Kobieta, która zamieniła się w Abbę (Moja Abba)

Kobieta, która zamieniła się w Abbę (Moja Abba)

Wrocławski Capitol dwunastego maja powrócił do Polski czasów komunistycznych – długich kolejek, donosów na milicję, skrzypiących kanap i fascynacji rodaków zagranicznym, dalekim światem – w tym przypadku Abbą. Na Małej Scenie aktorzy wykonali kilka najsłynniejszych numerów szwedzkiej grupy – we własnych, o wiele ciekawszych muzycznie aranżacjach, a świetności dopełnia interesująca fabuła.

Tomasz Man napisał i wyreżyserował sztukę, którą bardzo łatwo byłoby zepsuć. Po pierwsze, przez symboliczny temat, łatwy do sprofanowania, a po drugie, z powodu legendarnych utworów, których nowe aranżacje mogłyby spotkać się z dezaprobatą. Tutaj niemal każdy element składa się na sukces przedstawienia.

Swoje zasłużone miejsce w fabule spektaklu odnajdą między innymi takie utwory, jak: Waterloo, The winner takes it all, Money Money Money czy SOS. Warto udać się na tę sztukę choćby przez wzgląd na samą muzykę.

Kobieta zafascynowana Abbą (Justyna Antoniak) umila sobie trudne warunki życia w PRL-u śpiewaniem piosenek ulubionego zespołu. Śpiewaniem na balkonie – należy dodać, bo o to właśnie toczy się konflikt. Niezadowoleni sąsiedzi nieustannie wnoszą skargi na pasjonatkę szwedzkiej muzyki, obwiniając ją o wszystkie nieszczęścia, które ich spotykają (począwszy od utraty słuchu po śmierć kota). Przed wzburzonymi współlokatorami tłumaczą się mąż bohaterki (Konrad Imiela) oraz córka-trzpiotka (Helena Sujecka), upatrująca zewsząd kogoś, kto zapewni jej sławę i pieniądze. Niestety reżyser (Maciej Maciejewski), którego poznała, okazuje się być znacznie bardziej zainteresowany jej matką – to właśnie jej obiecuje karierę w telewizji i mnóstwo pieniędzy. Odtąd nie będzie musiała szyć ubrań, nosić peruk i latami odkładać na wyjazd do muzeum Abby – wszystko ma do niej po prostu przyjść i pozwolić się sobą cieszyć.

Choć Moja Abba nie zachwyca fabułą (szczególnie pod koniec staje się zbyt egzaltowana), to zachowuje trudną do uzyskania spójność wątków z wykonywanymi piosenkami i dramaturgicznym napięciem. To lekki, momentami zabawny spektakl, który przede wszystkim zachwyca doskonałymi wokalami całej czwórki aktorów. Justyna Antoniak wykonuje kilka piosenek solo, zaskakując (nie wiem, czy resztę publiczności, ale mnie na pewno) fantastycznym głosem. Imiela gra z wrodzoną nonszalancją , Sudecka jest frywolna i karykaturalna, a Maciejewski daje pokaz swojego aktorskiego kunsztu, bawiąc się konwencją i wyśmiewając showbiznes.

Justyna Antoniak przez niemal cały spektakl siedzi plecami do widowni – jej połyskująca sukienka, blond peruka i gitara przywołują Agnethę, a ona sama buduje wokół siebie aurę tajemniczości. W podsycaniu  tajemniczego nastroju pomaga jej gra świateł – te właściwie stanowią jedyną, lecz w pełni wystarczalną scenografię.

To opowieść o kobiecie, która otoczona szarością PRL-u szuka alternatywnego życia, w efekcie gubiąc swoją prawdziwą tożsamość. Abba jest obietnicą lepszej przyszłości, obietnicą – jak się okazuje – bez pokrycia. Ale wrocławska Moja Abba wywiązuje się ze swoich zobowiązań – to spektakl aktorsko i wokalnie doskonały, w którym dominuje muzyka, a ta jest doprawdy fantastyczna.

Karolina Obszyńska, Teatralia Wrocław
Internetowy Magazyn "Teatralia" numer 60/2013

Teatr Muzyczny Capitol
Moja Abba
scenariusz i reżyseria: Tomasz Man
scenografia i kostiumy: Anetta Piekarska-Man
kierownictwo muzyczne i aranżacje piosenek: Magdalena Śniadecka
audiosfera: Marek Otwinowski (Karbido)
występują: Justyna Antoniak, Helena Sujecka, Konrad Imiela, Maciej Maciejewski
premiera na Małej Scenie: 12 maja 2013

fot.: mat. prasowe

Karolina Obszyńska (rocznik 1989) – studentka filologii polskiej (specjalność teatrologiczna) i judaistyki na Uniwersytecie Wrocławskim, wcześniej na Uniwersytecie Warszawskim. W „Teatraliach” od 2009 roku, w teatrze od zawsze. Publikuje także na portalu wywrota.pl. Ponad wszystko kocha pantomimę i teatr dramatyczny – szczególnie spektakle Krystiana Lupy i Krzysztofa Warlikowskiego.