Lament nad zabitym karpiem (Rok z życia codziennego w Europie Środkowo-Wschodniej)

Lament nad zabitym karpiem (Rok z życia codziennego w Europie Środkowo-Wschodniej)

Stare czasy są dobre, bo nikt nie pamięta, co było w nich złego. Nowe to już zupełnie inna bajka – taka bez księcia, dobrej wróżki czy happy endu, za to z przepłaconymi wakacjami oraz kłótniami przy wigilijnym stole. Monika Strzępka i Paweł Demirski w swoim najnowszym spektaklu rozkładają tytułowy świat Europy Środkowo-Wschodniej na drobne kawałki, aby bez idealizowania przeszłości przedstawić krytyczny obraz współczesności, w której dawne wartości i normy przeistoczyły się w puste frazesy. Twórczynie i twórcy nie tyle wyjaśniają, ile problematyzują zastaną rzeczywistość, kreślą wielowątkowy obraz zwyczajnego roku z życia codziennego w Europie Środkowo-Wschodniej.

Strzępka i Demirski nie po raz pierwszy dokonują intelektualnego rozbioru polskiego społeczeństwa. Analizując jego strukturę, łączą wnikliwość spostrzeżeń socjologicznych z ironicznym poczuciem humoru. W inscenizacji ciekawy jest wybór perspektywy, z której duet pokazuje postkomunistyczną rzeczywistość. Publiczność nie doczeka się niezwykłej, magicznej opowieści (jak w Triumfie woli) ani narracji o wielkich wydarzeniach z narodowej historii (jak w Bitwie warszawskiej). Zamiast tego reżyserka oraz dramaturg podążają ścieżką Jolanty Brach-Czainy, która w Szczelinach istnienia podjęła się egzystencjalnej analizy zwyczajnych gestów i zachowań, w myśl tezy, że „podstawę naszego istnienia stanowi codzienność”1. Przejmując tę optykę, twórcy zwracają się ku opisywanemu przez filozofkę „krzątactwu”. Snują opowieść wokół czynności codziennych, które, często wykonywane bezwiednie i automatycznie, umykają naszej uwadze, bozostają przysłonięte doniesieniami o zdarzeniach nietypowych czy przełomowych. Jednak to właśnie w banalności zwykłego dnia artyści odnajdują drobne, symboliczne gesty, poprzez które bohaterowie przedstawienia wyrażają swoją osobowość. Spektakl, zainspirowany Opisem obyczajów za panowania Augusta III Jędrzeja Kitowicza, przypomina coś na kształt scenicznego katalogu współczesnych nawyków, za pośrednictwem których można odnaleźć i opowiedzieć tożsamość mieszkańców Europy Środkowo-Wschodniej.

Obraz codzienności przedstawiony w inscenizacji prowadzi do pesymistycznych wniosków, które zostają przedstawione w stylistyce groteski. Pierwsza część Roku z życia… jest zdominowana przez atmosferę swobodnych żartów, opartych na hiperboli oraz parodii, ośmieszających narodowe przywary. W drugiej partii śmiech stopniowo cichnie, przy równoczesnym narastaniu dramatyczności. Narracja ma charakter fragmentaryczny. Przeżywamy jeden rok wyrwany z życia bohaterów; niewiele wiemy o ich przeszłości, a przyszłości możemy jedynie się domyślać. Upływ czasu wyznaczają tutaj znaczące daty z kalendarza – początek roku szkolnego czy kolejne święta kościelne (Boże Narodzenie, Wszystkich Świętych). Sceny powiązano raczej na zasadzie luźnych skojarzeń niż ciągu przyczynowo-skutkowego. Światem przedstawionym rządzi zasada umowności – zima w jednej chwili zmienia się w lato, dziecko w dorosłego.

Główny problem, na jaki zwracają uwagę twórcy spektaklu, to brak jedności między członkami społeczeństwa. Ten wątek porusza już otwierający monolog Anny Dymnej, stanowiący zabawne i przemyślane wprowadzenie do tematyki inscenizacji. Aktorka, ubrana w strój nawiązujący do estetyki ludowej, przekazuje publiczności mądrość życiową doświadczonej kobiety. Opowiada o podziałach międzyludzkich, które nie wynikają, jak można by się spodziewać, z czynników ekonomicznych czy etnicznych (lub raczej te czynniki nie są tu najważniejsze), lecz wyrastają z różnic w sposobie życia. Według niej ludzie dzielą się na smakoszy śledzi i osoby, które wolą słodycze, zwolenników ciepłej temperatury i miłośników zimna, „nas” i „ich”. Powyższe rozróżnienie dotyczy pozornie nieistotnych różnic, na gruncie których, według twórców przedstawienia, narastają konflikty oraz wzajemna niechęć.

