Lepienie we krwi (Stary Testament – reanimacja)

Lepienie we krwi (Stary Testament – reanimacja)

Spektakle Agaty Dudy-Gracz charakteryzują się specyficzną plastycznością. Światy, które reżyserka stwarza w swoich przedstawieniach, są niczym żywcem wyjęte z obrazów mistrzów światowego malarstwa. Nie inaczej jest w najnowszej premierze krakowskiego Teatru im. Juliusza Słowackiego. Stary Testament – reanimacja to przeniesione na deski najbardziej znane biblijne historie, przefiltrowane przez reżyserską wyobraźnię i skomponowane pod pewien klucz – ukazania kobiecej perspektywy w opowieściach, w których mimo że występują one jako główne bohaterki, to przedstawiane są z perspektywy działań mężczyzn bądź wobec nich.

Widzowie, którzy przybyli na spektakl, jeszcze we foyer zostają podzieleni na grupy, takie jak zwierzęta lądowe, plebs, nienarodzeni czy władcy. Każda z poszczególnych frakcji wchodzi innym wejściem. Na zebrany tłum czekają przygotowane do ubrania peleryny, dzięki czemu zebrani jako całość tworzą podzieloną kolorystycznie masę. Ponad wszystkimi górują aniołowie – aktorzy z wielkimi metalicznie połyskującymi skrzydłami, przymocowani do lin. Zanim jednak przeniosą się z Nieba na Ziemię na scenę wstępuje ten, od którego wszystko się zaczęło – Tworzyciel (Zbigniew Ruciński). Piękna wizualnie scena oddzielenia światła od ciemności wprowadza nastrój tajemniczości. Bóg przygnębiony ciężarem samotności „konstruuje” z nicości Adama i Ewę, którzy w infantylnych zachowaniach unaoczniają przepaść dzielącą Stwórcę od jego ludzkiej wersji.

Gdyby całość spektaklu opiera się na metaforycznej grze kolorów świateł, muzyki i ruchu, moglibyśmy mówić o poetyckim kunszcie reżyserki . Szybko jednak okazuje się, że wysublimowane sacrum zostaje zastąpione przez barbarzyńskie profanum. Kluczem dla reinterpretacji Starego Testamentu przez Agatę Dudę-Gracz są kobiety i ich rola w świętych księgach chrześcijaństwa. O ile scena, w której żona Lota uskarża się na brak własnej tożsamości, jest momentami humorystyczna, o tyle w pozostałych opowieściach króluje przemoc, krew i śmierć. Następujące po sobie sekwencje są wariacjami na temat znanych w kulturze judeochrześcijańskiej postaci: Tamar zgwałconej przez przyrodniego brata, Batszeby podstępnie wykorzystanej przez Dawida, Zuzanny nagabywanej przez Starców, Judyty i Holofernesa czy Samsona i Dalili. Każda z opowiadanych historii rozgrywa się na scenie usytuowanej poniżej widowni, niczym na starożytnej arenie. Jedynie niemy Bóg, znajduje się na balkonie ponad wszystkimi. Przedstawiane wątki są traktowane bardzo dosłownie – przestrzeń gry co chwile zapełnia się krwią, potem i brudem. Namacalna cielesność dramatów przeżywanych przez te, które albo nie mają swojego imienia, albo są traktowane jak własność mężczyzny uderza swoją dosadnością, choć w pewnym momencie ma się wrażenie przerostu formy nad treścią. To tak jak gdyby opowiadanie o piekle kobiet, wymagało wyłożenia treści nomen omen „na chłopski rozum”.

