Nauczmy się kochać (Lekcje miłości)

Już od niemal roku Teatr im. Stefana Jaracza udziela Lekcji miłości. Spektakl jest próbą odpowiedzi na pytania o to, jak kochać i czy istnieje miłość idealna. Sztuka nie przypomina jednak szkolnej lekcji, a aktorzy nie wcielają się w rolę nauczycieli. Nauka wypływa z interpretacji zachowań bohaterów i popełnianych przez nich błędów.

Rafał Sabara przedstawia historie dwóch niemających łatwego życia rodzin. Pierwsza część spektaklu ukazuje matkę (Barbara Marszałek) z córką Łarisą (Matylda Paszczenko), która mimo że nie jest już pierwszej młodości, zachowuje się dość infantylnie i usilnie próbuje znaleźć dla siebie mężczyznę. Rozmowę kobiet przepełnia cała gama czuć. Na przemian kochają się i nienawidzą, w pewnym momencie nie wiadomo właściwie, które z tych uczuć dominuje. Łarisa jest wiecznie zagubioną córeczką, bojącą się samotności, znajduje więc schronienie w domu. Obok – matka bez pomysłu jak postępować z niesamodzielnym, chociaż dorosłym dzieckiem. Kobieta zdaje się nie mieć pojęcia o tym, że powinna być wzorem do naśladowania. Jej nadmierny krytycyzm i traktowanie z lekką pobłażliwością, w znacznej mierze wpływają na charakter córki. W tle pudła – zapasy lekarstw, mydeł, pościeli – stanowiące zabezpieczenie, które chce zapewnić Łarisie jej rodzicielka w razie swej śmierci. Widać więc, że dba o swoje dziecko, nie potrafi jednak przełożyć troski na bycie dobrym rodzicem. Obie kobiety wiecznie sobie dogryzają. Popełniają błędy, które stają się później źródłem goryczy, pretensji, niewypowiedzianych żali.

Kolejna historia przedstawia losy dwudziestopięcioletniej Maszy (Agnieszka Skrzypczyk), która „wpada z wizytą” do domu, gdzie czekają jej matka i mąż. Wraca tam, skąd uciekła krótko po ślubie (w wieku 18 lat). Jej partner Misza (Marek Kałuczyński) jest spokojnym, dobrym człowiekiem, 20 lat starszym od swej żony. W czasie powrotu „córki marnotrawnej” z wizytą przychodzi Nikołajewa (Matylda Pazczenko), dla której niedoceniany przez Maszę – Misza był ochroną przed samotnością. Skrzypczyk na scenie to emocjonalny wulkan gotowy w każdej chwili wybuchnąć, w ten sposób niemal całkowicie kumuluje na sobie uwagę widza. Pokazuje świat, w którym nie istnieją łatwe relacje. W tej historii prawdziwie słodkie są jedynie ciasta i cukierki. Uczucia zaś przepełnia gorycz i kłamstwo.

Lekcje miłości przede wszystkim upewniają widza w przekonaniu, że nie istnieją ludzie bez skazy, a co za tym idzie – nie ma miłości idealnej. Pewne momenty spektaklu wręcz przywodzą na myśl tekst z piosenki zespołu Hey: „Kochaj mnie mimo wszystko”. Inne zaś oddziałują jak kubeł zimnej wody. Pokazują, że niektóre rzeczy są zwyczajnie niemożliwe, niezależnie od tego, jak bardzo się ich pragnie.

Mimo podejmowania trudnych tematów twórcy nie stronią od humoru. Bez niego wszelkie relacje rodzinne jawiłyby się jako zbyt okrutne. Śmiech, nawet jeśli jest to śmiech przez łzy, pomaga zachować dystans do tragikomedii rozgrywającej się na scenie. Relacje rodzinne ukazane w „krzywym zwierciadle” nie wydają się jednak zbyt przerysowane i chyba właśnie to powoduje, że tak dogłębnie dotykają widza.

Mogłoby się wydawać, że scenografia w wykonaniu Beaty Nyczaj stanowi pewnego rodzaju metaforę przedstawianych relacji rodzinnych. Scena co jakiś czas się obraca, ukazując różne fragmenty mieszkania. Użycie styropianu do wykonania kilkupokojowego mieszkania, wydaje się poetycką przenośnią kruchych więzi międzyludzkich. Kanapa, obraz z łabędziami, lampy jarzeniowe, ubrana choinka w środku marca są sztuczne niczym wzajemny stosunek bohaterów. Stroje cechuje prostota, ale wpasowują się one doskonale w postaci, podkreślając ich charakter. Masza jest ubrana bardzo niedbale, nosi znalezione w nieznanym mieszkaniu glany, koszulkę, która co pewien czas podwija się, ukazując jej brzuch. Obok niej, dla kontrastu, Nikołajewna w jaskrawym stroju. Widać, że kobieta dba o swój wygląd i podkreśla go makijażem. Ubiór można więc także interpretować w sposób symboliczny, niedbałość wyglądu Maszy przekłada się na stosunek do relacji rodzinnych, ich lekceważenie, zaś Nikołajewna usilnie stara się zdobyć kogoś bliskiego, zwrócić na siebie uwagę.

Spektakl pokazuje, że miłość potrafi wywoływać skrajne emocje, a budowanie relacji z drugim człowiekiem jest długotrwałym procesem wymagającym pracy i zaangażowania obu stron. Lekcje miłości pozwalają widzowi spojrzeć z innej perspektywy na własne stosunki z bliskimi i być może uniknąć w przyszłości błędów, które popełniali bohaterowie sztuki.

 

Natalia Chuszcz, Teatralia Łódź
Internetowy Magazyn „Teatralia” numer 161/2015

 

Teatr im. Stefana Jaracza w Łodzi

Irina Waśkowska

Lekcje miłości

reżyseria i opracowanie muzyczne: Rafał Sabara

przekład: Agnieszka Lubomira Piotrowska

scenografia: Beata Nyczaj

reżyseria światła: Michał Głaszka

asystent reżysera, inspicjent: Marta Baraszkiewicz

asystent scenografa: Ryszard Warcholiński

obsada: Matylda Paszczenko (Łarisa/Nikołajewa), Barbara Marszałek (Matka Łarisy), Agnieszka Skrzypczak (Masza), Marek Kałużyński (Misza, jej mąż), Milena Lisieka (Koczkina/Matka Maszy)

premiera: 7 marca 2015

fot. Greg Noo-Wak.

Natalia Chuszcz – w teatrze pociągają ją niekonwencjonalne rozwiązania, mowa ciała i muzyka. Nałogowo czyta książki oraz tańczy.