Misie lubią dzieci (Wszystkie misie lubią miód)

Misie lubią dzieci (Wszystkie misie lubią miód)

Chociaż czasem te dzieci są martwe. Tak właśnie jest w surrealistycznej grotesce Wszystkie misie lubią miód, miodzie wylanym na serce miłośników bardzo, bardzo czarnego humoru. Zamiłowanie do absurdu też się przyda.

O tym, jaki charakter ma przedstawienie przygotowane przez studentów PWST w Krakowie, świadczy już początek: trzy dziewczyny w celowo przerysowany sposób odgrywają grabarzy. W jakiś niedookreślony sposób przywodzi to na myśl słynną scenę na cmentarzu z Hamleta. Podobnie jak u Szekspira grabarze są tu nieco ordynarni i z niewielkim szacunkiem podchodzą do zmarłych. Jednak historia doktora, który wykradał ciała małych dziewczynek z trumien i robił z nich zmumifikowane lalki, sprawia, że nawet im ciarki przechodzą po plecach.

Twórcy przedstawienia nie boją się jednak ani trochę, wręcz przeciwnie, bawią się z makabrą jak dzieci, które często przecież są zafascynowane przeróżnymi okropnościami. Im straszniej, dziwniej i cmentarniej, tym lepiej. Nawet sam sprawca tych dziwacznych czynów przedstawiony jest w świetle bardziej pozytywnym niż negatywnym jako odseparowany od życia samotnik, który po prostu chciałby mieć córki. Nie o wzbudzenie współczucia tu jednak chodzi, ale raczej o samą zabawę z tematyką. Czasem bywa śmieszna, czasem prawdziwa lub przynajmniej prawdopodobna, a niekiedy po prostu okrutna.

Fabuła nie jest tu tak ważna jak forma, bo opowiedzenie historii szalonego doktora czy zbudowanie jakiejś wiarygodnej psychologicznej motywacji chyba nie było celem twórców. Spektakl składa się więc z kilku oderwanych od siebie scenek, związanych jednak z motywem przewodnim. Czasem pojawiają się też elementy zupełnie niewytłumaczalne, sceny taneczne lub po prostu wielka kukła siwobrodego dziadka majtająca się pod sufitem w rytm metalowej muzyki. Nie zabrakło także koni, które witały widzów przed wejściem do teatru. Wszystkie te elementy wytrącają z równowagi i zaburzają tradycyjny sposób zachowania się widowni na spektaklu i jego interpretowania.

Każda ze scenek w różny sposób rozmontowuje zakodowane w głowach odbiorców schematymyślenia. I tak bolejący nad stratą córki rodzice okazują się alkoholikami, ludźmi z marginesu społecznego. Ciekawa jest sekwencja, w której doktor organizuje urodziny jednej ze swoich trzech „córeczek”. Dziewczynki są uparte i nieznośne, ciągle czegoś od niego chcą. Najwyraźniej nawet martwe dzieci mogą być uciążliwe. Kiedy „tatuś” na chwilę wychodzi, najstarsza z nich wymyśla okrutną zabawę z młodszymi, strasząc je opowieścią o tym, że tak naprawdę nie żyją – historia zatacza więc koło, a dopiero dziecinna zabawa w pełni uświadamia nam całą makabryczność tak humorystycznie przedstawionej wcześniej sytuacji.

Z kolei następna scenka wyśmiewa mechanizmy funkcjonowania brukowych mediów, które pozwalają wszystko spieniężyć. Prowadząca telewizyjny talk-show organizuje ponowne spotkanie rodziców z córką, a raczej jej przerobionym na lalkę ciałem. W którymś momencie aktorka nie wytrzymuje jednak i zaczyna się histerycznie śmiać, co szybko podchwytują widzowie. Bariera scena–widownia zostaje złamana, a śmiech publiczności staje się bardzo metateatralny. Kończy się raczej dobrze, ale cała scena balansuje na granicy między porażką a sukcesem.

Taki jest też cały spektakl – obok fragmentów rzeczywiście zabawnych lub odwrotnie, wywołujących ciarki na plecach, pojawiają się tu też takie, które są mniej udane albo po prostu przeszarżowane.

Estetyka jest konsekwentnie przaśna i tandetna, a śmierć nie ma w sobie za grosz godności, zostaje odarta ze wszelkich tradycyjnie przypisanych jej emocji. W większości przypadków to odarcie ma nieoczekiwane skutki, ale czasem zamienia się w zwykły kabaret.

 

Aleksandra Spilkowska, Teatralia Kraków
Internetowy Magazyn Teatralia, numer 155/2015

 

Wszystkie misie lubią miód

Teatr Nowy w Krakowie

reżyseria: Mikita Waladzko

tekst: Grzegorz Stępniak
scenografia i video: Krzysztof Kaczmar

choreografia: Jarek Widuch

kostiumy: Adrian Lewandowski

reżyseria światła: Wojciech Kiwacz

producent: Sebastian Myłek

obsada: Anna Antoniewicz, Martyna Krzysztofik, Lena Schimscheiner, Krystian Durman, Jarek Widuch

premiera: 27 listopada 2015

fot. materiały teatru

Aleksandra Spilkowska – ur. 1992, studentka krytyki literackiej i wiedzy o teatrze, gdańszczanka mieszkająca w Krakowie.