Kobieta z żelaza kontra reszta świata (Wassa Żeleznowa)

Kobieta z żelaza kontra reszta świata (Wassa Żeleznowa)

Najnowsza premiera Teatru Jaracza to opowieść o konsumpcjonizmie, który pożera wszystko, co stanie mu na drodze – uczucia, wyższe wartości, więzi rodzinne. To przypowieść o tym, co się stanie, jeśli wybierzemy mieć zamiast być. A właściwie o tym, że istnienie takiego wyboru, to fikcja.

Oglądając Wassę Żeleznową w reżyserii Leny Frankiewicz, trudno uwierzyć, że Maksym Gorki napisał pierwszą wersję tego dramatu ponad sto lat temu. Jego tekst, uaktualniony przez dramaturżkę Małgorzatę Maciejewską, brzmi tak współcześnie, jakby powstał na podstawie obserwacji zmieniających się relacji społecznych ostatniego dziesięciolecia. Czasu, gdy pogoń za posiadaniem zdominowała absolutnie każdą dziedzinę życia, podporządkowała sobie nawet związki rodzinne. Uaktualniona została też scenografia i kostiumy. Te z epoki współczesnej Gorkiemu pojawiają się dopiero w drugiej części spektaklu. W pierwszej Wassa Żeleznowa (znakomita w tej roli Gabriela Muskała) wita widzów zza laptopa, siedząc w swoim eleganckim gabinecie pełnym stali i szkła. Wygląda jak ucieleśnienie sukcesu. I od pierwszej chwili zaczyna dyrygować wszystkimi osobami ze swojego otoczenia.

Wassa Żeleznowa to twarda bizneswoman, która na piedestale wyznawanych wartości stawia dobro rodziny. Ale owo dobro nie jest liczone w godzinach spędzonych z dziećmi, na zabawach z nimi, na słuchaniu o ich problemach, obserwowaniu jak dorastają. Dobro rodziny w tym przypadku ma bardzo konkretną, liczoną w rublach wartość. Jest nim zysk, jaki przynosi firma prowadzona przez Wassę. Życie zawodowe podporządkowane bilansowi zysków i strat przekłada się na relacje rodzinne. Nie jest problemem, że mąż Wassy –  Sergiusz Żeleznow (Andrzej Wichrowski) – jest pedofilem. Kłopot polega na tym, że proces, który grozi mu za gwałt na nieletniej, może zaszkodzić interesom. Sergiusza trzeba więc się pozbyć. Z zimną krwią, bo w tym świecie wszystko ma temperaturę chłodnego wyrachowania. Wassy nie martwi, że jej jedyny syn jest śmiertelnie chory. Udręką jest to, że po jej śmierci nie będzie mógł przejąć rodzinnego biznesu. Ideałem będzie więc wychowanie sobie następcy idealnego. Materiał został już wybrany – wnuczek. Cena, którą trzeba za to zapłacić, to odebranie go rodzicom, trzymanie pod kluczem i wpajanie systemu wartości, w którym najważniejszy jest pieniądz. Za pieniądze można kupić wszystko, w tym strach i pozorny szacunek. W tym świecie nic nie jest prawdziwe.

Ciekawie w spektaklu Frankiewicz przeplata się to, co stereotypowo określamy jako pierwiastek męski i żeński. Tutaj siła, sprawowanie rządów twardej ręki, cała odpowiedzialność za utrzymanie domu i prowadzenie firmy, są domeną Wassy. To ona, a nie jej mąż czy brat, jest głową rodziny. Mężczyźni są nieporadni, zdominowani przez swoje słabości. Sergiusz i Prochor są alkoholikami ze skłonnościami do przemocy seksualnej, Piatiorkin jest bezwładną kukłą, marionetką za której sznurki pociąga Wassa. Żeleznowa wzorców postępowania nauczyła się od męża. On wpoił jej, że szacunek zdobywa się siłą i poniżeniem. Świat Żeleznowów jest wypaczony, jak obraz w okalających scenę lustrach. Użycie ich, jako dominującego elementu scenografii, jest z resztą doskonałym pomysłem. Obraz w lustrach jest niewyraźny, rozmyty, wykrzywiony. Widz patrzy w nie, szuka swojego odbicia, ale go nie znajduje. Nie znajduje w nim tego, czego się spodziewa. Tak, jak u Żeleznowów nie znajdzie miłości i zrozumienia, jakie w rodzinie spodziewałby się odszukać.

Może się wydawać, że spektakl ma przesłanie moralizatorskie. Że reżyserka kiwa palcem i mówi: nie idźcie tą drogą. Gdy jesteśmy już przekonani o tym na sto procent,  na scenie pojawia się Raszel (Magdalena Jaworska). Rasza jest rewolucjonistką, lewacką prowokatorką, która nie boi się krytykować stylu życia Wassy. Krzyczy, buntuje się, tupie nogą. Wygłasza tyrady o zagrożeniu, jakie dla życia rodzinnego niesie podporządkowanie go prawom ekonomii. Ale jest przy tym bardziej śmieszna, niż przekonująca. Zamiast wzbudzić wyrzuty sumienia, wzbudza znudzenie. Wybór pomiędzy mieć – Wassą, a być – Raszą, jest pozorny. Jak wszystko tutaj. Jego bezsensowność jest dosadnie zobrazowana poprzez usadzenie Raszy pomiędzy członkami rodów Chrapow i Żeleznow. Bunt i rewolucja zostały zduszone, usidlone. Idee poddały się szarości życia, na którą składa się potrzeba zjedzenia, napicia się i spokojnego snu. Żeby móc im sprostać – potrzebne są pieniądze. Choć zmienia się kapitan okrętu, ten płynie dalej po raz obranym kursie.

 

Sandra Kmieciak, Teatralia Łódź

Internetowy Magazyn „Teatralia”, numer 171/2016

 

Teatr im. Stefana Jaracza w Łodzi

Maksym Gorki

Wassa Żeleznowa

przekład: Olga i Aleksander Watowie

reżyseria: Lena Frankiewicz

sramaturgia: Małgorzata Maciejewska

scenografia i kostiumy: Michał Korchowiec

muzyka: Kamil Pater

choreografia: Iza Chlewińska

obsada: Gabriela Muskała (Wassa Borisowna Żeleznowa), Andrzej Wichrowski ( Sergiusz Piotrowicz Żeleznow), Michał Staszczak (Prochor Borisowicz Chrapow), Agnieszka Skrzypczak (Natalia), Katarzyna Cynke (Ludmiła), Magdalena Jaworska (Raszel), Matylda Paszczenko (Anna Onoszenko), Iza Chlewińska ( Liza), Marcin Włodarski  (Piatiorkin)

premiera: 9 kwietnia 2016

fot. M. Hueckel (mat. teatru)

Sandra Kmieciak – z wykształcenia doktor nauk humanistycznych, z zamiłowania fotograf, w praktyce specjalista ds. promocji. Główne dziedziny jej zainteresowań to: sztuka współczesna, teatr multimedialny, teatralizacja i performatyzacja Internetu.