Młodzi działają

Młodzi działają

Tym razem Paweł Kamza przenosi widzów w niezwykle piękny, ale i okrutny świat Dalekiego Wschodu.  Sięgając po powieść Chikamatsu Monzaemana i inspirując się historią Japonii, tworzy spektakl – performance, utrzymany w konwencji japońskiego teatru kabuki. Tematem przedstawienia jest – słynna już na całym świecie, dokonana w 1702 roku – wendeta czterdziestu siedmiu roninów z Ako. Odwołując się do symboliki, sztuki i obyczajowości tego kraju, reżyser konstruuje minimalistyczne, muzyczno-wizualne widowisko, w którym nadrzędnymi celami stają się: uniwersalizacja legendarnej opowieści oraz wciągnięcie widza w teatralną grę.

Historia krwawej zemsty niezależnych samurajów na wysoko postawionym japońskim urzędniku – Yoshinace Kirze, której następstwem było przymusowe seppuku za złamanie kodeksu busido (niepisany kodeks moralny samurajów), była inspiracją dla całej rzeszy filmowców, reżyserów teatralnych, malarzy, literatów, a nawet autorów komiksów. Zespół Łaźni Nowej odrzuca stereotypowe ujęcie sylwetki samuraja. Wraca do korzeni, czyli teatru kabuki – XVII-wiecznego, widowiskowego, lalkowego teatru kobiet opartego na sztuce tańca i muzyki. W związku z tą tradycją wszystkie role grane są przez kobiety, a cały spektakl przedstawiony jest właśnie z ich perspektywy. Kamzę nie interesuje wątek polityczny, historyczne okoliczności buntu samurajów czy ich militarne ambicje. Opowieść nie stanowi rozwinięcia toposu herosa, lecz wypływa z pozornie nieistniejącego, intymnego świata kobiet, gdzie przyjaźń, macierzyństwo oraz poczucie obowiązku nadają rytm egzystencji, a śmierć dziecka jawi się jako przyczyna upadku… Historia sprzed setek lat staje się tym samym aktualna i wciąż porusza współczesnego widza.

Pragnienie wzruszenia i zaangażowania widowni przejawia się w samej formie spektaklu – jego wewnętrznej konstrukcji oraz relacjach zachodzących między sceną a widownią. Pierwszym gestem zapraszającym nas w krąg wtajemniczonych jest prośba o zdjęcie obuwia. Jednych wprowadziła w zaskoczenie, innych rozbawiła, ale u wszystkich wywołała ciekawość: ,,co będzie dalej?”. Kolejnym zabiegiem redukującym dystans jest kompozycja przestrzeni. Zamiast tradycyjnego podziału, mamy prostokątny podest – przedłużenie sceny à la hanamichi w teatrze kabuku, otoczony miękkimi pufami do siedzenia oraz trzema rzędami krzeseł. Wszystkie miejsca znajdują się bardzo blisko miejsca akcji. Widz staje się partnerem występujących na scenie. Jego aktywność znów jest stymulowana przez działania aktorek, które wcielają się w graną postać, aby na przemian prezentować ją jako figurę historyczną należącą do fikcji scenicznej lub przybliżać współczesnemu widzowi tu i teraz. Co chwilę jesteśmy włączani do rozmowy, debatujemy z samurajami na temat ich losu. Jesteśmy proszeni o improwizowane dialogi, wystukiwanie rytmów, klaskanie, rytualne picie herbaty po japońsku, aby zaraz powrócić do roli obserwatorów, śledząc dalszy ciąg historii. Cały wachlarz odniesień (często zbyt oczywistych i sztampowych) do kultury Japonii i samurajów (gejsze, kodeks, kwiat kwitnącej wiśni, kaligrafia, samurajskie miecze, tradycyjne kostiumy, picie herbaty itd.) mają na celu pobudzić widza, zmusić do podjęcia gry – wychwycenia aluzji oraz łączenia skojarzeń. Zazwyczaj z mizernym skutkiem. Załamanie tradycyjnej konwencji spektaklu następuje również w przypadku aktorów – teatr nie udaje, że nie jest teatrem, lecz mocno to podkreśla – aktorki wychodzą z roli, wyraźnie zaznaczają swoją odrębność. Ten aspekt przedstawienia uwydatnia postać dziewczynki, nienarodzonego dziecka, kogoś pomiędzy wszechwiedzącym narratorem a współczesnym performerem, tragicznym chórem, a może jednostką wykluczoną z porządku samurajów. Niewątpliwie ta dziewczynka ze wstążkami we włosach jest łącznikiem pomiędzy widzem a akcją sceniczną, wydarzeniami z 1702–1703 roku a współczesnością.

