(Kto? co?) Iwo, (kogo? czego nie ma?) Iwona, księżniczka Burgunda (Princess Ivona)

Warszawski Teatr Syrena mocno uwspółcześnił utwór Gombrowicza. Tytułowa Iwona to raz właśnie Iwona, ale częściej raczej Iwo. Książę Filip bowiem, znudzony dworskimi konwenansami, próbuje zaskoczyć rodziców, zbuntować się przeciwko zasadom i poślubić dopiero co poznaną, a właściwie dopiero co poznanego Iwona.

Wątek książęcy szybko jednak znika ze sceny, na plan pierwszy wysuwają się problemy królewskiej pary, a raczej jeden – jak pozbyć się wybranka syna. Tu widzowie mają okazję zobaczyć między innymi wspaniały monolog Królowej (granej przez Barbarę Wrzesińską), która, umieszczona w smudze krwawo czerwonego światła, przypomina – a to wszelkie knujące zbrodniarki, choćby Balladynę lub Lady Makbet, a to czarownicę próbującą zakląć rzeczywistość. Wspomniane światło odgrywa w tym spektaklu bardzo ważną rolę, tworzy niesamowity klimat tajemnicy, mroku, zagadki. Choć nie tylko, bo w pierwszej części widz ma wrażenie, że jest na dyskotece w jednym z warszawskich klubów. Podobne odczucia wywołuje dekoracja – surowa, przypominająca wnętrze modnej, ale ponurej „imprezowni”. W drugiej części scenografia staje się jeszcze bardziej przytłaczająca, ogrom sceny, wielkie przestrzenie wręcz przerażają swoją pustką, bo aktorzy w tym czasie albo przemieszczają się wśród widzów, albo siedzą na krawędzi podestu tuż przed publicznością. Panuje tu wybitny minimalizm, którego jednak zupełnie brakuje w strojach postaci każda ma bowiem niepowtarzalny i wyjątkowy, skrojony do odpowiedniej roli kostium: Król i Królowa – królewskie, Książę – książęcy, dworzanie – dworskie, Szambelan – szambelański. A skoro już jesteśmy przy Szambelanie, to do tej roli na pewno doskonale skrojony był Marcin Bubółka, który zagrał niemalże brawurowo fantastycznie wyrażał emocje, świetnie modulował głos widać, że u boku takich sław, jak Olbrychski czy Wrzesińska rośnie młode pokolenie niezwykle zdolnych artystów. Pomysł połączenia gry „starych” i „młodych” okazał się strzałem z dziesiątkę. Ogólnie przedstawienie Princess Ivona w reżyserii Omara Sangare wypadło bardzo dobrze, choć czuło się pewien niedosyt spowodowany tym, że tekst dramatu został za bardzo okrojony. A może właśnie podstawową zasadą, która kierowała twórcami, było to, by widza nie wystraszyć nadmiernie Gombrowiczem, a zachęcić miłą, nowoczesną i lekkostrawną formułą?

Michał Kański, Teatralia Radom

Internetowy Magazyn „Teatralia”, numer 181/2016

XII Międzynarodowy Festiwal Gombrowiczowski w Radomiu, 22-29 października 2016 

Princess Ivona”, reż. Omar Sangare – Teatr Syrena, Warszawa

fot. K. Bieliński