Dalsza akcja spektaklu stanowi rozwinięcie oraz zobrazowanie tego wątku na przykładach konkretnych scen z życia codziennego. Kolejne grupy społeczne (wydzielone ze względu na wiek, płeć czy status majątkowy) są przedstawiane za pomocą modelowego bohatera uosabiającego większość przywar swojej klasy społecznej. Jego wygląd zewnętrzny, ubiór oraz język, jakim się posługuje, zostają dopasowane do stereotypowego obrazu warstwy, którą reprezentuje. I tak dziewczyna należąca do pokolenia tzw. millenialsów nie może się rozstać z telefonem, a przedstawiciele klasy średniej bez przerwy podkreślają swoją wyższość wobec pozostałych warstw społecznych. Strzępka buduje obraz satyryczny: wyolbrzymiając cechy swoich postaci, przedstawia polskie społeczeństwo w krzywym zwierciadle. Pomysł sprawdza się zwłaszcza ze względu na dobór aktorów, którzy grają spójnie, tworzą kreacje groteskowe i przerysowane, płynnie lawirują między konwencją żartu, filmu grozy oraz lamentu. Bawią się wzorcami, dostosowując swoją grę nawet nie tyle do psychiki bohaterów, co do kulturowego przeświadczenia o tym, jakie powinny one być. W ten sposób ukazują różnice w sposobie życia, które oddzielają osoby młode od starszych, konserwatystów od liberałów, inteligentów od robotników, uczniów od nauczycieli, pacjentów od lekarzy… Najsilniej zaakcentowany zostaje podział na klasy społeczne, które poddane są ostrej, a nawet nieco przesadzonej krytyce. Postaci charakteryzują także kostiumy (Arek Ślesiński), które odwołują się do popularnych wyobrażeń o danej grupie (jak robotnik, to oczywiście bez koszuli i w spodniach z szelkami, profesor koniecznie w marynarce). Zabawnym akcentem jest ubiór ministra, reprezentanta zdegenerowanych i zaślepionych władzą polityków. Grający tę rolę Krzysztof Zawadzki ma na sobie strój kowboja.. Jego ciemny kapelusz od razu przywodzi na myśl typ negatywnego bohatera z westernów. .

Różnice klasowe okazują się być mało znaczące w obliczu tego, co łączy wszystkich bohaterów.. Strzępka, uwypuklając różne obyczaje Polaków, ujawnia ich frustrację i resentyment. Pozostają oni niezdolni do podjęcia pozytywnych działań, ciągle tylko narzekają, manifestują swoje niezadowolenie z życia. Aktorzy kolejno wygłaszają monologi, w których dotykają palących problemów społeczno-politycznych, użalając się nad sytuacją kraju, a także swoją własną. Ich wypowiedzi przypominają groteskowe skargi, w których patetyczne frazy łączą się z elementami języka potocznego, co w rezultacie daje efekt komiczny. Nie można tu pominąć brawurowego monologu Anny Radwan o „mężczyznach polskich”, ich kompleksach i jednoczesnym poczuciu wyższości wobec kobiet, który wywołał salwę śmiechu wśród widzów obojga płci. Z czasem jednak frazy padające ze sceny stają się coraz bardziej rozpaczliwe lub przerażające, tworząc chór głosów żałobnych.

Scenografia zaprojektowana przez Arka Ślesińskiego została oparta o estetykę bezładu. Nie ma tu piękna, bo nie może go być w świecie pozbawionym harmonii. Przedstawiona rzeczywistość przypomina świat po katastrofie, stworzony z niedopasowanych do siebie, nieuporządkowanych elementów. Scena to jednocześnie szpital, w którym raczej się umiera, niż wraca do zdrowia, oraz cmentarzysko tradycji, z plastikową krową (przywołującą na myśl ludowość) w centrum. Uwagę przykuwa zwłaszcza ogromna, przewrócona i rozpadająca się na części wieża kościoła, na dachu której brakuje krzyża. Widok zniszczonej świątyni nikogo nie dziwi. Bohaterowie dokonują profanacji, skaczą i tańczą na jej ruinach.