Kiedy opada pierwsze zauroczenie scenografią, kolorystyką i świetną muzyką, następuje moment, w którym zaczyna się faktyczna akcja. Ta jednak nie przynosi już takich doznań estetycznych. W zamian za to obserwujemy historie przedstawione „pod klucz”. Tak jak w przypadku historii Judyty, którą przedstawia się jako stłamszoną przez otoczenie dziewczynę, nie mającą dość siły i samozaparcia w stosunku do społeczności i rodziny zmarłego męża.. Tymczasem mogłaby ona posłużyć za zgoła przeciwny przykład – silnej kobiety, która nie bała się wejść do obozu wroga i odciąć głowę przywódcy nieprzyjaciół. Ciekawy, choć nie do końca trafiony pomysł, multiplikowania postaci Batszeby i Dawida miał stanowić swego rodzaju rozproszenie, spojrzenie na tę relację z kilku perspektyw. W efekcie aktorskie pary w różnym wieku i zgoła odmiennych fizis odgrywają coś na miarę współczesnych terapii małżeńskich, przekomarzając się, nie stroniąc od całkiem współczesnych przekleństw, pomijając zupełnie skądinąd ciekawy wątek historyczno-kulturowy tej relacji. Pominięto relację Dawida z Uriaszem czyli wykorzystania pozycji społecznej do pozbycia się konkurenta. Poza tym Batszeba jako przedmiot, trofeum w charakterystyczny dla ówczesnej kultury sposób przechodziła z rąk do rąk niczym zabawka. W spektaklu widzimy jedynie skutki tych działań – przekomarzanie się niedopasowanych do siebie, zaaranżowanych kochanków.

Na tym tle wyjątkowo dobrze wypada historia Tamar i jej dwóch braci. Aktorzy w kilka chwil wytworzyli między sobą sieć napięć, której energia przeniosła się na widzów. Mocna, okrutna scena zhańbienia kobiecości w połączeniu z niepokojącą muzyką i grą świateł, pozostaje w pamięci na długo. Ciekawą, mieszczącą się na pograniczu performansu sceną, była próba włączenia widzów w torturowanie Samsona. Ochotnicy mogli malować na ciele nieszczęśnika dowolne znaki, zadając mu przy tym ból – o dziwo kilka osób ochoczo z tego skorzystało.

Ogromny potencjał Starego Testamentu – reanimacji został wykorzystany połowicznie. Cudowna scenografia, charakteryzacja postaci, światła, muzyka i nieoczywista, wielowymiarowa przestrzeń gry nie wystarczyła. Zabrakło równie pomysłowej realizacji prezentowanych historii. Przedstawienie zreinterpretowanych biblijnych historii z naciskiem na przemoc, śmierć i flaki rozmazujące się po scenie to zdecydowanie za mało. Choć aktorsko spektakl stoi na bardzo dobrym poziomie, to od twórców oczekiwałoby się raczej ambitniejszej polemiki z treściami tekstu sprzed tysięcy lat. Wydaje się, że liczyli na to nie tylko widzowie, ale i sami występujący, którzy stojąc w kręgu, nie opuszczają sceny po zakończeniu spektaklu. Może liczyli na dalszy, lepszy ciąg?

Piotr Gaszczyński, Teatralia Kraków

Internetowy Magazyn Teatralia, numer 258/2018

Teatr im. Juliusza Słowackiego w Krakowie
Stary Testament – reanimacja
scenariusz, reżyseria, scenografia, kostiumy: Agata Duda-Gracz
muzyka: Łukasz Wójcik
światło: Katarzyna Łuszczyk
ruch sceniczny: Tomasz Wesołowski
efekty kaskaderskie: Tadeusz Widomski
multimedia: Elektro Moon Vision
obsada: Pola Błasik, Marta Konarska, Agnieszka Kościelniak, Natalia Strzelecka, Anna Tomaszewska, Mateusz Bieryt, Maciej Jackowski, Antoni Milancej, Sławomir Rokita, Feliks Szajnert, Jerzy Światłoń, Tomasz Wysocki, Grażyna Misiorowska (gościnnie), Sylwester Piechura (gościnnie), Zbigniew Ruciński (gościnnie)

premiera: 5 maja 2018

fot. Greg Noo Wak

Piotr Gaszczyński (rocznik 1987) – absolwent filologii polskiej i teatrologii na Uniwersytecie Jagiellońskim. Nauczyciel, miłośnik groteski pod każdą postacią, dyrektor Szkoły Podstawowej im. św. Joanny Molli w Krakowie. W „Teatraliach” publikuje od 2010 roku.