Z miłości do Transylwanii (Młody Frankenstein)

Z miłości do Transylwanii (Młody Frankenstein)

Styl filmów Mela Brooksa można lubić lub… niekoniecznie za nim przepadać. Parodystyczne podejście do konwencji filmowych, specyficzne poczucie humoru i „to coś”, sprawiają, że niewiele osób pozostaje obojętne wobec jego twórczości. Musicale, do których wraz z Thomasem Meehanem Brooks pisał scenariusze, również cieszą się dużą popularnością, chociaż nie wszystkie pozostały na afiszach nowojorskich teatrów .

Taki los podzielił chociażby musical Młody Frankenstein, który zaprezentowano na Broadwayu na początku XXI wieku. Pierwowzór opowieści o wnuku Wiktora Frankensteina, który pomimo wysiłków, nie może oprzeć się pokusie przywrócenia życia zmarłej istocie, widzowie poznali już w 1974 roku, kiedy na ekrany kin wszedł film Mela Brooksa. Parodia horrorów, w tym ekranizacji powieści Mary Shelley z lat 30., to klasa sama w sobie. Niezwykły szacunek dla stylu, w jakim James Whale zrealizował Frankensteina przyniosły tej produkcji przychylność krytyków, natomiast kuriozalne sytuacje, absurdalny humor oraz niezapomniane kreacje aktorskie Gene’a Wilde’a i Marty’ego Feldmana sprawiły, że film Brooksa wciąż cieszy się popularnością, zyskując uznanie kolejnych pokoleń.

Polska prapremiera „straszno-śmiesznej” wersji losów wnuka doktora Frankensteina odbyła się w chorzowskim Teatrze Rozrywki. I chociaż twórcy zostali ograniczeni prawami licencyjnymi, to Grzegorz Wasowski – autor przekładu libretta, i Jacek Bończyk – reżyser i autor polskich tekstów piosenek, nie poddali się bez walki. Najwyrazistszym dowodem na rodzime akcenty jest pojawienie się w warstwie tekstowej fragmentów nowelki Bolesława Prusa Antek, którą Fryderyk Frankenstein znajduje w biblioteczce dziadka. W całej realizacji, zarówno w muzyce, układach choreograficznych, jak i w scenografii (w mniejszym stopniu w kostiumach) prym wiodą jednak akcenty bawarskie (i austriackie), cygańskie i oczywiście rumuńskie. Cały spektakl to gra z formą i konwencją horroru, w której obecne są elementy kiczu. Trzeba przyznać, że spore wrażenie robią na widzach imponujących rozmiarów elementy scenografii zaprojektowane przez Grzegorza Policińskiego, a zwłaszcza drzewa stanowiące formę kurtyny okalającej scenę przed rozpoczęciem akcji, statek, którym Fryderyk przemierza ocean oraz laboratorium Frankensteina z kominkiem ozdobionym wizerunkiem. Duże uznanie należy się autorce kostiumów Annie Chadaj. Wykonane według jej projektów stroje, zwłaszcza zespołu baletowego i chóru, są estetycznie spójne i pomimo dominującej czerni wyglądają niezwykle efektownie. Oczywiście i tu pojawia się przerysowanie związane z oddaniem nastroju sceny (np. rewia towarzysząca lekcji stepowania) czy charakteru postaci. Dotyczy to zwłaszcza bohaterek: Elżbiety Benning (i jej swingującej świty), a także Ingi i Frau Blücher. Odgrywają one w spektaklu niebagatelną rolę, zaczynając od niezbyt bystrej, przaśnej i jodłującej blond Ingi, która rozkochuje w sobie doktora Frankensteina, przez wspomnianą Frau Blücher skrywającą pod uniformem niezwykle uwodzicielskie pończochy, a zarazem rozbuchaną seksualność, aż po Elżbietę Benning – kobietę z wyższych sfer, kuszącą , ale niemającą pojęcia o erotycznych uniesieniach. Mniej lub bardziej zakamuflowanych podtekstów oraz aluzji odnoszących się do seksu jest w spektaklu znacznie więcej, jednak nigdy nie zostaje przekroczona granica dobrego smaku.

Historia monstrum powołanego do życia przez wnuka Frankensteina, które z bezrozumnego stwora przemienia się w eleganckiego dżentelmena, jest nieco naiwna, chociaż zostają w niej uchwycone tak ważne tematy, jak ludzkie próby dorównania Stwórcy, kwestia przezwyciężenia śmierci czy odrzucenia „innego”, który pragnie miłości i akceptacji. Musical nie niesie wielkich treści, ale nie taka jest jego rola. Ma bawić i to zadanie spełnia dobrze. W partiach dialogowych momentami brakuje „iskry”, która sprawiłaby, że zapisane w oryginale pauzy pomiędzy wypowiedziami bohaterów budowałyby wśród widzów napięcie. Potencjalne straty są w zupełności rekompensowane przez partie muzyczne i układy choreograficzne, dlatego warto docenić zarówno orkiestrę, jak i zespół baletowy oraz chór. I chociaż spektakl nie ma „jednego” utworu, który mógłby promować całe przedstawienie, to jednak song Frau Blücher w wykonaniu Marii Mayer czy wokalny popis umiejętności Wioletty Białk sprawiają, że widzowie Rozrywki mogą przypomnieć sobie lata świetności tego teatru.

