Kronika Wybrzeża (Urodziny, czyli ceremonie żałobne w czasie wesołego święta)

Kronika Wybrzeża (Urodziny, czyli ceremonie żałobne w czasie wesołego święta)

W siedemdziesiątą rocznicę swych urodzin zebrało się Wybrzeżu na wspomnienia. I to takie bez retuszu, cienia konfabulacji, przykute szpilą groteski i ironii. Bohaterem sztuki Radosława Paczochy jest sam teatr, tworzący w nim na przestrzeni tych kilkudziesięciu lat artyści, aktorzy, reżyserzy i cała świta schowana za kulisami, koorydująca go instytucjonalnie. Strony tej autonarracyjnej kroniki z rzadka jednak zdobią obrazki z sentymentalnej podróży do przeszłości. Na większości z nich ślad odciska szarpanina z historią, ciągle żywą i bolesną, w której wciąż obecne są cienie dymiących krematoriów, pamięć o komunistycznej cenzurze, strzałach w Stoczni Gdańskiej czy ponurym kondukcie robotników noszących na drzwiach ciało zabitego kolegi.

Urodziny, czyli ceremonie żałobne w czasie wesołego święta to swoisty hołd złożony teatralnemu solenizantowi. Patos i pomnikowość wybrzmiewające z niektórych scen Paczocha (a w ślad za nim reżyser Adam Orzechowski) neutralizuje krewkim humorem, przerysowaniem i ironicznym dystansem. Schemat owego przełamywania widać właściwie w każdym momencie spektaklu. Pojawiający się na deskach teatru, w konwencji deus ex machina, kontener opasany urodzinową wstęgą z trzema stymulantami dramatycznego dziania się marynarzami pełni rolę sceny właściwej. Opadające z hukiem na proscenium ściany zasobnika obrazują w przenośni otwarcie księgi, opowieści, wspomnianej kroniki, w której teatr snuje własną historię genezę powstania i perypetie na obyczajowym i politycznym tle drugiej połowy dwudziestego stulecia do teraźniejszości włącznie. Kontener-księga, czytelny symbol portu, stoczni jest przestrzenią, która co rusz zmienia swoje przeznaczenie. Raz (oklejona szczelnie folią i wypełniona kotłującymi się postaciami) zostaje przetransformowana w komorę gazową, innym razem jest buduarem kąpiącej się nago kapryśnej Kaliny Jędrusik, która w latach pięćdziesiątych minionego wieku pod egidą Zamkow, podobnie jak Cybulski czy Kobiela, na chwilę aktorsko zacumowała w Wybrzeżu. Awersem elementów patetycznych sztuki (takich, jak np. emfatyczne enumeracje nazwisk ludzi związanych z teatrem czy przywoływanie ich dosłownych wypowiedzi) są obecne między innymi w jej warstwie werbalnej okraszone ironią luźne zaczepki słowne z publicznością, pogróżki rzucane recenzentom czy zapowiedziany gwałt na widowni. Obecna na każdym poziomie spektaklu metafikcja pozwala na zachowanie krytycznego wglądu w prezentowaną na scenie historię. Jeśli tylko opowieść snuta na scenie choć na moment pogrąży się w nurcie egzaltacji, szybko zostaje zdemaskowana parodystycznym gestem i spoliczkowana wspomnianą ironią.

Twórca Fazy delta rozpisał sztukę na wiele aktorskich głosów. Nieliczne grono z nich miało jednak szansę na trwałe zaistnienie w spektaklu. Paradoksalnie na plan pierwszy wybijają się ci, którzy w założeniu mieli stanowić tło, czyli wspomniana trójka marynarzy w strojach rodem z wodewilu lub disneyowskiej kreskówki. Wchodzący w ich role Jakub Mróz, Piotr Biedroń i Marcin Miodek urzekają pełną swobodą, doskonałą koordynacją ruchową w grupowych scenach tańca, przede wszystkim zaś pomysłem na własną postać. Każdy z nich jest wyrazisty, zindywidualizowany, podąża perfekcyjnie opracowanym charakterologicznym torem od początku do końca. A przecież to w gruncie rzeczy postaci pełniące rolę koodrynatorów akcji, demiurgicznych narratorów, nie bohaterów historii opowiadanej hic et nunc. Pozostali aktorzy nikną w gęstwinie akcji, w nagromadzeniu wątków, nazwisk, dat. Wyjątek stanowi tu niezwykle ekspresyjny Piotr Łukawski, który wciela się w role przedstawicieli władzy różnych ustrojów (od komunistycznego sekretarza i cenzora po kapitalistycznego rekina finansjery) oraz porywający Cezary Rybiński w dialogu z młodszym kolegą aktorem. Interesująco wypada też scena monologu aktorskiego rozczarowania sobą Krzysztofa Matuszewskiego, która zapisuje się jako kolejny popis w dorobku twórczym artysty.

