KRWIOŻERCZY, CHCIWY, ROZPUSTNY (Makbet)

KRWIOŻERCZY, CHCIWY, ROZPUSTNY (Makbet)

Taki jest Makbet w ustach Malcolma (Wojciech Sandach) i taki jest Makbet Teatru Współczesnego. Szczecińska interpretacja Szekspira koronuje szkockiego władcę na jokera o dwu twarzach – Grzegorza Młudzika/Macieja Litkowskiego. O upokorzeniu i gwałcie na honorze mężczyzny mówi w kostiumie dragu i w podwiązkach, z pomocą wideoinstalacji wyobrażając brutalność dzisiejszych czasów. Chociaż Makbet to kostiumowy, nawet krynoliny w ostatniej scenie podane są lekko niczym skąpe odzienie z Moulin Rouge, a niuanse oddają całą frywolność myślenia o siedemnastowiecznej tragedii.

„Lubię zapach rumianku o świcie”- już przed podniesieniem kurtyny wiadomo, że czas akcji to czas apokalipsy, w którym Makbet-Młudzik przewodzi kompanii kapitana Willarda. Tylko zamiast Cwału Walkirii w tle rozbrzmiewa Black Sabbath. Sztuka, chociaż uwspółcześniona, czerpie z wątków mitologicznych. Kobiety w domu Makbeta, niczym nordyckie walkirie uwodzą chutliwych żołnierzy, a klęskę niesioną echem piłowanego drewna zwiaskuje grecka Hekate. Na przekór zastanej kosmogonii, żołdacy gaszą pragnienie swojskim piwem Wojak, wyśpiewując „chabry z poligonu, gdzie wojenny grób, chabry z poligonu niosę ci do domu”. W tym chaosie jest metoda, bo chociaż sceniczny eklektyzm na deskach Współczesnego nie jest niczym nowym, w Makbecie z wojskową precyzją udało się dopiąć całość na ostatni guzik. Spektakl nie mrozi krwi w żyłach, nie „wbija” w fotel, nie przeszywa dreszczem, jednak ogląda się go w skupieniu, z zainteresowaniem.

W czym zatem tkwi sekret, czy jedynie w nagradzanej scenografii Mirka Kaczmarka i ruchu scenicznym (Iwona Pasińska)? Po pierwsze interpretacja Libera odwołuje się nie tylko do znanych nam z mass mediów obrazów. Trafia także w podszepty wyobraźni, w pokłady ludzkiej lubieżności, uległości i dominacji. Po drugie szczególnie warta uwagi jest rola Tego Drugiego Makbeta. Podczas gdy Młudzik kreuje protagonistę poddanego losowi, bohater Litkowskiego wydaje się z fatum flirtować. To kusi do agresji, to znów wkłada białe rękawiczki, jak gdyby mówił „umywam ręce”. „I tylko to jest we mnie, czego nie ma”- faktycznie stwierdza Makbet. Z archetypu wyrasta na pełnokrwistego, namacalnego, bliższego nam. Po trzecie przekład Stanisława Barańczaka (1992) nie zostaje odczytany jako archaiczny w zestawieniu z heavy metalem czy iluminacyjnymi zabiegami. Największa uwaga widza skupiona jest na scenografii, a sama dramaturgia rozpisana została tak, żeby zestroić język literacki z tonem Generacji X i Y. Obok komunistycznych goździków mamy sztab operacyjny, gdzie didaskalia do ostatniej sceny wystukiwane są przez armię Malkolma na klawiaturach laptopów. Tusze z rzeźni idą w parze z „mięsistym” kostiumem Litkowskiego, a czarna, połyskująca suknia Hekate (Anna Januszewska) współgra z ostrą perkusją.

Makbet Libera to show wyzbyte popkulturowej papki, puszczające do widza oko wyprostowanym środkowym palcem Fleance’a i wypowiedzianym przez Tego Drugiego w stronę sceny: „bu”. Reżyser mówi: widzę was i wiem, czego chcecie. Zwraca uwagę na rzeczywistość, w której widz więcej chłonie oczami, a obrazy w spektaklu są bardzo sugestywne. Sama scena, podzielona na dwie części, łączy plan główny, gdzie rozgrywają się wątki zaczerpnięte przez Szekspira ze szkockiej legendy z pomieszczeniem przypominającym rzeźnię-akwarium, w którym wiją się czarownice. Wydarzenia z drugiego wnętrza oglądamy zawsze z dystansu. Raz jest to dystans kamery rejestrującej, co wydarza się w świecie wiedźm, raz po prostu przestrzeń dzieląca widza od aktorek. Niczym srebrny ekran, serwuje dozę grozy, seksu i przemocy.

„Strach sprawia, że zaczynamy myśleć o wrogu w sposób abstrakcyjny”- cytując Phila Zimbardo wyjaśnia Seyton (Adam Kuzycz-Berezowski) mechanizmy rządzące światem Libera. Jak w więziennym eksperymencie amerykańskiego psychologa, tak człowiek na deskach teatru staje się tym, na kogo został wykreowany. Dzięki połączeniu tekstu tragedii z obrazami apokalipsy, szekspirowski bohater w ślad Iron Mana Black Sabbath „został przemieniony w stal, w wielkim magnetycznym polu, kiedy podróżował w czasie dla przyszłości rodzaju ludzkiego”. I chociaż w tym świecie również nikt go nie chce, a przyszłość okazuje się dla widza zbyt brutalna i niepokojąca to ogląda się Makbeta z niepoprawną fascynacją. Spektakl trochę przypomina sen, który wywołuje w nas lęk, jednak brniemy w niego głębiej i głębiej, ciekawi, co wydarzy się dalej.

Kinga Cieśluk, Teatralia Szczecin
Internetowy Magazyn „Teatralia” nr 134/2015

Teatr Współczesny w Szczecinie

William Shakespeare

Makbet

przekład: Stanisław Barańczak

reżyseria: Marcin Liber

muzyka: Aleksandra Gryka

scenografia: Mirek Kaczmarek

kostiumy: Grupa Mixer

ruch sceniczny: Iwona Pasińska

współpraca dramaturgiczna: Małgorzata Sikorska-Miszczuk

obsada: Jacek Piątkowski, Wojciech Sandach, Michał Lewandowski, Beata Zygarlicka, Grzegorz Młudzik, Maciej Litkowski, Robert Gondek,  Barbara Lewandowska, Adam Kuzycz-Berezowski, Arkadiusz Buszko, Magdalena Myszkiewicz, Grażyna Madej, Anna Januszewska, Maria Dąbrowska, Ewa Sobczak, Iwona Kowalska, Konrad Pawicki, Paweł Adamski, Przemysław Walich

premiera: 24 września 2011

fot. Bartłomiej Sowa