Kotek ma pazurki, choć może to szpony (Gniew)

Spektakl Gniew – oprócz dokładnej analizy afektu – pokazuje także, że potrzebne jest wypracowanie nowego, nieprzemocowego sposobu mówienia o doświadczeniu męskiego dorastania. Osaczając odbiorców w zamkniętej przestrzeni sceny, bez możliwości ukrycia się choćby pod ścianą, aktorzy zmuszają ich do współuczestniczenia poprzez odczuwanie.

Dzieło Małgorzaty Wdowik miałem okazję oglądać w towarzystwie wycieczki szkolnej składającej się z dzieci w wieku około 10–11 lat. Rozpoczynam od tej pozornie nieistotnej informacji nie dlatego, by udowodnić, że w przedstawieniu tym można uczestniczyć bez ograniczeń wiekowych, ale w celu zwrócenia uwagi na interesującą zbieżność. Gniew współtworzony jest przez troje aktorów Teatru Powszechnego (Grzegorz Artman, Mateusz Łasowski, Oskar Stoczyński) oraz czterech nastolatków w wieku 12–15 lat (Sebastian Koncewicz, Kajetan Dąbrowski, Łukasz Ludwiniak, Aleksander Kwiatkowski). Wymieszanie pokoleń poświadcza na pewnym poziomie uniwersalność doświadczenia emocjonalnego – nienowa to myśl, że gniew spaja, zwłaszcza kiedy jest podobnie wyrażany.

Gniew rozgrywa się we wspólnej dla publiczności i aktorów przestrzeni, która została zaadaptowana do gry terenowej. Przed rozpoczęciem pokazu widz otrzymuje mapkę mającą pomóc mu w orientacji, lecz zaraz okazuje się, że na niewiele się ona przyda. Choć układ sceny – umożliwiający uczestnikom eksplorację – oraz gra aktorów początkowo imitują wrażenie swobody, to jednak szybko okazuje się, że skupienie uwagi odbiorcy zostało wcześniej dokładnie zaplanowane przez twórców. Na wręczonym widzom planie zaznaczono ściany, które potencjalnie mogłyby stanowić bezpieczną przystań, gdzie można by było odetchnąć czy przyjąć pozycję zdystansowanego obserwatora, tyle że schowani za nimi artyści nie pozwalają na ich podpieranie. A to zaczepiają niczego się niespodziewających widzów, a to niejako ich atakują czy zmuszają do zajęcia aktywnej pozycji. Dlatego właśnie „swobodna eksploracja” okazuje się złudzeniem. Garstka występujących swoim działaniem skupia w jednym miejscu całą publiczność. Wzbudza to dezorientację i niepokój wywołany już samą obecnością w otwartej przestrzeni, lecz wymusza także pełny współudział przez współodczuwanie tytułowego afektu. Osaczenie czy poczucie niebezpieczeństwa są częściami składowymi gniewu. Dzięki ruchowi scenicznemu oraz montowaniu rozgrywających się symultanicznie scenek rodzajowych na punktach zaskoczenia (nagłe rozbicie płyty gipsowej czy przewrócenie wieży ze skrzynek po piwie) aktorom udaje się wzbudzić u odbiorcy uwagę, która de facto jest wynikającym ze stresu napięciem. Ogarnięcie, zrozumienie tego „przemyślanego chaosu” okazuje się praktycznie niemożliwe. Jak napisali twórcy na stronie teatru: „Pobudzają się odpowiednie ośrodki w mózgu, serce zaczyna bić szybciej […]”.

