Mniejsza o królika, podążaj za Alicją (A7ICJ6 )

Spróbuj pomyśleć o ulubionym bohaterze z bajki, ale już u schyłku życia. Niedołężny Kopciuszek, który sam sobie pantofelka na pewno nie założy. Czerwony Kapturek z Alzheimerem. Jaś i Małgosia jako mieszkańcy domu starców. Kto wie, czy na podobne manowce wyobraźnia nie powiodła twórców Teatru Odwróconego podczas pracy nad spektaklem A7ICJ6, inspirowanym twórczością Lewisa Carrolla. Tyle tylko, że tu to nie baśnie się starzeją, ale ten, kto ich słucha lub opowiada. Tak jak Alicja.

Alicja jest już stara, bardzo stara. Mówi o sobie: „babcia”. Jednak im dłużej ją obserwuję, tym bardziej –  w jakiś dziwny sposób –  osuwa się gdzieś ta jej fizyczna starość i pojawiają się wątpliwości, co do jej faktycznego wieku. A biorą się one stąd, że  bohaterka zachowuje się chwilami jak dziecko. W ten piękny, subtelny sposób teatr uzmysławia jak bliskie sobie są starość i wczesne dzieciństwo. Ta sama ufność i – to już brzmi mniej kolorowo, szczególnie w kontekście podeszłego wieku – ta sama zależność od kogoś silniejszego, zdrowszego, większego.

Jeśli chodzi o kreację postaci Alicji, to trzeba przyznać, że Helenie Osak naprawdę wiarygodnie udało się przeistoczyć z młodej i energicznej kobiety w przygarbioną, biedną staruszkę. Osak niewątpliwie jest świetną obserwatorką rzeczywistości, bo w stworzonej przez nią roli nie ma choćby cienia niespójności. Poza doskonałą metamorfozą wizualną pokusiła się o coś jeszcze – o wykreowanie babcinego języka. I nawet nie w tym rzecz, że co chwila powtarza swojskie „bedzie”, „dobre”, „insze”, ale raczej o sposób, w jaki mówi.  Potrafi w jednym, krótkim zdaniu zawrzeć sprzeczne emocje – dziecięcą radość i ciekawość świata (szczególnie, gdy pośród scenograficznej rupieciarni odkrywa kolejne lalki), poprzetykaną nostalgią charakterystyczną dla starszych ludzi. Aktorka wykazuje się też dużą uważnością, na to, co wprawdzie dzieje się poza światem przedstawionym, ale jednak składa się na materię spektaklu.  Na przykład, po swojemu komentuje uporczywie wyświetlający się na ścianie komunikat o tym, że jest „niski poziom baterii” komputera i jak gdyby nigdy nic wraca do grzebania w zgromadzonych klamotach oraz… we własnej pamięci.

Żadna to sztuka budować monumentalne, zapadające w pamięć scenografie, kiedy dysponuje się dużym budżetem. Ale powiększyć przestrzeń niewiele większą od typowego, dużego pokoju (bo tak w uproszczeniu można opisać scenę Teatru Odwróconego) samym tylko głosem, wydobywającym z ciemnej, skleconej na potrzeby przedstawienia nory-korytarza, to już coś. Niedoświetlenie także składa się tu na ważny element scenograficzny i zarazem interpretacyjny. I nie wiadomo już, czy akcja dzieje się gdzieś na strychu, może w piwnicy, albo nawet na wysypisku śmieci, na co wskazywałyby przedmioty nagromadzone w nieprzebranych ilościach. Sama Alicja jest natomiast przekonana, że znowu trafiła do nory królika.

Pozostaje natomiast kwestia: dla kogo ten spektakl? Dla dzieci przecież, chciałoby się napisać. Ale przypomina mi się tutaj delikatne ostrzeżenie obsługi widowni dotyczące tego, że pojawiają się dosyć ponure lalki. Ostrzeżenie okazało się niepotrzebne, bo dzieciaki na widowni bawiły się w najlepsze, choć lalkom rzeczywiście trudno odmówić mrocznej aury. Można było zresztą dokładnie przyjrzeć się tym małym arcydziełom sztuki lalkowej, ponieważ po spektaklu scena została przemianowana na coś w rodzaju przestrzeni wystawowej. Wracając do rozważań: gdyby założyć, ze spektakl powstał jednak z myślą o dorosłym widzu, to musiałby to być widz dosyć odporny na powtórzenia i przewidywalność niektórych posunięć aktorskich (co z kolei zupełnie inaczej oddziałuje na dziecięcego odbiorcę). Jednocześnie można było wyłapać drobne cytaty z popkultury, skierowane zdecydowanie do dorosłych. Pokusiłabym się więc o stwierdzenie, że  nie mamy tu do czynienia z typowym przedstawieniem z tezą w postaci ustalenia z góry typu odbiorcy, jak to się zwykle dzieje w instytucjonalnych teatrach lalkowych, klasyfikujących swoje spektakle pod kątem wieku widza. Raczej ze spektaklem, który już prędzej można postawić w jednym szeregu z dziełami silnie skoncentrowanymi na określonym temacie i sposobie kreacji świata przedstawionego, wskutek czego profil widza schodzi na dalszy plan. Krótko mówiąc: spektakl A7ICJ6 zawiera w sobie taką dawkę uniwersalności, że nie straszne mu  dryfowanie między gatunkami, by ostatecznie z żadnym się na stałe nie związać.

Mam jeszcze jeden argument, przemawiający za tym, że najnowsza premiera Teatru Odwróconego nieustannie umyka szufladkowaniu. Zastanawiające jest to, że ani przez moment nie pomyślałam, że to monodram. A przecież właśnie monodram w najczystszej postaci. Ale sugestywność gry Heleny Osak i wykreowanie lalkowych, autonomicznych światów rozsadzają od środka formułę monodramu. Królicza nora może i odkryta ponownie, nieco przewidywalna, ale to nie króliczka tym razem trzeba gonić. Biegnijmy za Alicją!

 

 Agnieszka Dziedzic, Teatralia Kraków

Internetowy Magazyn „Teatralia”, numer 178/2016

 

Teatr Odwrócony w Krakowie

A7ICJ6

spektakl inspirowanym twórczością Lewisa Carrolla

pomysł, teksty, lalki: Helena Osak

scenografia: Anna Rogóż

multimedia, udźwiękowienie: Piotr Osak

obsada: Helena Osak

premiera: 13 sierpnia 2016

fot. Anna Orzyłowska