Kalejdoskop form (4. Międzynarodowy Festiwal Teatru Formy Materia Prima)

Kalejdoskop form (4. Międzynarodowy Festiwal Teatru Formy Materia Prima)

Teatr Groteska już po raz czwarty zaprosił na Międzynarodowy Festiwal Teatru Formy Materia Prima. W ramach tegorocznej edycji zaprezentowano dziesięć niezwykle zróżnicowanych pod względem formalnym spektakli z Francji, Holandii, Kanady, Litwy, Niemiec, Wietnamu, Włoch, Szwajcarii i Stanów Zjednoczonych. Wśród gatunków, które zaistniały na festiwalowych scenach, można wymienić między innymi: teatr lalek, teatr tańca, teatr cieni, teatr multimediów, nowy cyrk, a nawet operę. Jakości te przenikały się wzajemnie, uzupełniały i znosiły. Nie sposób wskazać wspólnego mianownika – jedyną kategorią, łączącą pokazywane projekty i organizującą program Festiwalu, była różnorodność.

***

Treść lub forma? – oto jest pytanie… Odpowiedź dla większości festiwalowych twórców była jasna. Przy tworzeniu tego typu spektakli forma stanowi oczywiście priorytet. Dlaczego jednak treść i forma zostały potraktowane jako wykluczające się wartości? Dlaczego dana alternatywa nie jest koniunkcją czy implikacją?

Zdarza się, że piękny formalnie spektakl przypomina zdobioną szkatułkę – z zachwytem podziwiamy kunszt wykonawcy, jesteśmy estetycznie poruszeni, a kiedy uchylamy wieko, ku naszemu zaskoczeniu i rozczarowaniu natrafiamy jedynie na pustkę. Otrzymujemy piękny obrazek, który oprócz chwilowego wzruszenia, zauroczenia, nie działa w żaden sposób, nie zostawia po sobie śladu. Dostarcza efemerycznej przyjemności. Nie twierdzę, że jest to jednoznacznie złe. Taka sztuka (a może rzemiosło?) jest potrzebna. Mimo wszystko chciałoby się czegoś więcej. Chciałoby się choćby pamiętać i być drążonym przez uczucie niedosytu, które prowokuje potrzebę kolejnych doznań.

Do poruszenia tego problemu zainspirowały mnie głównie dwa przedstawienia – Pixel CNN Créteil & Val-de-Marne/Compagnie Käfig oraz Herosi z żelaza i inni… (Rusty Nails and Other Heroes) Tamtam Objektentheater.

Francuski Pixel nazwałam na własny użytek „zimową opowieścią”. Performerzy tańczą w wirtualnie wykreowanym czarno-białym świecie. Ich dostosowane do projekcji ruchy często przypominają zimowe zabawy czy zmaganie się z żywiołem pogodowym tej pory roku – skakanie z wirtualnej śnieżnej zaspy na kolejną, jazdę na łyżwach, itd. Główną przyczyną zimowego skojarzenia była tzw. „pikseloza” przywołująca na myśl „śnieżenie” ekranu telewizora w prehistorycznych czasach, kiedy to urywał się sygnał anteny telewizyjnej. Sama choreografia natomiast, łącząca elementy popularnych gatunków tanecznych, choć efektowna i dopracowana, nie była szczególnie skomplikowana.

Z kolei spektakl Herosi z żelaza i inni…, jak wskazywać może sam tytuł i nazwa teatru, jest błyskotliwym i zabawnym przykładem teatru przedmiotu. Niemieccy artyści animując niepotrzebne, zepsute przedmioty codziennego użytku, ożywiają je i na oczach widzów tworzą przedstawienie, którego struktura opiera się na narracji filmowej i sztuce montażu.

Oba spektakle są piękne, hipnotyzujące i misternie skonstruowane. Wraz z resztą widzów dałam się porwać i bawiłam się jak dziecko. Jednak silne wrażenia wywołane przez oglądanie przedstawienia okazały się powierzchowne i ulotniły się wraz z ich końcem.

Były i takie spektakle, które można umieścić w kategorii: „ładne, ale nudne”. Nawet nie wiadomo, jak i czy w ogóle o nich pisać. Tu zwycięzcami są dla mnie Limen & Cocon niemieckiego Numen Company i Aria włoskiego Nogravity Dance Company.

***

Czymś, co mnie zachwyciło i co bez wątpienia zostanie ze mną na długo, był legendarny już Body_Remix/Golberg_Variations Compagnie Marie Chouinard – liryczna opowieść o niedoskonałości ludzkiego ciała, pięknie zaklętym w czymś tradycyjnie pojmowanym jako brzydkie. To próba odnalezienia prawdziwej wolności w ciele ponad jego ograniczeniami. W choreografii wykorzystano przedmioty wspomagające zazwyczaj osoby mające problem z motoryką (np. kule, balkoniki, wózki inwalidzkie, barierki, obręcze), ale też inne, poszerzające zakres ruchów (liny, krzesła, itd.) – tancerze traktują je jak przedłużenia własnych organizmów. Ta swego rodzaju zmiana kształtu ciała inspiruje modyfikacje tradycyjnych figur tanecznych, a także prowokuje, zmusza do utworzenia nowych. W słabości poszukuje się siły. Performerzy miotają się w swoich partiach, uwięzieni w nadanym im kształcie, tarzają się po scenie wsparci na kulach, jęczą, a na ich twarzach widać autentyczne cierpienie. Jednak po chwili ludzka ułomność rozkwita w coś zachwycająco zagadkowego. Jedną z takich scen jest pełen bliżej nieokreślonej tęsknoty finał, kiedy w jednej linii zawisają nad sceną wykorzystane w spektaklu przedmioty, a pośród nich w centrum tancerka wykonuje powietrzne baletowe ewolucje. Body_Remix balansuje między różnymi rejestrami – potrafi być równocześnie dynamiczny i statyczny, wzruszający, smutny i zabawny. Działając w każdy sposób, chce się wzbić ponad wszelkie granice i osiągnąć niemożliwe.

