Lupa das theater

Lupa das theater

Wokół nas krzyki i demonstracje. Ludzie chcą razem obalić istniejący system. Jednak są tacy, którzy tego nie rozumieją. Uważają te działania za jałowe i właśnie dlatego wyjeżdżają do Perły, państwa-miasta snu. Miejsca, do którego chcą uciec od zgiełku ulic, bilbordów, od Ruchu Narodowego. Bohaterowie nowego spektaklu Krystiana Lupy, Miasto snu, szukają ratunku, zamykają się przed światem w gronie wybranych. Spotykają się na miejscu zbiórki i czekają na dalsze wskazówki Patery, założyciela Perły.

Grupa spotyka się w pustym mieszkaniu, gdzie znajdują się jedynie: sześcienny szkielet klatki, fotele i wielki ekran, na którym oglądają filmy o stanie świata poza Perłą. A może Perłę już dopadły niepotrzebne miejsca, zapomniani ludzie i komercja, która jest wartością samą w sobie? Grupa rozmawia o Paterze. Zastanawia się, co może się jeszcze zdarzyć. W międzyczasie bohaterowie prowadzą casting do nowego dokumentu Felliniego. Starsi patrzą na swoją pracę nad filmem z dystansem, młodsi frustrują się, odczuwają beznadzieję lub arogancko komentują sytuację.

Na przykładzie tej grupy Lupa stawia istotną diagnozę rzeczywistości. Bohaterowie tworzą pewną wspólnotę, ale nic ich nie łączy. Wyjątek stanowią pary: Arkadina (Małgorzata Maślanka) i jej mąż lekarz (Henryk Niebudek), Alfred Kubin (Andrzej Szeremeta) i jego żona (Magdalena Kuta) oraz odseparowani od reszty grupy Siri (Sandra Korzeniak) i Janek (Jan Dravnel). Nie wiemy, jakie relacje łączą te postacie. Z jakichś powodów zjawiają się razem w tym pomieszczeniu, ale nie działają wspólnie, niczego razem nie osiągają.
Ta elitarna grupa rozmawia, bardziej dywaguje, skupia się na wadze słowa i wiedzy. Siedzą znudzeni, czekają na utracony sens życia. Jedyną drogą do odzyskania go może być upodlenie, fizyczne upokorzenie, które tak desperacko prowokuje Arkadina. Niepokój, jaki wywołują te sceny, usilne dążenie do kompromitacji swojej osoby przywodzą na myśl filmy Passoliniego. Wśród przybyłych do Perły najbardziej wyróżnia się Alfred Kubin. Rozdygotany, trzymający się na uboczu, pozbawiony nadziei. Trawi go choroba, która dotyka również jego żonę. Wszystkie jego dokonania wydają się nieistotne – nawet spotkanie z samym Paterą. Kubin już wie, że nie dostanie od niego odpowiedzi.

Temu marazmowi przeciwstawia się Janek. Nagi (przy tym aseksualny) wykrzykuje swoją frustrację. Intelektualne rozmowy denerwują go, nie ma w nich nic oprócz pustych słów. Jedyną drogę do wyzwolenia widzi w przyznaniu się do absurdu istnienia. Jego bunt jest niemożliwy, bezcelowy: nie da się odsłonić absurdu w przeintelektualizowanym świecie, gdzie wszystkie granice zostały przekroczone. Nagość nie szokuje, nowatorskie tematy się skończyły. Widownia oczekuje zaskoczenia, chce, aby zapewniono jej rozrywkę pod pozorem słuchania intelektualnych wynurzeń postaci. Dlatego aktorzy grają z widzami: robią zdjęcia na tle publiczności, aby potem na tej samej fotografii pokazać, że widowni nie ma. Hektor zastanawia się: „A właściwie po co robimy ten spektakl?”. Modernistyczne postulaty zanikają bezpowrotnie w pokawałkowanej rzeczywistości.

Sen miesza się z jawą. Lupa prowadzi mieszkańców Perły po labiryncie piętrzących się odniesień, aby znaleźć uzasadnienie życia. Nie ma go. Po prostu żyjmy. W spektaklu sporo jest banalnych scen, dużo naiwnego krzyku. Ale nie da się inaczej i bardziej dotkliwie powiedzieć o sensie życia, który pięknie wykłada Kosmicie-Gierszałowi Siri. Robi to delikatnie i naiwnie. Jedyne, co pozostało, to wyzwolić się z intelektualnego uwikłania i po prostu być.

Lupa po raz kolejny wraca do tematów miłości, samotności i człowieczeństwa. Nie tego wielkiego projektu socjologiczno-filozoficznego, ale do problemów prostego człowieka. Przebywający w Mieście snu nie znajdują ukojenia. Godot przyszedł, ale nie wskazał im drogi do śmierci, a tym bardziej nie dał nadziei. Zabrał ich za to na karnawał na wielkiej rybie z Osiem i pół Felliniego, w dalsze poszukiwania dolce vita. To grande finale było nie tylko radosnym wybuchem, ale miało w sobie coś z fellinowskiego nastroju godzenia się z losem, rezygnacją. Dlatego w spektaklu pojawia się postać Giullety, żony włoskiego reżysera, znanej najbardziej z filmu La Strada. U Lupy jednak ta rezygnacja jest paradoksalnie radosna.

Magdalena Zielińska, Teatralia Warszawa
Internetowy Magazyn Teatralny „Teatralia” numer 35/2012

TR Warszawa
Miasto snu
wg Po tamtej stronie Alfreda Kubina

reżyseria, scenografia: Krystian Lupa
scenariusz: Krystian Lupa i kreacja zbiorowa
dramaturgia: Iga Gańczarczyk
kostiumy Piotr Skiba
muzyka: Mieczysław Mejza
kompozycja przestrzeni dźwiękowej: Piotr Żyła
wideo: Filip Piasek, Tomasz Michalczewski

Obsada: Jan Dravnel, Jakub Gierszał, Sandra Korzeniak, Magdalena Kuta, Władysław Kowalski, Lech Łotocki, Maria Maj, Małgorzata Maślanka, Henryk Niebudek, Monika Niemczyk, Agnieszka Roszkowska, Piotr Skiba, Andrzej Szeremeta, Tomasz Tyndyk

premiery: 5 października 2012, polska – 10 listopada 2012