Adam Orzechowski reżyser Urodzin (notabene sam w nim sportretowany) chociaż przeładował swój spektakl informacjami (niejednokrotnie zarezerwowanymi jedynie dla wtajemniczonych w akta trójmiejskiej Melpomeny) i nieco go przegadał, punktuje obraną strategią intertekstualną. W rachubę wchodzą tu nie tylko zaczerpnięte z różnych macierzy gatunkowych chwyty wykorzystywane na scenie (np. farsa w postaci reality show z nieżyjącymi reżyserami, wspomniane elementy wodewilu). Mówiąc o teatrze, nie sposób bowiem nie pozostawić tropów dookreślających jego tożsamość, profil. Metatekst towarzyszy widzowi zatem na każdym kroku i świetnie oddaje jedną z idei wpisanych w istotę teatru jako zwierciadła, w którym przegląda się człowiek. Świetnie uwidacznia się to w scenach, gdzie narratorzy w wyciętych z kartonu koronach na głowach snują opowieści dawno, dawno temu o bohaterach dramatów, począwszy od tragedii antycznej po współczesność, później z kolei tego samego zwrotu używają w odniesieniu do postaci zakotwiczonych w naszej nieodległej historii.

Prócz ciekawych technik obrazowania spektakl wspierają ponadto kompatybilna ze sceniczną akcją muzyka oraz efektowna scenografia Magdaleny Gajewskiej. Pomysł na wspomniany wielofunkcyjny kontener to zaledwie jeden z wielu nietuzinkowych rozwiązań ornamentyki przedstawienia. Gdy mowa o wydarzeniach w Stoczni Gdańskiej, przejmująco oddziałują na wyobraźnię osiekające krwią litery układające się w napis Solidarność (wykonane z zabarwionego na czerwono lodu). Świetny efekt uzyskała scenografka, manipulując z pozoru zwykłym rekwizytem, jakim jest wanna. W spektaklu pławi się w niej nie tylko Kalina Jędrusik. Służy ona też jako łódź dla marynarzy czy podest dla przemawiającego sekretarza.

Spektaklowi Orzechowskiego można zarzucić przegadanie i miejscami hermetyczny charakter, ale przy tym natłoku wielowątkowości, bogactwie kontekstów literackich i tych historycznych o znużeniu nie może być mowy. Umocowanie Urodzin w interakcji z publicznością dodatkowo wzmacnia ten efekt dynamiczności, multiwalencji. Wszakże siedemdziesiąt lat to kawał historii do opowiedzenia.

 

Anna Kołodziejska, Teatralia Trójmiasto

Internetowy Magazyn „Teatralia”, numer 199/2017

Teatr Wybrzeże, Gdańsk

Radosław Paczocha

Urodziny czyli ceremonie żałobne w czasie wesołego święta

reżyseria: Adam Orzechowski

scenografia: Magdalena Gajewska

muzyka: Marcin Mirowski

obsada: Dorota Androsz, Agata Bykowska, Katarzyna Dałek, Marta Herman, Katarzyna Z. Michalska, Maria Mielnikow-Krawczyk, Marzena Nieczuja Urbańska, Piotr Biedroń, Piotr Chys, Jerzy Gorzko, Michał Jaros, Michał Krawczyk, Piotr Łukawski, Krzysztof Matuszewski, Marcin Miodek, Jakub MrózRobert Ninkiewicz, Jakub Nosiadek, Zbigniew Olszewski, Grzegorz Otrębski, Cezary Rybiński, Marek Tynda, Piotr Witkowski

premiera: 7 kwietnia 2017

fot. mat. teatru

Anna Kołodziejska  rocznik 1983. Bez literatury, muzyki i kina nie wyobraża sobie egzystencji. Trosk skutecznie pozbywa się podczas górskich eskapad. Teatr jest dla niej po trosze wszystkim: zapomnieniem, wyrocznią, tajemnicą, poznaniem... życiem, bo jego istota z niego wyrasta.