Jest mi to obojętne (Whatever)

Jest mi to obojętne (Whatever)

Premierowy spektakl w reżyserii Tomasza Bazana, Whatever, to kolejna odsłona projektu Archiwum ciała, którego kuratorką jest Anna Królica. Realizowane w Centrum Kultury Zamek w Poznaniu przedsięwzięcie ma na celu przybliżenie widzom ruchowej esencji zarówno z perspektywy historycznej, jak i w wymiarze doraźnym, danym bezpośrednio. Wbrew zaczepnemu tytułowi przedstawienie sprawia wrażenie przygotowanego profesjonalnie. A przynajmniej – profesjonalnie przygotowanej improwizacji tanecznej.

Jakikolwiek ruch poprzedza słowo. Nad białą matą zawieszony jest podłużny ekran w stalowej ramie. Zanim światła na widowni zgasną, publiczność słyszy potok słów wypowiadanych przez mężczyznę. Wszystko, co próbuje on scharakteryzować, definiowane jest jako dziwne: słowa, kaszlnięcia i inne czynności, których wykonywanie deklaruje. Zdaje się ważne to, że głos dochodzi z zaciemnienia, przez co oglądający mają ograniczone możliwości weryfikacji.

Po zgaśnięciu świateł na ekranie wyświetlony zostaje rozpikselowany film przedstawiający życie na sawannie. Ruchome obrazy nie są okraszone komentarzem lektora, towarzyszą im jedynie skrzekliwe i przeszywające dźwięki wydobywane z aparatury przez muzyka siedzącego z prawej strony przestrzeni tanecznej. Pod koniec projekcji w warstwie muzycznej można rozróżnić także frazy niekończące się w sposób logiczny, częściowo nachodzące na siebie, a brak ich komunikatywności wynika z tego, że wypowiadane są przez syntezator mowy, co w sposób oczywisty buduje ich sztuczność na zupełnie podstawowym poziomie. Ta niezrozumiałość ukazana została na zasadzie kontrastu z tym, co niósł ze sobą film; polowanie grupy lwów na antylopę gnu, później wyrywanie sobie zdobyczy z krokodylem, a następnie odganianie stada drapieżników przez pokaźną grupę kopytnych, do której należała ofiara. W zestawieniu z bełkotliwym przekazem quasi-werbalnym jednoznaczność mowy ciała zwierząt jest porażająca. W ten sposób Bazan buduje główną tezę spektaklu, która, jak się wydaje, służy jednemu tylko celowi: musi zostać unieważniona.

W następnej części Whatever rzeczywiście zmierza w stronę absolutnej obojętności wykonywanych ruchów. Na scenę wchodzi czworo nagich tancerzy (Anna Steller, Anita Wach, Tomasz Bazan i Jan Borecki), którzy przed publicznością zakładają bieliznę oraz buty i zaczynają tańczyć do serwowanej elektronicznej muzyki. Ponieważ mamy w pamięci projekcję oraz „stadne” wejście tancerzy na scenę, ich późniejsze, osobne pląsy zwracają uwagę. Podkład muzyczny w zdumiewający sposób zostaje przez tych „dyskotekowych bywalców” zignorowany; zaakcentowana dowolność nie tylko techniki, lecz także stylu oraz poczucia rytmu wprowadza na matę chaos, który niewiele ma wspólnego z początkowym stadium stworzenia – w każdym razie nie zdradza takiej możliwości. Tancerze ruszają się do zmęczenia, dlatego też ta partia jest najdłuższa; jest to równocześnie świetne ćwiczenie cierpliwości widza. Już po upływie 30 minut na widowni dało się słyszeć dość głośne opinie, zachęcające do – nomen omen – stadnego wyjścia z sali lub prób znalezienia klucza do tego, co dzieje się w polu widzenia. Istniejąca jednak ciągle potrzeba jasnego komunikatu, utrzymywanie efektywnej relacji z drugą osobą sprawiły, że spektakl po części miał miejsce także poza sceną. Warto dodać, że po odtańczeniu swoich „kwestii” tancerze i muzyk opuścili scenę, by przenieść się do pomieszczenia z prysznicem, gdzie czwórka artystów przy akompaniamencie dźwięków i w towarzystwie kamery gromadnie brała prysznic.

Przy całej radości, spontaniczności i energii, jakie niesie ze sobą spektakl Bazana, ma on w sobie także dużą dozę krytycyzmu. Człowiek, który unieważnił ruch w tym sensie, że przestał być on komunikatem, a zaczął funkcjonować jako bezmyślne odwzorowanie sekwencji kroków i gestów, które straciły zdolność do przekazywania informacji, jest skazany na porażkę. Taniec w dyskotece nie służy na przykład zwabianiu samicy w celu prokreacji; ruch jako taki zamiast komunikować wyostrza indywidualność, alienuje go z grupy i obie strony pozostawia z niczym – nie tylko jeśli chodzi efekty doraźne, lecz także w odniesieniu do szerszej panoramy (nawet tej ewolucyjnej). To przecież zupełnie tak, jakby nikt nawet nie chciał rozpoczynać rozmowy, a wszyscy z miejsca od razu wzruszali ramionami i rzucali niedbale: whatever.

Joanna Żabnicka, Teatralia Poznań
Internetowy Magazyn „Teatralia”, numer 75/2013

Whatever

reżyseria: Tomasz Bazan
design: Patrycja Płanik
choreografia/taniec: Tomasz Bazan, Anita Wach, Anna Steller, Jan Borecki;
muzyka: Jan Duszyński
realizacja/współpraca: Maciej Połynko
produkcja: Centrum Kultury „Zamek”, program: Archiwum Ciała / Teatr Maat Projekt / Centrum Kultury w Lublinie / Muzeum Woli Warszawa

premiera: 11 października 2013

fot. archiwum teatru

Joanna Żabnicka – rocznik  1989, studentka filologii polskiej i wiedzy o teatrze na UAM, publikowała w „Czasie Kultury” i „ProArte”.