Lekki, wdzięczny sen (Ein Sommernachtstraum)

Lekki, wdzięczny sen (Ein Sommernachtstraum)

Są takie sztuki teatralne, po obejrzeniu których nikt nie pyta „o czym było?”, ale: „jak to zrobili?”. Sen nocy letniej niewątpliwie należy do tego grona. Dodatkowy atut stanowi tu geniusz Szekspira pozwalający utalentowanym artystom na naprawdę dzikie harce interpretacyjne. Jeśli tylko zechcą.

Przedstawienie zrealizowane na deskach Teatru Gerharta Hauptmanna w Görlitz zdecydowanie opowiada się za uwspółcześnieniem, co dzieje się zarówno w warstwie inscenizacyjnej, jak i w języku. Jednak paradoksalnie jest to współczesność podporządkowująca się uniwersalności wersetów angielskiego pisarza. Nieważne więc, że Hermia umyka z rodzinnych Aten do lasu z różową, plastikową walizką na kółkach. Inne atrybuty nowoczesności także na niewiele się zdają – Sen nocy letniej w reżyserii Dorotty Szalmy na dobre tkwi w tradycyjnym teatrze dramatycznym, posługuje się jego środkami wyrazu, śmieszy i bawi także we właściwy mu sposób.

Aktorsko spektakl poprowadzony jest dosyć równo, przy czym na próżno szukać tu momentów rzucających na kolana. Nie ma też, na szczęście, sromotnych wpadek. Uważnie obserwując zespół, zauważam jednak nieznaczny, czasem wręcz ledwo dostrzegalny rozdźwięk między grą młodszego i starszego pokolenia aktorów. Tych młodszych cechuje większa żywiołowość i energia, ale chwilami brakuje im umiejętności cieniowania postaci. Starsi partnerzy grają bardziej finezyjnie, częściej też za pomocą małego gestu udaje im się uzyskać ciekawszy efekt. Świetnym tego przykładem jest Klaus Beyer jako Nick Zettel (w polskich przekładach Spodek lub Denko, a po angielsku Bottom).

Zdecydowanie więcej oczekiwałabym natomiast od aktorek wcielających się w role Hermii (Maria Weber) i Heleny (Martha Pohla). Owszem, młodość i uroda to niezaprzeczalne atuty i głupotą byłoby z nich nie korzystać, ale przecież w teatrze chodzi raczej o tę krótką chwilę zatracenia się w postaci niż hektary poprawności i pola rutyny. Przynajmniej wtedy, kiedy mamy do czynienia z teatrem dramatycznym opowiadającym pewną historię, tak jak dzieje się to w przypadku przedstawienia Snu nocy letniej.

Scenografia Dorotty Szalmy świetnie wpisuje się w klimat całości – lekka, nieprzytłaczająca, gdzie najbardziej interesująco został oddany las ateński. W kontrze do ascetycznego wnętrza pałacu Tezeusza – chłodnej, eleganckiej rezydencji, zbudowanej jedynie trzema popielatymi bryłami styropianu na szarym tle kurtyny – nasze oczy bawi feeria barw magicznego świata leśnych duszków i elfów. Realizatorzy nie poskąpili także efektów w postaci kłębów dymu zacierających widoczność i sugerujących jednocześnie aurę upalnej nocy w czarodziejskim miejscu, podczas której wszystko może się zdarzyć. Ten las ateński to rodzaj odtrutki na ślepy zaułek współczesnej scenografii, która często chciałaby oczarowywać i urzekać, ale jednocześnie boi się, że złośliwi krytycy uznają to za przejaw staroświeckości.

O ile scenografia cechowała się dużym potencjałem kreacyjnym, o tyle muzyka zazwyczaj pojawiała się tylko jako ilustracja bądź też lekkie podbicie sytuacji scenicznej. Czasem miała także funkcje parodystyczne, szczególnie kiedy aktorzy próbowali wyśpiewać ten czy inny fragment popularnych popowych szlagierów. W całej warstwie dźwiękowej spektaklu zabrakło natomiast nieco wolności, niezbędnej, aby muzyka żyła naprawdę (choćby była tylko puszczana z offu).

Nie trzeba być Sherlockiem Holmesem, żeby dostrzec związek między premierą Snu nocy letniej, a przypadającym w połowie lutego komercyjnymi walentynkami. I nie piszę tego wartościująco. Chodzi raczej o uświadomienie kontekstu premiery, aby przy ocenie samego spektaklu nie przystawiać do niego niewłaściwej linijki. Poza tym miłosna komedia pomyłek Szekspira jest tym właśnie i niczym innym – komedią. Nie ma więc co doszukiwać się drugiego, trzeciego czy dziesiątego dna ani też konotacji politycznych, ale śmiać się, śmiać. Lekko i przyjemnie. Może i jest to śmiech, który nieco usypia czujność, może i łagodzi krytycznie nastawiony umysł, ale czasami chyba właśnie tak trzeba. Warto też pamiętać, że za przewodnika duchowego mamy tu jednak nie byle kogo, bo przecież samego Szekspira. Z takim nie ma (letnich) żartów.

Agnieszka Dziedzic, Teatralia Kraków

Internetowy Magazyn „Teatralia”, numer 194/2017

Gerhart-Hauptmann-Theater Görlitz (Niemcy)

William Shakespeare

Ein Sommernachtstraum (Sen nocy letniej)

reżyseria: Dorotty Szalma

dramaturgia: Gerhard Herfeldt

scenografia: Dorotty Szalma
kostiumy: Maria Weber

obsada: Tezeusz/Oberon: Marc Schützenhofer, Egeusz/Peter Squenz: Tilo Werner, Lizander: David Thomas Pawlak, Demetriusz: Riccardo Giagnorio, Hippolita/Tytania: Kerstin Slawek, Hermia: Maria Weber, Helena: Martha Pohla, Puk/Francis Pfeifer: Stephan Bestier, Elf: Renate Schneider, Nick Zettel: Klaus Beyer, Tom Schnauze: Sabine Krug

premiera: 18 lutego 2017

fot. mat. GHT-Gorlitz