Między nami, robotami

Między nami, robotami

Pierwsze sekwencje spektaklu Live!, przygotowanego przez szwajcarski kolektyw artystyczny Plasma, są rodzajem scenicznej zagadki.  Wprawdzie główne pytanie, brzmiące: „kto żyje, a kto nie?”, nie pada wprost, ale obserwując stoły ustawione w kształcie litery U i siedzące przy nich postaci, oświetlane raz po raz zimnym światłem reflektorów, wyczuwa się narastające wyczekiwanie. Niech  ktoś wreszcie wstanie, poruszy się i powie cokolwiek!

Jak się wkrótce okazało postacie w ciemnych garniturach siedzące przy stole, z głowami owiniętymi czarnym materiałem, tworzą zbiorowisko ludzi i manekinów. Na pierwszy rzut oka nie sposób rozróżnić kto jest kim. W odpowiedzi na niezwerbalizowane oczekiwanie widzów z tej dziwacznej grupy wyłania się czterech aktorów oraz… rzucona gdzieś niedbale głowa, która została oderwana od korpusu jednego z manekinów.

Przestrzeń podzielono na trzy strefy: wspomniane już, wysunięte najbliżej widzów, stoły, małe pomieszczenie, rodzaj prowizorycznego studia, przysłoniętego kotarą (kurtyną teatralną?) i wreszcie znajdująca się nad studiem – klatka dj-a, odpowiedzialnego za elektroniczne wstawki pojawiające się  podczas spektaklu. Pomieszczenie z kotarą jest o tyle ciekawe, że pełni zarówno rolę „centrum dowodzenia” (aktorzy co jakiś czas podchodzą do jego bocznych ścian, aby coś zakomunikować, powiedzieć, wykrzyczeć lub zaśpiewać), jak i uwidacznia motyw demaskacji stwórcy świata. Okazuje się bowiem, że za materiałem jest ukryty nawiedzony muzyk. Można  z tego odkrycia wyprowadzić mniej lub bardziej metaforyczne wnioski dotyczące tego, kto rządzi światem, ale jednocześnie kluczowy staje się przekaz, że  świat – tak jak muzyka – jest tylko, albo aż, strukturą.

Działania sceniczne podlegają nie tylko wewnętrznej logice akcji i władzy muzyka-stwórcy, lecz także pochodzącemu z zewnątrz dźwiękowemu zdeterminowaniu. Krótki, nieprzyjemnie przeszywający uszy dźwięk – niczym sygnał ostrzegawczy – staje się dla aktorów impulsem, aby natychmiast zaniechać wykonywanej właśnie czynności. Ta powtarzalność zachowań przywodzi na myśl mechaniczną rytualizację, ale – w kontekście całości spektaklu – trudno powiedzieć czemu miałoby to służyć.

Wracam jednak do warstwy dźwiękowej, w której dzieje się o wiele więcej.  Szczególnie interesujące są  zabiegi łączące muzykę, czasami uproszczoną do pojedynczych dźwięków, z kwestiami naukowymi. Okazuje się bowiem, że kod DNA, a dokładniej nazwy czterech zasad azotowych: adeniny, guaniny, cytozyny i tyminy, można uprościć do samy liter A, G, C, T i… zaprezentować w formie voice bandu! Innym kontrastowym przykładem  jest zestawienie bezpiecznej, oczyszczonej z emocji  komunikacji aktorów, przedstawionej za pomocą kodu zero-jedynkowego, z nieuporządkowanym w żaden system – ale jakże ludzkim – wrzaskiem.

Coś naprawdę poruszającego dzieje się natomiast na scenie, kiedy czterech mężczyzn – każdy z niekłamanym błyskiem dumy w oku – patrzy na pląsy małego robota. Analogia do ojca obserwującego synka, który stawia pierwsze kroki albo lepiej: pierwszy raz w życiu kopie piłkę, narzuca się wręcz samoistnie. Uwypukla się też coś innego, mianowicie refleksja, że właśnie podobieństwo (czy to wygląd zewnętrzny, czy zachowania utożsamiane z człowiekiem)  jest tą cudowną przepustką, niepisanym przyzwoleniem społecznym, aby trochę cieplej spojrzeć na rzecz pozbawioną życia. Stąd też nieprzypadkowo na początku spektaklu pojawia się historia o Pigmalionie. Czyż nie mógłby to być mit założycielski nie-ludzkich podmiotów?

W nurcie myślenia o uczłowieczeniu maszyny są także końcowe sceny spektaklu, kiedy widzowie mają okazję przyglądać się słodko-łzawej historii miłosnej między PL1 i PL2. On – zdalnie sterowany, połyskujący metalicznie, ona – z diodą urokliwie migającą na niebiesko. Roboty te są wielkości 20-30 centymetrów. Aktorzy przyszłości? A może przeciwnie – ostatnie podrygi sztuki aktorskiej  w dobie odchodzenia teatru do lamusa (czy raczej: kosza na pulpicie)? Trochę nazbyt rozciągnięty w pierwszych scenach, ale ostatecznie błyskotliwy i sprawnie poprowadzony Live! kończy się właśnie  tym pytaniem.

Agnieszka Dziedzic, Teatralia Kraków

37. Krakowskie Reminiscencje Teatralne, 5-11 października 2012 

Plasma (Szwajcaria)

Live!

reżyseria, tekst, scenografia: Lukas Bangerter
muzyka: Antonio Palesano

kostiumy, wystrój wnętrz: Petra Kenneth

asysta: Tobias Steiner

światło, obsługa techniczna: Patrik Rimann

efekty specjalne: Wal Terstahl

scenografia: Kurt Brun, Silvano Speranza

obsada: Wowo Habdank, Jorgos Margaritis, Lorenzo Da Silva, Andreas Spaniol, Jesko Stubbe, Kobayashi Yataro

wsparcie: Alfred und Ilse Stammer-Mayer Stiftung, Hamasil-Stiftung, Kanton Zürich Fachstelle Kultur, Präsidialdepartement der Stadt Zürich Theaterförderung, Pro Helvetia, Zuger Kulturstiftung Landis & Gyr

premiera: 2008 rok