Wszystko to – w założeniu – jest interesujące, a koncepcja reżysera jak najbardziej trafiona. Jednakże zabrakło wnikliwej lektury scenariusza. Zarówno kultura samurajów, jak i przedstawiona historia zostały nieco spłycone, skonstruowane bez głębszej znajomości tematu. Kompozycja przedstawienia również szwankuje. Połączenia pomiędzy poszczególnymi częściami spektaklu (piosenki, taniec, konfrontacja z widzami, właściwa akcja) nie są płynnie przeprowadzone ani spójne. Myśl przewodnia gdzieś się gubi, a widz szybko traci wątek.

Młodzi, dobrze rokujący aktorzy  nie są przygotowani warsztatowo do takiego typu przedstawienia. Zemsta jest spektaklem skonstruowanym na akcjach taneczno-ruchowych opartych na synchronicznych gestach. Wymaga to wysokiej sprawności fizycznej oraz sporego przygotowania tanecznego.. Mnogość partii wokalnych (japońskie pieśni oparte na skalach pentatonicznych) sprawia, że niezbędne jest opanowanie poprawnej techniki emisji głosu oraz zgłębienie muzycznej tradycji Japonii. Tych umiejętności niestety brakuje jeszcze młodym aktorkom. A to skutkuje wieloma potknięciami i brakiem koordynacji, przez co odbiera plastyczność oraz poetycką aurę spektaklowi.

Mocną stronę Zemsty stanowi scenografia autorstwa Małgorzaty Szydłowskiej, która jest przede wszystkim minimalistyczna, geometryczna i stonowana. Dominacja jasnej kolorystyki (oscyluje pomiędzy bielą a szarością) oraz geometryczna kompozycja złożona z podestów, paru schodów, prostokątnych ścian w drugim planie sceny oraz długich, półprzeźroczystych kotar, fragmentów białej tkaniny, na których gdzieniegdzie widnieją japońskie znaki, stwarzają idealną przestrzeń dla aktorek, które stają się ruchomymi elementami dzieła plastycznego. Ciekawym zabiegiem jest umieszczenie po prawej stronie sceny długiego pasa materiału, na którym za pomocą rzutnika wyświetlane są dialogi przeprowadzone w języku japońskim (w scenariuszu przeplatają się dwa języki: polski i japoński). Białe kostiumy, czyli spodnie hakama, kimono oraz pas obi, stanowią luźne nawiązanie do tradycyjnego stroju japońskiego. Makijaż-maska zwana kesho (biały pył na twarzy, czerwone usta i czarne brwi, przerysowane rysy twarzy) oraz długie kije przypominające miecze samurajów (katana) nadają aktorkom rysy roninów. Ukrywają płeć i są bezpośrednim, choć nieco ubogim w stosunku do oryginału, nawiązaniem do właściwego kabuki.

Słowo ronin w dosłownym tłumaczeniu oznacza ,,falę kierowaną wiatrem”. Tego rodzaju plastyczność i elastyczność, rytmiczność i lekkość można dostrzec w spektaklu. Strona wizualna przedstawienia ma ogromny potencjał – pomimo niedociągnięć zostajemy przeniesieni w inny, fascynujący świat, który mimo przepaści mentalnej, językowej i kulturowej staje się nam – na ten krótki czas trwania przedstawienia – bliski. Pomysł reżysera Pawła Kamzy na poruszenie tak obcego Polakom tematu, wzięcie na warsztat literatury japońskiej i odniesienie się dowschodniej tradycji był oryginalny i trafny. Jednakże sama koncepcja nie wystarczy – pozostaje jeszcze kwestia wykonania, która decyduje o ostatecznym sukcesie, a tego w inscenizacji Kamzy zabrakło. Przed młodymi aktorkami jeszcze długa, pełna pracy i nowych inspiracji droga do profesjonalizmu.

Magda Bałajewicz, Teatralia Kraków
Internetowy Magazyn Teatralny „Teatralia” nr 35/2012

Teatr Łaźnia Nowa w Krakowie

Zemsta jest kobietą

wg Chikamatsu Monzaemon

reżyseria: Paweł Kamza

scenografia: Małgorzata Szydłowska
muzyka: Marcel Chyrzyński
ruch sceniczny: Witold Jurewicz

obsada:
Okaru: Olga Szostak
Bez Imienia: Joanna Trafas
Konami: Renata Guberniak
Rikiyiu: Ewa Kielar
Pani Kira: Weronika Krówka
Kampei: Monika Kuleczka
Pani Oishi: Katarzyna Lachman
Pan Oishi: Iwona Boguszyńska
Pani Asano: Małgorzata Nieciecka
Pan Asano: Marta Sierpińska

premiera: 31 sierpnia 2012

Magda Bałajewicz (ur.1991) – studentka wiedzy o teatrze, interesuje się teatrem, kinem, a w szczególności muzyką – zwłaszcza tą ,,skwaszoną”, czyli jazzem, mieszka w Krakowie.