Mimo to trudno określić, co nakręca narrację spektaklu. Pomijając brak fabularnej nici, sama kategoria gniewu w rozumieniu twórców okazuje się względnie płynna. Płynnością nazywam efekt dokładnej analizy afektu – dzięki temu poznajemy różne rodzaje gniewu: może za nim stać agresja, lęk, rywalizacja, a także depresja; zarówno gniew uwarunkowany społecznie, jak i ten związany z samotnością. Rozbicie tytułowej emocji, niemal laboratoryjne próby jej odtworzenia w warunkach scenicznych dają wgląd nie tylko w oczywiste związki przyczynowo-skutkowe, lecz także w niejednorodność afektu. Myślę, że większość z nas, widzów, żyjących przecież w tym samym społeczeństwie, mogących nawet dorastać w podobnych warunkach, dzielących także pewne doświadczenia pokoleniowe, zna mechanizm kręgu agresji (jestem agresywny, ponieważ ktoś inny był agresywny wobec mnie). Wdowik oraz jej zespół próbują natomiast w pójść dalej w zrozumieniu emocjonalności, czyli zbadać, jak bardzo jest ona różnorodna. Przez względność natomiast rozumiem zawężenie spektrum do gniewu o charakterze raczej męskim czy chłopięcym i do tego skupionym głównie wokół specyficznego, kluczowego momentu życia, czyli dorastania. Nie nazwałbym jednak tego ukierunkowania sytuacją w żaden sposób wykluczającą. Wydaje mi się, że chodzi tu o próbę wyzwolenia z toksycznego uczucia, uwolnienia wskazującego na silną potrzebę stworzenia nieprzemocowego języka, który miałby pomóc w mówieniu o męskim doświadczeniu wchodzenia w dojrzałość.

To, że spektakl nie ma ograniczeń wiekowych, może wynikać prawdopodobnie ze specyfiki procesu twórczego, w którym złączono doświadczenia starszych aktorów, mogących spojrzeć na swoje dojrzewania z perspektywy czasu, z przeżyciami młodszych – dopiero uczących się rozumienia tej emocji. Dzieląca ich różnica pokoleniowa okazała się zadziwiająco łatwa do przekroczenia, a bariera między twórcami a odbiorcami przestała mieć większe znaczenie. Oprócz momentów pełnego uczestnictwa, w których nawiązywały się interakcje (w tym nawet zaproszenie do wejścia w rolę), odczułem coś, co nazwałbym innym, niepełnym rodzajem partycypacji w teatrze. Rozumiem przez to współodczuwanie tytułowego afektu, ale już nie w formie przedstawiania, ale uczestnictwa w performansie. Artyści poprzez próby osaczenia własnym gniewem próbują wzbudzić u widza inny gniew.

Oglądanie zainscenizowanych doświadczeń wywołało we mnie (i podejrzewam, że nie jestem w tym osamotniony) potrzebę przyjrzenia się własnej emocjonalności. Wiele z tych krótkich scenek, wydarzeń potrafię, niemal jeden do jednego, odnieść do posiadanych wspomnień. Spektakl, niczym słynna magdalenka, przywołał serię obrazów z czasów mojego dorastania oraz prób odnalezienia się w gniewnym świecie. Taka analiza po latach wydaje się niezwykle odświeżająca, w pewien sposób oczyszczająca. Przedstawienie prowokuje także do zastanowienia się nad bardzo istotną kwestią języka – trzeba umieć rozmawiać o tak kluczowym momencie, jak wchodzenie w dorosłość. Są to niektóre z przyczyn gniewu, jednak – poprawcie mnie, jeśli się mylę – milczenie tylko podkręca negatywne emocje. Sztuka Wdowik pyta pośrednio o sposoby umieszczenia mężczyzny w strukturach społecznych czy kulturowych wzorcach zachowań, czym realizuje postulaty krytyki feministycznej lub konkretniej, wywodzących się z feminizmu men’s studies.

 

Mateusz Kaliński, Teatralia Warszawa

Internetowy Magazyn „Teatralia”, numer 270/2019

 

Gniew, Teatr Powszechny

reżyseria:  Małgorzata Wdowik

dramaturgia: Szymon Adamczak

scenografia i kostiumy: Dominika Olszowy

druga scenografka: Małgorzata Nawrot

ruch sceniczny: Marta Ziółek

muzyka: Paweł Kulczyński

reżyseria światła: Aleksandr Prowaliński

asystentka scenografki: Sara Szostak

inspicjentka: Barbara Sadowska

obsada: Grzegorz Artman, Mateusz Łasowski, Oskar Stoczyński (aktorzy Teatru Powszechnego) oraz Sebastian Koncewicz, Kajetan Dąbrowski, Łukasz Ludwiniak i Aleksander Kwiatkowski (czworo nastolatków wybranych podczas warsztatów teatralno-ruchowych Małgorzaty Wdowik i Marty Ziółek)

premiera: 21 września 2018

fot. Natalia Kabanow

Mateusz Kaliński – student na Wydziale Polonistyki UW; publikował m.in. w „Teatrakcjach”, „Feeriach”, „E-splocie”, „Cafe Noir”.