są mieszkańcy podmoskiewskiej wsi i przyjezdni z Moskwy wpływowi goście. Realizacja teatralna dotyka uniwersalnych wartości i prawd, przedstawia losy artystów spełnionych i twórców niespełnionych, prowincjonalnych marzycieli.

Bohaterowie spotykają się w ziemiańskim dworku. Na łonie natury snują refleksje, tworzą i prowadzą beztroskie życie. Szybko okazuje się, że prowizoryczna idylla ma swoje drugie oblicze. Większość z mieszkańców boryka się z niepowodzeniem – nieszczęśliwą miłością, niespełnioną ambicją, poczuciem zmarnowanego życia. Mimo wszystko, potrafią żyć razem w społeczności. Wszyscy bohaterowie wydają się pogodzeni ze sobą, z rzeczywistością. Są spokojni i zdystansowani. Jedynie młody, zbuntowany Konstanty (bardzo dobra rola Filipa Kowalczyka) nie potrafi znaleźć dla siebie miejsca. Pozostaje w cieniu sławnej matki – aktorki teatralnej i jej kochanka – pisarza. Ten stan prowadzi do tragicznego finału. Dla dekadenta – niespełnienie oznacza śmierć.

Spektakl jest zrealizowany w sposób klasyczny. Nie ma w nim, typowych dla nowoczesnych spektakli, multimediów ani wątków zapożyczonych ze współczesności. Historyczny klimat podkreślają XIX-wieczne stroje. W ten sposób już na pierwszy rzut oka widać, którzy  bohaterowie reprezentują intelektualną elitę z Moskwy. Aleksandra Matlingiewicz wciela się w rolę „tej złej” – Ireny Arkadiny, a urocza Pola Błasik buduje kreację Niny Zariecznej. Obie panie tworzą na scenie rzucający się w oczy kontrast – wyglądają inaczej, reprezentują odmienne postawy, a przy tym walczą o względy tego samego mężczyzny. Trigorin (Artur Bocheński) zdaje się zagubiony między niewinnością i wdziękiem delikatnej, młodej dziewczyny a seksapilem dojrzałej, pewnej siebie kochanki. W spektaklu mamy okazję zobaczyć, jak kończy się romans dla wrażliwej Niny. Panna Błasik prezentuje piękny, pełen emocji monolog, którym łamie serce Konstantego (a podbija nasze). Mewa jest o miłości, niespełnionej, tragicznej. Wszyscy bohaterowie obdarzają uczuciem niewłaściwą osobę. Aktorzy uśmiechają się rzadko, co wzmacnia napięcie. Podkreśla wrażenie, że postacie ukrywają przed sobą rozterki.

W scenografii dominują ciemne barwy. Główną część dekoracji stanowią rozłożone na scenie panele i wiszące drewniane ramy. Naszej uwagi nie skupiają więc rekwizyty (są na to za skromne), a studenci IV roku, którzy z powodzeniem wcielają się w swoje role. Tworzą kreacje wyraziste, pasujące do całości. Wiarygodne, a po części odpowiednio ucharakteryzowane. Eleganckie, historyczne kostiumy podkreślają charakter bohaterów i wyraźnie umiejscawiają ich w przeszłości. Czarny kapelusik u Eugeniusza Dorna (w tej roli Daniel Mosior) sprawia, że bohater wydaje się jeszcze bardziej nonszalancki. Powody do śmiechu daje nam jedynie Piotr Sorin. Michał Surówka udowadnia, że potrafi wcielić się w schorowanego starszego pana i z dystansem bawić  spragnioną żartu – publiczność.

Aktorzy odnajdują się w świecie rosyjskiej bohemy – budują klimat za pomocą gestykulacji (jest w niej pewnego rodzaju arystokratyczność), nigdzie się nie śpieszą, z przyjemnością gawędzą o życiu albo rozpaczają. W takich momentach,  na scenie są emocje –nieszczęśliwa miłość sprawia, że bohaterowie tracą  kontrolę i wybuchają. Okazuje się, że nie ulegli tak wielkiemu zobojętnieniu, jak się z początku wydawało.  Dzięki tym scenom, spektakl jest bardziej dynamiczny. W sporej części Mewa składa się jednak z dialogów. Akcję, zarówno Antoni Czechow, jak i Grzegorz Wojdon, ograniczają do niezbędnego minimum. Postacie prowadzą dyskusje o sztuce, poezji i literaturze, rozmawiają o sposobach na wenę twórczą, wadach i zaletach uprawiania zawodu pisarza. To sprawia, że przedstawienie jest bardzo literackie. Zachęcające do kontemplacji pięknych, książkowych zdań – razem z bohaterami.

Mewa w reżyserii Grzegorza Wojdona, to przedstawienie na swój sposób wyrafinowane. Nie ma w nim sensacji, wartkiej akcji, bieganiny i przekleństw – jest poezja, subtelny dialog, typowy dla pozytywizmu, realizm. Nic dziwnego, że bohaterowie są eleganccy i dystyngowani, lubują się w długich rozmowach, a swój światopogląd budują przez pryzmat sztuki, przyrody i książek.

Ta „staroświeckość” sprawia, że spektakl budzi przyjemne uczucia, ma w sobie urok i działa na nas jak sentymentalny pejzaż. Zachwycająca muzyka w wykonaniu Aleksandry Kot, wzmacnia wrażenia i pięknie komponuje się z emocjami, które przedstawienie wywołuje w odbiorcach.

Reżyserzy podejmujący się realizacji sztuki Czechowa mówią: – „To najtragiczniejsza z komedii w historii teatru i jeden z najpiękniejszych dramatów, jaki kiedykolwiek powstał”. Nic dziwnego, że Mewa wpisuje się w kanon sztuki teatralnej – dotyka kwestii ponadczasowych.

Spektakl to widowisko przesiąknięte erudycją, symboliczne, którego główną ideę przekazuje jeden rekwizyt – wypchana mewa. Ptak staje się symbolem wolności. Nawiązuje do historii młodej Niny, która ucieka z domu, by realizować marzenia o aktorstwie.

Inscenizacja opowiada o ludziach – konflikt pokoleniowy rozgrywa się między wegetującymi starszymi mieszkańcami prowincji, a młodymi adeptami sztuki teatralnej, którzy walczą o sukces i spełnienie. Walka symbolizuje dążenie do realizacji młodzieńczych ideałów, choć kończy się tragicznie dla Konstantego, a Ninie przynosi wiele cierpień.

Inscenizacja odpowiada na nasze tęsknoty za klasyką i subtelnością, wynikającą z prostoty formy. Mewa to przedstawienie z głębią. Ponadczasowe. Piękne.

Angelika Szubert, Teatralia Wrocław
Internetowy Magazyn „Teatralia”, numer 162/2016

Państwowa Wyższa Szkoła Teatralna im. L. Solskiego w Krakowie, Filia we Wrocławiu

Mewa

tekst: Antoni Czechow

przekład: Natalia Gałczyńska

reżyseria: Grzegorz Wojdon

scenografia: Agnieszka Aleksiejczuk

muzyka: Aleksandra Kot

asystent reżysera: Karolina Synowiec

występują: Pola Błasik, Aleksandra Matlingiewicz, Aleksandra Prochownik, Karolina Synowiec, Artur Bocheński, Artur Caturian, Filip Kowalczyk, Daniel Mosior, Michał Surówka, Michał Wolny

premiera: 31 stycznia 2016

fot. Anna Niewolińska

Angelika Szubert – studentka historii sztuki. Absolwentka dziennikarstwa. Estetka, sentymentalistka, miłośniczka surrealizmu i teatru dramatycznego.