Kobiety same się „ulalkawiają” - wywiad z twórczyniami spektaklu "Lala"

Kobiety same się „ulalkawiają” – wywiad z twórczyniami spektaklu „Lala”

Z Barbarą Songin i Aleksandrą Gronowską z Kolektywu Artystycznego FURU, twórczyniami spektaklu Lala zrealizowanego w ramach konkursu OFF: PREMIERY / PREZENTACJE w Teatrze Ósmego Dnia w Poznaniu, rozmawia Joanna Grześkowiak.

Joanna Grześkowiak: Czy scenariusz spektaklu Lala miałyście gotowy już wcześniej i szukałyście producenta, czy pracowałyście nad spektaklem pod kątem wystawienia go w Teatrze Ósmego Dnia?

Barbara Songin: Był tylko pomysł i dręcząca myśli tematyka. Ponieważ bardzo szybko od powstania pomysłu pojawiło się ogłoszenie o naborze na OFF: PREMIERY / PREZENTACJE to miał on okazję rozwijać się w tym właśnie kierunku. Scenariusz powstawał symultanicznie z pracą nad spektaklem, tą merytoryczną, kiedy zbierałyśmy materiały i potem tą sceniczną, w trakcie prób.

Zbigniew Libera w pracy pod tytułem Jak tresuje się dziewczynki pokazał, że od najmłodszych lat mają one narzucane odpowiednie do płci wzorce kulturowe. Tym sposobem pozbawia się je wolnego wyboru w kwestii zachowania, ubierania się, miejsca w przestrzeni publicznej. Czy w przypadku wykreowanych przez Was w spektaklu kobiet jest podobnie?

Aleksandra Gronowska: Z jednej strony oczywiście tak. Ponieważ te lale, które daje się dziewczynkom, od początku wtłaczają im określone wzorce. Z drugiej strony, co było dla nas odkryciem podczas pracy nad spektaklem, kobiety i dziewczyny same sobie to robią. To znaczy, że to nie jest tylko im wpojone, ale same się „ulalkawiają”. Dobrym przykładem są Human Dolls, czyli kobiety, które robią szereg operacji plastycznych, stosują specyficzny make-up, żeby upodobnić się do lalek.

B. S.: Próbowałyśmy zmierzyć się z tematem lalki i wzorców, które mogłyby być zaczerpnięte od lalek oraz produktów do zabawy dla dzieci i dla dorosłych. Mają one niejako wpływ na podejmowane przez ludzi decyzje, szczególnie w przestrzeni kreacji. Bawiąc się lalką czy używając jej obdarzamy ją jakimiś cechami. Natomiast lalka sama w sobie jest już wykreowanym wizerunkiem. Szukając wokół tego tematu znalazłyśmy wiele przestrzeni kreacji. Tego, jak lalka wygląda, jak jest postrzegana, do czego może służyć.

Oglądając Wasz spektakl miałam wrażenie, może to zbyt mocne słowo, że jest on dość szowinistyczny. Czy właśnie takie było Wasze założenie?

B. S.: Chciałyśmy zabawić się bardzo mocnym stereotypem, choć to niezwykle złożony, wielobarwny problem. Może w laboratorium udałoby się zbadać i ogarnąć wszystkie niuanse tematu, jego pośrednie etapy. Oczywiście spektakl momentami nabiera szowinistycznego tonu, ale myśląc o jego plastyce i o postaciach, skłaniałyśmy się ku temu, żeby to były bardzo mocne barwy, bardzo mocne znaki, karykatury. To, jak nasze bohaterki funkcjonują w tym świecie, rzeczywiście jest skutkiem tego, że mają one jakiś wzorzec, do którego się odnoszą, i który nimi pośrednio manipuluje. Pokazujemy zamknięcie się w sferze marzeń i wyobrażeń każdej z tych kobiet. Tak jak Ola powiedziała, one same sobie to robią. Z jednej strony oczywiście mają bazę, która je do tego pobudza, a z drugiej strony – jest to ich decyzja.

A. G.: Mają wybór. Kobiety oburzają się, kiedy są postrzegane jak „głupie laleczki”, walczą o wizerunek inteligentnej, silnej kobiety i oczywiście takie są. Z drugiej strony, istnieje typ kobiet, które same „wciskają” się w jakieś przedziwne relacje, stosują specyficzny makijaż i to jest dla nich atrakcyjne.

B. S.: Na wielu płaszczyznach pojawia się dualizm. Ludzie nie są oczywiści. Potrafimy jednocześnie chcieć dwóch zupełnie skrajnych rzeczy. Mieć jakieś wyobrażenie o sobie, dążyć do jeszcze czegoś innego, na co dzień być kimś innym, a kreować się tak, że ktoś postrzega nas jeszcze zupełnie inaczej. Te rzeczy się w sobie mieszczą.

Jakie są Wasze dalsze plany związane ze spektaklem Lala?

B. S.: Z radością odetchniemy po bardzo intensywnym roku, który nam właśnie mija. Natomiast chcemy pokazywać ten spektakl. Myślę, że będzie się on przez cały czas rozwijał. Taka premiera jest zawsze fajnym punktem na drodze życia spektaklu.

A. G.: Ten temat jest tak szeroki, że nie wyczerpałyśmy do końca wszystkiego co chciałybyśmy jeszcze powiedzieć.

B. S.: Niewykluczone, że pojawią się jakieś nowe sceny. Lubię spektakle takie jak ten, bo ma on potencjał do tego, żeby się rozwijać, co zawsze wprowadza świeżość. Na pewno chciałabym żeby trafił w przestrzenie nieoczywiste. Nie tylko do publiczności teatralnej. Wiadomo, że to miejsce, w którym się znajdujemy ma już swoją wyrobioną markę i wychowaną publiczność. Chciałybyśmy trafić do publiczności, która nie jest wychowana i która nie zaakceptuje tak łatwo naszych wyborów. Jestem ciekawa odbioru i reakcji ludzi.

Czy myślicie nad kolejnym wspólnym projektem?

B. S.: Oczywiście! Mamy już nawet pomysł, ale o tym na razie cicho sza!

Joanna Grześkowiak, Teatralia Poznań
Internetowy Magazyn „Teatralia”, nr 82/2014