***

W osobnych kategoriach należy rozpatrywać spektakl wietnamskiego tradycyjnego teatru lalek wodnych, który niezmiernie rzadko gości w Europie (w Polsce był to trzeci występ grupy teatralnej z tego kraju). Aby widzowie lepiej odnaleźli się w obcej kulturowo przestrzeni, pokaz został poprzedzony krótkim wstępem o charakterze historycznym. Trudno mi rozpatrywać przedstawienie Thang Long Puppetry Theater według kryteriów estetycznych ze względu na mój zupełnie inny bagaż cywilizacyjny. Bez wątpienia była to jednak cenna lekcja niezbyt popularnego rodzaju azjatyckiego teatru, którego źródeł można szukać jeszcze przed XI wiekiem – tak datuje się najstarsze dotyczącego go dokumenty.

Tradycyjne lalki wodne to sztuka ludowa związana z okresem wegetatywnym, głównie czasem zasiewów i zbiorów, a także czasem różnorakich klęsk żywiołowych np. suszy. Budynek sceniczny o charakterystycznym kształcie pierwotnie najczęściej sytuowano w plenerze, na ryżowym polu uprawnym. Lalki umieszczone na wysięgnikach o długości do trzech metrów „wychodzą do widzów” przez centralnie położone „wrota” przesłonięte kilkoma wąskimi niby-kurtynami, uniemożliwiającymi przyjrzenie się zapleczu scenicznemu i animatorom. Wyjazdowa wersja jest znacznie uboższa ze względu na warunki lokalowe i koszty transportu. Thang Long Puppetry występował w specjalnie przygotowanym basenie, operując mniejszymi lalkami o około jednometrowych wysięgnikach. Natomiast kluczowa dla tego teatru gra na żywo na bębnach została zastąpiona przez nagranie.

Muzyka pełni istotną rolę w kształtowaniu narracji przedstawienia wietnamskich lalek wodnych – nadaje rytm i tempo, a także akcentuje napięcie dramatyczne i momenty kulminacyjne. Najważniejszymi scenami z najbogatszą chyba linią instrumentalną wydają się sceny tańców czterech świętych zwierzęcych opiekunów Wietnamu: smoka, feniksa, żółwia i jednorożca. Uwagę przykuwały również sceny rodzajowe z życia wsi, między innymi grający na flecie mały chłopiec siedzący na grzbiecie bawołu, łowienie ryb i żab czy zabawa dzieci w wodzie. Charakter przedstawienia był z reguły afirmatywny, a jego cel to pochwała natury, ziemi, życia. Jak jednak wiadomo z historii, takie wydarzenia artystyczne, ze względu na ich ścisły związek z kulturą agrarną, organizowano również po to, aby prosić bóstwa o obfite plony i zachowanie od nieszczęść.

***

Materia Prima jest Festiwalem stworzonym wbrew ogólnie panującym trendom w sztuce. Zamiast brzydoty i dyskusji o wszechobecnym kryzysie kultury, za którą czai się kryzys cywilizacyjny, proponujemy porządkowanie świata. Czeka zatem na Państwa duża dawka piękna, wzruszenia i zachwytu”. Zacytowany fragment to ostatni akapit wstępniaka programu festiwalowego. Przyznam szczerze, że bardzo mnie zaintrygował, choć właściwie nie do końca wiem, co autorzy mieli na myśli i jak mam interpretować deklarację Rady Programowej. Bez wątpienia Materia Prima jest wyjątkowym zjawiskiem w polskim świecie teatralnym, okazją do odkrywania niejednokrotnie nowych dla krakowskich widzów zakątków sztuki. Czy ma tu jednak miejsce „porządkowanie świata” i eliminacja brzydoty? Kwestia pojmowania brzydoty zależy oczywiście od indywidualnego gustu i wrażliwości odbiorcy. Poza tym, jak możemy przeczytać w Makbecie: „Piękne jest brzydkie, brzydkim piękne”. Nie mogę się natomiast zgodzić z owym „porządkowaniem świata”. Przy całej mojej sympatii dla Festiwalu uważam, że nawet sam program pod względem czy to tematycznym, czy formalnym, nie jest reprezentantem jakiegoś usystematyzowanego ładu. Nie traktuję jednak tego jako jego wady – to dobry chaos, który ma uzmysłowić różnorodność i nieograniczoność teatralnej materii. Nie rozumiem, dlaczego w przypadku tego typu przeglądów dąży się na siłę do regulacji według utopijnych antycznych harmonii. Współczesny teatr jest przecież kalejdoskopem wielości, a festiwale istnieją po to, by tę wielość celebrować.

Natalia Brajner, Teatralia Kraków

Internetowy Magazyn „Teatralia”, numer 196/2017