Małe wielkie odkrycia (Kręcipupa, Co w trawie piszczy)

Małe wielkie odkrycia (Kręcipupa, Co w trawie piszczy)

1.

Ostatnie dni listopada w Krakowie należały do najmłodszych. Wszystko za sprawą kolejnej, drugiej już edycji Festiwalu Teatrów dla Dzieci „Podskoki i Wykręty”, którego organizatorem jest Teatr Figurki (scena dla najmłodszych widzów Teatru Figur) . Od 21 do 25 listopada, pokazanych zostało czternaście niezwykle zróżnicowanych pod względem formalnym i tematycznym spektakli. Teatr cieni, teatr lalek, teatr tańca, koncert rockowy – to tylko niektóre z prezentowanych na festiwalu gatunków.

Ze względu na wiek jednego ze współautorów recenzji (12 miesięcy) nasza podskokowo-wykrętowa przygoda skupiła się na dwóch przedstawień dla najnajów czyli najmłodszej dziecięcej widowni: wrocławskiej Kręcipupy i spektaklu gospodarzy Co w trawie piszczy.

2.

„Uspokój się. Usiądź choć na chwilę. Przestań się KRĘCIĆ. Nie mogę. Nie chcę!”[1] –  tym krótkim dialogiem można streścić przedstawienie będące koprodukcją Fundacji LALE.Teatr i Wrocławskiego Teatru Lalek. Wszystko zapowiada się dość niepozornie. Stosunkowo skromna przestrzeń sceniczna bazująca na oszczędnej, kontrastowej kolorystyce została ograniczona prostokątną ramą zbudowaną z połączonych ze sobą rurek kanalizacyjnych. Uwagę widzów przykuwają znajdujące się  w pewnym oddaleniu dwa sedesy zamontowane naprzeciwko siebie na mobilnych platformach. Tuż za nimi schowano rolki zwyczajnego, białego papieru toaletowego i przepychacze do udrażniania rur.

W to surowe terytorium wkracza dwóch poważnych panów w szaro-srebrzystych garniturach (Tomasz Maśląkowski i Grzegorz Mazoń). Identycznie ubrane „korpoludki” zaczynają niespokojnie się poruszać. W choreografii Maćka Prusaka kręci się nie tylko pupa, ale też nogi, ręce, korpus. Całe ciało! Każda komórka zdaje się być pobudzona. Ów „kręci-taniec” to pełna gaf, skondensowana próbka rytualnych zachowań kolejkowych. Nerwowe przestępowanie z nogi na nogę, drobne psikusy, a nawet podkradanie miejsca – wszystko, aby jak najszybciej osiągnąć upragniony cel. Wreszcie poważni i skupieni panowie przekraczają wyimaginowane progi. Czas na toaletowe wariacje choreograficzne!

Codzienne czynności związane z fizjologią ludzkiego ciała wyswobodzone zostają z nudnej rutyny, a pozornie zwyczajna wizyta w toalecie okazuje się być niesamowitą przygodą. Sam papier toaletowy to w spektaklu źródło niekończącej się inspiracji. Kilka rolek w oka mgnieniu przepoczwarza się w pełzającą po rozpostartych szeroko rękach gąsienicę, w innym momencie wyrasta na głowie niczym peruka francuskiego arystokraty, ale też potrafi patrzeć na widza, oczami dziwnego łazienkowego stwora, którego resztę ciała stanowi przepychacz. Papier toaletowy świetnie sprawdza się również w żonglerce, a rozwinięty jak szarfa wdzięcznie współgra z ruchami performera. Podobnie przepychacze – w rękach animatora mogą być absolutnie wszystkim: korpusem wspomnianego łazienkowego stworka, pachołkami w sedesowym slalomie, a nawet, przytwierdzonymi do łysej głowy, rogami.

Przedmioty codziennego użytku w Kręcipupie z jednej strony funkcjonują jak standardowe rekwizyty czy  tworzywo animacji teatralnej. Z drugiej materia nieożywiona spektaklu zdaje się uwalniać spod władzy człowieka i zaczyna żyć swoim życiem. Nie jest tylko manipulowanym elementem, ale wyrasta wręcz na partnera w tańcu i zabawie. Prowadzą niewerbalną rozmowę, a chwilami sprawiają wrażenie, jakby walczyli o dominację w danym układzie ruchowym.

Wrocławskie przedstawienie dedykowane jest stosunkowo szerokiej grupie odbiorców: dzieci od roku do pięciu lat. Twórcom udało się podołać wyzwaniu i zbudować spektakl, który nie tylko zaspokajał zróżnicowane potrzeby percepcyjne najmłodszych, ale też intrygował tych nieco starszych. Wszyscy niezależnie od wieku dali się oczarować toaletowej choreografii i magii lekceważonych na co dzień przedmiotów. Czar nie zniknął  wraz z performerami. Na koniec scena została zasypana rurkami kanalizacyjnymi o rozmaitych kształtach, a publiczność została zaproszona do własnych eksperymentów artystyczno-hydraulicznych.