W roli Fryderyka Frankensteina doskonale odnajduje się znany tej publiczności Artur Święs, który jako jedyny prowadzi swoją postać najbliżej realizmu, aby z czasem poddać się transylwańskiemu szaleństwu. Wśród ról drugoplanowych wymienić należy kreację Izabelli Malik, która w wyrazisty sposób buduje postać wszędobylskiego Pucybuta. Oczywiście nie można zapomnieć o Darku Niebudku wcielającym się w Igora, który podbija publiczność swoim tańcem.

Zasiadając na widowni Teatru Rozrywki, warto poddać się swingującej muzyce i scenicznemu szaleństwu. To dobry sposób na spędzenie w teatrze relaksującego wieczoru , w trakcie którego spotkamy zarówno Monstrum doktora Frankensteina, jak i Draculę oraz Wilkołaka. A wszystko to z miłości do Transylwanii…

 

Magdalena Czerny-Kehl, Teatralia Śląsk

Internetowy Magazyn Teatralny „Teatralia”, numer  172/ 2016

 

Teatr Rozrywki w Chorzowie
Młody Frankenstein
libretto: Mel Brooks i Thomas Meehan
muzyka i teksty piosenek: Mel Brooks
oryginalna reżyseria i choreografia: Susan Stroman
„Puttin’ on the Ritz”: słowa i muzyka: Irving Berlin
przekład libretta: Grzegorz Wasowski
reżyseria i polskie teksty piosenek: Jacek Bończyk
choreografia: Inga Pilchowska
scenografia: Grzegorz Policiński
kostiumy: Anna Chadaj
kierownictwo muzyczne: Mateusz Walach
kierownictwo wokalne: Ewa Zug
asystent reżysera: Estera Sławińska-Dziurosz
asystent choreografa: Małgorzata Mazurkiewicz-Molak
asystent scenografa: Lidia Kanclerz
inspicjent: Beata Jabłońska-Rakoczy
występują: Artur Święs (dr Fryderyk Frankenstein), Tomasz Jedz (Potwór), Dariusz Niebudek (Igor), Anna Surma (Inga), Wioletta Białk (Elżbieta Benning), Maria Meyer (Frau Blücher), Jarosław Czarnecki (Inspektor Hans Kemp), Izabella Malik (Ziggy/Podstarzały Pucybut), Kamil Franczak (dr Wiktor von Frankenstein/student medycyny), Adam Szymura (Pustelnik), Kamil Baron (Herold/student medycyny), Rafał Gajewski (Pan Hilltop), Andrzej Lichosyt (Chłopiec z „telegrafu”), Aleksandra Dyjas (student medycyny), Oliwia Kindla (student medycyny), Estera Sławińska-Dziurosz (student medycyny), Daniel Cebula-Orynicz (student medycyny), Paweł Stefan (steward), Dagmara Żuchnicka (pierwsza kobieta oprowadzająca), Ewa Grysko (druga kobieta oprowadzająca), Jacek Pacholski (Ochmistrz / Mordechaj/Dracula), Maciej Cierzniak (Wilkołak); Aleksandra Dyjas (świta Elżbiety Benning – Sasza), Oliwia Kindla (świta Elżbiety Benning – Pasza), Joanna Możdżan (świta Elżbiety Benning – Masza), Estera Sławińska-Dziurosz (świta Elżbiety Benning – Kasza), Kamil Baron (świta Elżbiety Benning – Bób)
oraz
zespół baletowy w składzie: Barbara Ducka, Natalia Gajewska (gościnnie), Aleksandra Karch, Zuzanna Marszał, Małgorzata Mazurkiewicz-Molak, Katarzyna Osuch, Agnieszka Saletra, Weronika Zięba, Sebastian Chwastecki, Maciej Cierzniak, Krzysztof Czubaszek, Łukasz Marczyński, Sebastian Sosna, Filip Wójcik, Karol Zdańkowski
i orkiestra Teatru Rozrywki
dyrygenci: Jerzy Jarosik, Mateusz Walach

polska prapremiera: 23 kwietnia 2016

fot. Tomasz Zakrzewski

MŁODY FRANKENSTEIN. Przedstawienie prezentowane na podstawie specjalnej umowy z Music Theatre International (MTI). MTI zapewnia również wszystkie autoryzowane materiały do przedstawienia. 421 West 54th Street, Nowy Jork, NY 10019; tel.: 2012-541-4684, fax: 212-397-4684; www.MTIShows. com
„Puttin’ on the Ritz” – słowa i muzyka: Irving Berlin© 1928, 1929 autor: Irving Berlin (ASCAP) ©wznowienie

 

Magdalena Czerny-Kehl – absolwentka kulturoznawstwa o specjalizacji teatrologicznej Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach. W ramach studiów podyplomowych na Uniwersytecie Ekonomicznym w Katowicach ukończyła kierunek menedżer kultury. Debiutowała w Forum Młodych Krytyków. Z „Teatraliami” współpracuje od początku istnienia magazynu.