Każdy znajdzie coś dla siebie, a ostatni gasi światło (Made in Heaven)

Każdy znajdzie coś dla siebie, a ostatni gasi światło (Made in Heaven)

Festiwal Dni Sztuki Współczesnej w Białymstoku obchodzi w tym roku jubileusz trzydziestolecia istnienia. To duża impreza, którą charakteryzuje przekrój wielu różnych sztuk. Ten eklektyzm zdecydowanie należy do zalet, choć trudno znaleźć klucz doboru repertuaru, którym kierowali się organizatorzy. Każdy może dobrać coś dla siebie, choćby z dziedziny teatralnej. W ciągu dziesięciu dni prezentowane są spektakle dla dzieci i dorosłych, na powietrzu i w zamkniętych przestrzeniach. Zawarte w programie przedstawienia wykorzystują również różne formy. Są to performance, akcje oraz spektakle. Pojawia się taniec, lalki, teatr dramatyczny – w wersji studentów AT w Białymstoku, artystów o ugruntowanej pozycji i dorobku ( np. Teatr Ósmego Dnia czy Dada von Bzdülöw) czy aktorów nieprofesjonalnych (Teatr 21 pod kierownictwem Justyny Sobczyk). Różnorodność jest tak wielka, że można by wymienić dalej. W ramach festiwalu oprócz nurtu teatralnego można się wybrać na koncerty, wystawy – od komiksów do murali. Na tym nie koniec – są także filmy, rozmowy z artystami czy debaty. Bardzo istotnym elementem programu są działania edukacyjne czy angażujące widzów. Wśród nich znalazły się warsztaty np. z tworzenia rzeźby pianką montażową przeprowadzone z młodszymi mieszkańcami blokowisk Białegostoku, warsztaty typoaktywne, indywidualne spotkania z Tomaszem Bazanem w ramach Days for Dancing. Wreszcie jest też gra performatywna Metoda Ustawień Narodowych, której szkicowy scenariusz przenosi uczestników na Podlasie 1946 roku. Na koniec tej i tak okrojonej esencji programowej warto dodać, że większość wydarzeń jest bezpłatna, a ceny ewentualnych biletów są całkiem przystępne.

W dużej mierze Dni Sztuki Współczesnej wspierają artystów regionalnych – nie tylko przez zaproszenie, uwzględnienie w programie gotowych dzieł – zdecydowanie bardziej bezpośrednio, czyli przez koprodukcję. Jednym z takich wydarzeń był spektakl Made in Heaven białostockiej grupy Coincidentia, który powstał przy wsparciu finansowym 30 edycji festiwalu. Do współpracy zaproszono także Austriaka Christopha Bochdansky’ego – reżysera i autora koncepcji scenariusza, ale nie tekstu, bo ten powstawał przy udziale Marty Guśniowskiej oraz w ramach improwizacji aktorskich. To nie jest spektakl, który można streścić ani wskazać główny temat czy zagadnienie. Nie ma w nim klarownie rozwijającej się fabuły, a już na pewno logiki przyczynowo – skutkowej. Widz znajdzie w nim za to wiele absurdalnych i komicznych, luźno powiązanych ze sobą scen. Z zapowiedzi Made in Heaven wynika, że jest to spektakl o początku świata, który wprawiony w ruch powoli wymyka się spod kontroli stworzycieli, podobnie jak dziecko staje się samoistnym, niezależnym bytem. Widzów wita zatem para uroczych demiurgów planujących architekturę krajobrazu jakiejś krainy. On (Paweł Chomczyk) i Ona (Dagmara Sowa) przypominają małżeńską parę w stylu amerykańskich lat ’50. Tańczą i zwracają się do siebie i do publiczności nader uprzejmie, przynajmniej do momentu sporu o skarpetki. Gdy pluszowa kraina (geograficznie całkiem do Polski podobna) już jest gotowa, następuje wolta – jak się okaże jedna z wielu. Na chwilę znajdziemy się w kręgu mitów słowiańskich i wędrówki dziecka, by za moment skupić się na rozrywaniu i tak bezgłowej żaby (formalne podobieństwo do Kermita z Mapetów nie przypadkowe). Artyści mylą tropy, zmieniają bohaterów, do jednych wracają, do innych nie. Chomczyk i Sowa przeobrażają się wielokrotnie, co wymaga wielkich nakładów energii, sprawnego warsztatu aktorskiego i fizycznego, a także improwizacji. Tworzeniu nowych postaci pomaga im animowanie lalek czy maski, jednak nawet wtedy wykorzystują swoje atrybuty, ogrywają cielesność (np. znaczną różnicę wzrostu). Dwójce aktorów towarzyszy akordeonista Robert Jurčo, którego muzyka podbija tempo spektaklu, uwypukla rewiowy, krotochwilny charakter całego przedsięwzięcia, pomaga przenosić się z akcji do akcji czy z miejsca do miejsca. Ostatecznie jednak cała trójka znajdzie się w brzuchu wielkiego, muślinowego potwora. „A ostatni gasi światło”.

Puenta niczym z Monty Pythona nie powinna dziwić, gdyż spektakl to kolaż scen, form i postaci bazujący na humorze sytuacyjnym, karykaturze, absurdzie. Zabiegi z powodzeniem służą dobrej, bezpretensjonalnej zabawie i zdaje się tylko niej. Nie każdy widz odnajdzie się jednak w tej poetyce. Publiczność premierowa podzieliła się bowiem na tych, których gromki śmiech wypełniał przestrzeń nad głowami tych skonfundowanych, nieco bezradnych wobec spektaklu. Bogaty, różnorodny program festiwalowy za pewne ma dla nich jeszcze coś w zanadrzu.

Weronika Łucyk, Teatralia
Internetowy Magazyn „Teatralia” numer 140/2015

30. Dni Sztuki Współczesnej w Białystoku, 28.05-06.06.2015

Made in Heaven

scenariusz, reżyseria, scenografia: Christoph Bochdansky
współpraca dramaturgiczna: Marta Guśniowska
współpraca scenograficzna: Małgorzata Tarasewicz-Wosik
współpraca choreograficzna: Karolina Garbacik
muzyka na żywo: Robert Jurčo
występują: Dagmara Sowa i Paweł Chomczyk
produkcja: Białostocki Ośrodek Kultury – Dni Sztuki Współczesnej i Grupa Coincidentia

fot. Michał Strokowski