3.

Podobne wyzwanie, jeśli chodzi o  widzów, do których skierowano spektakl, postawili sobie gospodarze festiwalu. Co w trawie piszczy krakowskiego Teatru Figurki zostało zrobione, jak podkreślają sami twórcy, dla: „Ani, Oliwki, Julka i Ludwisia, ale zagramy go dla wszystkich dzieci od 1 do 4 roku życia, które zechcą do nas przyjść”[2]. Zostajemy zaproszeni do tajemniczego królestwa niewielkich stworzeń, których na co dzień często nie potrafimy dostrzec ani docenić. Naszymi przewodnikami oraz towarzyszami zabaw są animatorzy Alla Maslovskaya i Tadeusz Dylawerski – to oni dbają, by każdy zobaczył lecącego cicho motylka, usłyszał bzyczenie pracowitej pszczoły, nauczył się rozmawiać ze ślimaczkiem czy nie przegapił mistrzowsko utkanej pajęczej sieci. Pozornie cicha łąka okazuje się być niezwykle gwarnym, ciekawym miejscem.

Techniki teatru cieni pozwalają nam spojrzeć na trawiasty ekosystem z zupełnie innej pespektywy. Przygladamy mu się niemal jak w przyrodniczym filmie dokumentalnym. Twórcy za pomocą prostych lampek biurowych i misternie skonstruowanych plenerów dokonują cieniowych zbliżeń, aby mali odkrywcy mogli poznać życie tętniące tuż obok naszych stóp. Przygaszone światło i duże zbliżenia sprawiają, że teatralne spotkanie nabiera kameralnego, wręcz intymnego charakteru. Na taki efekt wpływa również odpowiednio dobrana paleta barw, w której oczywiście dominuje zieleń w różnych odcieniach. Kolorystyka jest łagodna, przyjazna dla oczu, akwarelowa, jakby wyjęta z marzenia sennego. W sferze wizualnej liryczność miesza się z bajkowością. Widz z przyjemnością daje się ponieść tej przyjaznej plastycznej narracji.

Po wspólnych poszukiwaniach tego co w trawie piszczało, widzowie mogli również poznać teatr cieni od kulis – osobiście przetestować rządzące nim zasady i pobawić się animacją zwierzęcych figur.

4.

Teatr dla najmłodszego widza może zetknąć się z trudnościami w twórczym procesie produkcji. Z jednej strony bowiem dziecko ze swoją niewinną ciekawością odrywa wciąż świat i chętnie chłonie wszelkie nowe doświadczenia. Z drugiej jednak, ta ciekawość może się całkiem szybko skończyć jeśli najmłodszy widz poczuje, że to co ogląda, jest nudą, zinfantylizowaną prowizorką. Stąd zapewne wynika problem z wciąż niewielką liczbą dobrych przedstawień dla najnajów. Teatr dla dzieci okazuje się wciąż być niszą, którą od jakiegoś czasu na krakowskim gruncie mrówczą pracą wypełnia m.in. Teatr Figurek z „Podskokami i Wykrętami”. Pracy przed nimi jeszcze całe morze i mamy szczerą nadzieję, że jej owoce będziemy mogli oglądać podczas kolejnych edycji Figurkowego festiwalu lub przy okazji innych, inspirujących wydarzeń kulturalnych.

[1] https://www.teatrlalek.wroclaw.pl/pl/index.php?option=com_sppagebuilder&view=page&id=154 [dostęp: 02.12.2018].

[2] http://teatrfigur.pl/spektakle/co-w-trawie-piszczy/ [dostęp: 02.12.2018].

 

Natalia Brajner, Teatralia Kraków

Internetowy Magazyn "Teatralia" nr 269/2019

Koprodukcja Fundacji LALE.Teatr i Wrocławskiego Teatru Lalek

Kręcipupa

Reżyseria, scenariusz, scenografia: Tomasz Maśląkowski

muzyka: Grzegorz Mazoń

choreografia: Maćko Prusak

obsada: Tomasz Maśląkowski, Grzegorz Mazoń

premiera: 17 października 2015

 

Teatr Figurki

Co w trawie piszczy

reżyseria: Dagmara Żabska

scenariusz: zespół

scenografia: Agnieszka Polańska

muzyka: Tomasz Krzyżanowski

obsada: Alla Maslovskaya, Tadeusz Dylawerski

premiera: 25 listopada 2018

 

Natalia Brajner – doktorantka w Katedrze Teatru i Dramatu na Wydziału Polonistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego