Mój Boże nie pomoże (Boże mój!)

Realizacją sztuki Oj Elochim! izraelskiej scenarzystki Anat Gov w gdańskim Teatrze Miniatura zajął się Marek Brand. Reżyser, posługując się tłumaczeniem Agnieszki Olek, nie dokonał w tekście żadnych zmian, dzięki czemu publiczność przybywająca na spektakl miała okazję obcować ze scenicznym odwzorowaniem literackiego pierwowzoru. Twórca Nosorożca w jeżynach zaproponował komediodramat, w którym stara się zawładnąć publicznością, zarówno za pomocą komizmu słownego, jak i sytuacyjnego. Jednak czy spełnia on swoje zadanie?

Spektakl rozpoczyna się (i kończy) w gabinecie Elli (Magdalena Żulińska), psycholożki, która, jak wynika z dalszej części sztuki, w życiu prywatnym zajmuje się wychowywaniem dwunastoletniego autystycznego syna. Zawodowo pomaga dzieciom mającym problemy w nauce, dlatego reaguje dużym zaskoczeniem, gdy pojawia się u niej dojrzały mężczyzna, który prosi o przeprowadzenie jednorazowej sesji terapeutycznej. Sytuacja zaczyna się komplikować, gdyż ten człowiek (Jacek Majok) zdaje się znać zbyt wiele szczegółów na temat intymności Elli. Przerażona bohaterka początkowo bierze go za przedstawiciela służb bezpieczeństwa i rozkazuje opuścić gabinet. Dopiero po pewnym czasie okazuje się, że tajemniczy nieznajomy to tak naprawdę Bóg. Bóg poszukujący pomocy terapeutycznej.

Ciekawa pod względem fabularnym opowieść rozmywa się na tle scenicznych zabiegów Branda, który rzadko posługuje się symboliką czy metaforą. Gabinet lekarski Elli to w rzeczywistości wyściełający scenę kawałek błękitnego linoleum o wymiarach 3×3 metra oraz ustawione w jego obrębie cztery błękitne krzesła z szufladkami w siedziskach. Ta niewielka, dobrze skrojona scenografia, choć mogłaby posłużyć za pretekst do interesującej pracy światłem, muzyką czy innymi teatralnymi środkami wyrazu, niestety nie została potraktowana przez reżysera w ten sposób. Aktorzy poruszają się w tej przestrzeni w sposób nie do końca zorganizowany. Często zwyczajnie „kręcą się w kółko”, jakby nie wiedząc, gdzie i w którym momencie powinni stanąć czy usiąść. Ich nieprzemyślane ruchy czasami kłócą się ze sobą, burząc poczucie integralności między postaciami.

Największym atutem spektaklu pozostają dialogi. Potoczny język i chwytliwe żarty najbardziej poruszają skupioną widownię. Rozmowa Elli z Bogiem przypomina raczej zażartą dyskusję między dobrymi znajomymi niż wzniosły dialog między sferą sacrum a profanum. Jest więc przeciwieństwem sposobu, w jaki zwykle przedstawia się konfrontację człowieka ze stwórcą; konwersacją pozbawioną dystansu, uprzedzeń, a momentami nawet zasad dobrego wychowania, którymi zazwyczaj kierujemy się rozmowach z nieznajomymi. Dobra, bo utrzymana w zabawnym tonie, struktura dialogowa sztuki wpływa pozytywnie na przebieg półtoragodzinnego spektaklu, natomiast nie zapewnia mu sukcesu. W odbiorze przedstawienia nie pomaga niestety aktorstwo, zwłaszcza gra Magdaleny Żulińskiej. Aktorka niezbyt starannie konstruuje swą postać, wciąż prezentując jednostajne natężenie emocjonalne. W dialogach, które prowadzi z Bogiem, wyczuwa się brak zaangażowania. Każda padająca z jej ust wypowiedź zdaje się jakby niedokładnie odczytana przez pryzmat zaistniałej sytuacji. Jacek Majok w zestawieniu ze sceniczną partnerką sprawia wrażenie silniej zespolonego ze swoim bohaterem. Jawi się jako ten bardziej wiarygodny.

Dwoje aktorów dźwiga na swych barkach ciężar całego spektaklu. W pewnym momencie akcja przedstawienia wydaje się spowalniać, z minuty na minutę nużąc coraz bardziej. nic dziwnego, skoro całość opiera się wyłącznie na ciekawym tekście dramatu. Jednorazowa sesja terapeutyczna, którą Elli ma przeprowadzić z Bogiem, przekształca się w rozmowę o obopólnych korzyściach, ponieważ strony w końcu odnajdują wspólny język. Bohaterowie zyskują okazję, by skonfrontować swoje słabości z rzeczywistością, wyzbyć się skrywanych od wielu lat urazów, spróbować poszukać nowego, opartego na prawdzie źródła porozumienia między sobą. Wprawdzie przekaz wyłania się spod jednostajnej akcji, lecz nie na tyle, by w efekcie końcowym pozwolić na chwilę wzruszenia czy zastanowienia. Brand z tekstu autorstwa Anat Gov nie wyciska wszystkiego, przez co spektakl pozostaje niedopracowany. A szkoda.

Katarzyna Malec, Teatralia Trójmiasto

Internetowy Magazyn „Teatralia”, numer 184/2016

Miejski Teatr Miniatura

Boże mój!

reżyseria: Marek Brand

tłumaczenie: Agnieszka Olek

scenografia: Anna Molga

muzyka: Paweł Zagańczyk

obsada: Magdalena Żulińska, Jacek Majok

premiera: 9 września 2016

fot. materiały teatru

Katarzyna Malec – rocznik 1995. Studentka Wiedzy o Teatrze Uniwerystetu Gdańskiego. Teatr kocha za wszechobecność i z tejże czerpie.