Strzępka i Demirski przedstawiają świat zamętu. Wydaje się jednak, że kryje się w tym pewien paradoksalny porządek. Wszystkie zdarzenia oscylują wokół tematu śmierci. Rok z życia codziennego… to jednocześnie ostatni rok życia głównego bohatera – bezimiennego „dziecka” (Szymon Czacki), który z małego chłopca przeistacza się w czterdziestoletniego mężczyznę. W jednej z początkowych scen odbiera wyniki badań lekarskich, które opatrzone są jednoznaczną diagnozą. Perspektywa bliskiej śmierci pozwala mu zdystansować się do rzeczywistości, ocenić ją krytycznie. Postać grana przez Czackiego różni się od innych bohaterów wrażliwością. Dostrzega, że powtarzane dzień w dzień rytuały są puste i sztuczne, pozbawione autentycznych wartości. On jako jedyny nie potrafi wyrażać gniewu. W swoim smutku pozostaje osamotniony i niezrozumiany. Pozostali bohaterowie nie dbają o jego los, przez większość czasu nie zwracają na niego uwagi. Intrygującym wyjątkiem jest babcia chłopca, grana przez Annę Dymną. Kobieta pragnie, by wnuk wyraził swój gniew licząc, że ten wybuch mógłby coś zmienić, przerwać marazm, w jaki popadło społeczeństwo – jednak nawet i to okazuje się wyłącznie złudzeniem.

Niestety, ten trwający ponad trzy godziny katalog współczesnych polskich obyczajów jest zadziwiająco nierówny. Między bystrymi i zabawnymi scenami znalazło się pełno dialogów nietrafionych, zakrawających o oczywistość, a czasem wręcz niesmacznych. Być może to kwestia zbyt dużej liczby poruszonych tematów. Artyści podejmują kwestie edukacji, niemoralności w polityce, kryzysu Kościoła itd. Część problemów zostaje, siłą rzeczy, potraktowana powierzchownie. Niektóre wątki jedynie zasygnalizowano i nie rozwinięto ich, inne stanowią tylko znane wszystkim, klepane w nieskończoność frazesy (np. postać żądnego władzy księdza, który wykorzystuje religię dla podporządkowania sobie wiernych w imię opacznie przeczytanego fragmentu Biblii „czyńcie sobie ziemię poddaną”). Być może jest to zabieg celowy, jeden z elementów kształtowania wrażenia chaosu poprzez natłok informacji przekazanych widzowi. W pewien sposób wyłożone na scenie oczywistości podkreślają rutynę i konwencjonalność życia bohaterów, jednak po Strzępce i Demirskim można spodziewać się o wiele więcej (przecież na przykładzie niektórych scen tego spektaklu widać, jak doskonale potrafią operować subtelną ironią). Lepiej byłoby ograniczyć się do kilku wątków, ale potraktować je z należytą uwagą.

Uczucie niedosytu wynika jednak głównie z naprawdę wysoko podniesionej poprzeczki. Wielki powrót Strzępki i Demirskiego na scenę Narodowego Starego Teatru, po kompromisie zawartym między nowym dyrektorem a radą artystyczną, był jednym z najgłośniejszych oraz długo oczekiwanych wydarzeń kulturalnych w Krakowie. Premiera przerywa złą passę ubiegłego sezonu. Zespół pokazuje olbrzymi zapał i chęć dalszej współpracy, a przedstawienie, choć może nie powala na kolana, przywraca nadzieję na odbudowę pozycji artystycznej teatru.

Adriana Mickiewicz, Teatralia Kraków

Internetowy Magazyn „Teatralia”, numer 269/2019

Narodowy Teatr Stary im. Heleny Modrzejewskiej w Krakowie

Paweł Demirski

Rok z życia codziennego w Europie Środkowo-Wschodniej

reżyseria: Monika Strzępka

scenografia, kostiumy: Arek Ślesiński

muzyka: Tomasz Sierajewski

światło, projekcja video: Robert Mleczko

asystentka reżyserki: Sara Bustamante-Drozdek

grafika 3D: Marcin Kosakowski

inspicjentka, suflerka: Hanna Nowak

obsada: Anna Dymna, Dorota Pomyłka, Anna Radwan, Dorota Segda, Małgorzata Zawadzka, Juliusz Chrząstkowski, Szmon Czacki, Zbigniew W. Kaleta, Radosław Krzyżowski, Michał Majnicz, Krzysztof Zawadzki, Mieczysław Mejza

premiera: 30 listopada 2018

fot. Magda Hueckel

Adriana Mickiewicz – studentka Międzywydziałowych Indywidualnych Studiów Humanistycznych UJ 

1 Jolanta Brach-Czaina, Szczeliny istnienia, Warszawa 2018, str. 67.