Nie do życia (Plastiki)

Nie do życia (Plastiki)

Inscenizacje Grzegorza Wiśniewskiego: kielecka Harper czy gdańskie Kto się boi Virginii Woolf? pokazują, że reżysera interesuje przede wszystkim eksplorowanie relacji międzyludzkich, napięć istniejących między postaciami. W Plastikach Mariusa von Mayenburga więzi rodzinne istnieją jedynie na poziomie czysto formalnym, a bohaterowie nawiązując ze sobą tylko powierzchowny kontakt, odbijają się w sobie jak połyskliwe powierzchnie elementów scenografii zaprojektowanych przez Mirka Kaczmarka.

W świecie budowanym przez twórców trudno jest odnaleźć odniesienie do rzeczywistości, bo w tekście Mayenburga zostaje wyrażona konkretna wizja rodziny i społeczeństwa. Wśród bohaterów mamy bowiem małżeństwo: lekarza Michaela usiłującego wyrwać się rutynie codzienności przez dołączenie do Lekarzy bez Granic i Urlike – asystentkę artysty z trudem maskującego twórczą impotencję; nastoletniego syna, któremu rodzice rekompensują brak czasu dostatnim życiem oraz pokojówkę – dziewczynę z niższych sfer. Można zaryzykować stwierdzenie, że mamy tu do czynienia z wyższą klasą średnią, która jakiś czas temu osiągnęła dojrzałość, a teraz zaczyna się psuć, co w warunkach polskich ciągle wydaje się raczej wizją rodem z zachodnich produkcji filmowych niż doświadczaną na co dzień rzeczywistością. Bohaterowie, poza służącą Jessicą Schmitt, znajdują się w momencie, kiedy nie muszą już wydatkować energii na zaspokajanie swoich potrzeb, odczuwają jednak przemożne pragnienie wypełniania pustki po dawnych życiowych pasjach, namiętnych związkach i intensywnych przeżyciach.

Sceniczna rzeczywistość, a więc świat, w którym funkcjonują bohaterowie, na wszystkich poziomach wydaje się być „nie do życia”. Przestrzeń jest chłodna i nieprzyjazna, niemożliwa do zamieszkania. Kaczmarek umieścił na scenie ogromne plastikowe płyty oświetlane zimnym światłem. Nie zdecydował się na zaaranżowanie przestrzeni choć odrobinę przypominającej mieszkanie, mimo że właściwie cała akcja dramatyczna rozwija się w domu Ulrike i Michaela. Kostium Ulrike wydaje się przeważać nad masą jej ciała, karykaturalizuje sylwetkę i czyni ją śmieszną. Vincent to nastoletni chłopak noszący koszulkę Hugo Bossa, ale jednocześnie coś na kształt pieluchy, z której wystaje ponadprzeciętnych rozmiarów penis. Serge Haulupa, artysta deklarujący przenikliwość i świadomość zasad, jakimi rządzi się rynek sztuki, spędza życie siedząc w wannie i rzucając mizoginistyczne uwagi w stronę swojej asystentki i jej służącej. Z niemożliwości podjęcia działania rodzi się wielka nuda, zżerająca bohaterów jak złośliwy nowotwór. W tym świecie, budowanym przez Mayenburga dość powierzchownie, zjawia się postać, burząca, poprzez swoją psychologiczną odmienność i pochodzenie klasowe, wątłą równowagę nadgniłego egzystowania znużonych życiem i sobą nawzajem mieszczan.

Dramat bazuje więc na prostym schemacie fabularnym, w którym motorem zmian jest wtargnięcie „obcego”. Jessica Schmitt funkcjonuje w Plastikach na podobnej zasadzie co Gość w Teoremacie Piera Paolo Passoliniego. Nawiązując relację z każdym z członków rodziny, zmienia konstelacje ich wzajemnych relacji. Przez swoją odmienność i bezpretensjonalność staje się również obiektem zainteresowań Haulupy, obdarzającego ją szumnym mianem „Muzy”.

Tak zaprojektowane w tekście relacje nie znajdują jednak swojego przeniesienia na scenie, gdzie nie Marta Waldera, grająca Jessicę, a Dominika Bednarczyk (Urlike) jest bohaterką obdarzoną największą siłą. Bednarczyk stworzyła postać wielowymiarową, której otaczający ją, płaski świat nie może sprostać. W mężczyznach Jessica budzi przede wszystkim pożądanie (o bardzo ambiwalentnym, w przypadku Vincenta, charakterze), w Ulrike wyzwala swojego rodzaju nostalgię za przeszłością. Wspomnienie szczęścia będącego niegdyś jej udziałem wydaje się ostatecznie rujnować rzeczywistość,w jakiej obecnie egzystuje. Zakończenie, w którym następuje poniżenie Ulrike i apoteoza Jessici wydaje się tutaj mało wiarygodne. Wyrazistość sceniczna Ulrike wydaje się budowana w znacznym stopniu przez kostium, a dramatyzm bohaterki objawia się jeszcze dosadniej, kiedy ubranie jest z niej, choćby częściowo, zdzierane. Ze względu na świetną rolę Bednarczyk warto zobaczyć Plastiki w reżyserii Grzegorza Wiśniewskiego, choć jest to spektakl nierówny i momentami nużący.

Zuzanna Berendt, Teatralia Kraków

Internetowy Magazyn „Teatralia”, numer 195/2017

Teatr im. Juliusza Słowackiego w Krakowie

Marius von Mayenburg
Plastiki (Stück Plastik)
Reżyseria: Grzegorz Wiśniewski
Przekład: Karolina Bikont
Scenografia i kostiumy: Mirek Kaczmarek
Dramaturgia: Jakub Roszkowski
Muzyka: Adam Milwiw-Baron
Obsada: Dominika Bednarczyk (Ulrike), Marta Waldera (Jessica Schmitt), Grzegorz Łukawski (Michael), Krzysztof Piątkowski (Vincent), Jerzy Światłoń (Serge Haulupa)

premiera: 08.12.2016

fot. Krzysztof Bieliński

Zuzanna Berendt – absolwentka wiedzy o teatrze UJ, studentka MISH. W teatraliach od 2014 roku.