Każdemu wolno kochać (Następnego dnia rano)

Nikt nie ma prawa oceniać tego, w jaki sposób się zakochujemy i kogo wybieramy na towarzysza życia. Wydawałoby się, że partnerzy na jedną noc nie są wymarzonymi kandydatami na małżonków. Sztuka Następnego dnia rano weryfikuje te poglądy.

Spektakl Petera Quiltera w reżyserii Cezarego Morawskiego przedstawia historię Kaśki (Aneta Todorczuk-Perchuć) i Karola (Przemysław Sadowski), którzy poznali się przypadkiem, w kinie. Spotkanie, zakrapiane zresztą alkoholem, kończy się w sypialni kobiety. Kiedy następnego dnia Karol się budzi, nie wie jeszcze, że jedna z jego licznych nocnych przygód doprowadzi go do ołtarza.

Historia niby zwyczajna – dwoje ludzi poznaje się przypadkiem, trafia do łóżka, on nazajutrz nie pamięta jej imienia. I tu kończy się przeciętność sytuacji. Rankiem do pokoju Kaśki wkracza ze śniadaniem jej matka (Anna Gornostaj). Okazuje się, że ona i córka nie mają przed sobą żadnych tajemnic. Gdy ta pierwsza bezpardonowo pakuje się do łóżka młodych i żąda szczegółów z nocnych przeżyć, mężczyzna doznaje szoku.

Seksualne wyzwolenie jest wszechobecne – Karol jest jednym z wielu partnerów Kaśki, ona ma być jego czterdziestą siódmą. Matka, która rozstała się z mężem, ma wielu kochanków (jednym z nich jest listonosz). Z kolei fotografowanie chłopięcych przyrodzeń i przesyłanie ich bratu homoseksualiście (Krzysztof Pluskota) to dla Kaśki coś zupełnie oczywistego.

Po trzech miesiącach para postanawia się pobrać. Rodzina Kaśki nalega na tradycyjny ślub, a Karolowi ofiaruje garnitur po dziadku i ślubne bokserki w serduszka. Nie ma wątpliwości – to prawdziwa miłość. Karol akceptuje ekscentryczną rodzinę żony, ba, jadą we czwórkę w podróż poślubną do Turcji. Tam Baśka, czyli matka Kaśki, i jej brat Marcin poznają być może własnych partnerów na całe życie. Tymczasem Karol przejmuje zwyczaje swojej nowej rodziny i staje się jej częścią.

Bardzo ważnym elementem sztuki są utwory, którymi jest ona przeplatana. Spektakl zaczyna się od piosenki wykonanej przez Anetę Todorczuk-Perchuć. Każdy, kto zna tę aktorkę, wie, że doskonale śpiewa. Reszta aktorów pozostaje w tyle, ale to w żaden sposób nie psuje odbioru. Poważne teksty o miłości występują na zmianę z prześmiesznymi, np. tymi o królu porno czy bokserkach. Piosenki są utrzymane w różnych stylizacjach: musicalowej, pirackiej, indyjskiej, a nawet hip-hopowej (tu wykazała się Anna Gornostaj, która doprowadziła publiczność do salw śmiechu).Każdy z aktorów odegrał swoją rolę tak, jak powinien, bez przesady i przerysowania. Przemysław Sadowski rzadko pokazuje swój talent komediowy, a taki na pewno posiada. Dialogi są emocjonalne, a romantyczna sceneria sypialni pomaga wczuć się w sytuację.

Mimo że akcja rozgrywa się w łóżku, rozmowy o seksie są swobodne, Aneta Todorczuk-Perchuć występuje w skąpej bieliźnie, a wszystko podane jest w zabawnej konwencji, w spektaklu chodzi w rzeczywistości o odnalezienie prawdziwej miłości. Nietypowe więzi rodzinne obnażają to, jacy jesteśmy i jacy chcielibyśmy być. Bo czy nie każdy marzy o stuprocentowej szczerości, bliskości z rodziną, ujawnieniu prawdy o sobie? Tymczasem jesteśmy nieautentyczni, pełni hipokryzji i pruderii. Wszystkie te cechy są w sztuce napiętnowane. Szczerość i akceptacja bliskich, nawet jeśli ci są nieco ekscentryczni, dają radość, są kluczem do szczęścia.

Spektakl przypomina, że każdemu wolno kochać, a „inny” nie znaczy „gorszy”. Lekki tok opowieści wprawia w dobry nastrój, a piosenki i barwne stroje tylko dopełniają efektu.

Aleksandra Iwaniuk, Teatralia Warszawa
Internetowy Magazyn „Teatralia” numer 66/2013

Teatr Capitol w Warszawie

Następnego dnia rano

Peter Quilter

reżyseria: Cezary Morawski

tłumaczenie: Elżbieta Woźniak

kostiumy: Małgorzata Bursztynowicz

autor piosenek: Michał Wojnarowski

muzyka: Mateusz Dębski

obsada: Aneta Todorczuk-Perchuć, Anna Gornostaj, Przemysław Sadowski, Krzysztof Pluskota

Aleksandra Iwaniuk – studentka dziennikarstwa i komunikacji społecznej Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie