Jaka to melodia?

Jaka to melodia?

 W popularnym show, prowadzonym przez charyzmatycznego Roberta Janowskiego, uczestnicy muszą odgadnąć tytuł piosenki na podstawie jak najkrótszego fragmentu utworu. Co łączy program telewizyjny z krakowskim przedstawieniem? Spektakl Pacjent EGBDF Teatru im. Juliusza Słowackiego został zbudowany wokół tematu autorytarnej orkiestry świata i jej Wielkiego Bezosobowego Dyrygenta. I choć w pamięci widza pozostaje kilka bardzo ciekawych rozwiązań scenicznych, to jednak wydźwięk całości da się odgadnąć już – jak w studiu u Pana Roberta – po kilku pierwszych nutach.

Na scenie widzimy dwa równo ułożone łóżka, na których leżą pacjenci osobliwego szpitala psychiatrycznego. Pierwszy z nich – Iwanow (Tomasz Wysocki) jest przekonany o tym, że posiada własną orkiestrę. To on rozpoczyna spektakl, uruchamiając sceniczny świat za pomocą dyrygenckich gestów. Ma sporo racji w tym, co mówi – w tyle sceny faktycznie pojawia się profesjonalna orkiestra. Jest ona oddzielona od bohaterów i widowni cieniutkim, prawie przeźroczystym materiałem – błoną odgradzającą dwa światy: zewnętrzny, wtłoczony w tryby opresyjnego systemu i wewnętrzny, intymny, jednostkowy, niepowtarzalny. O tym, że istnieje jakaś sfera porozumienia pomiędzy dwiema częściami sceny świadczy fakt, że orkiestra przewraca karty z nutami równo z ekscentrycznym pacjentem.

Jak to można rozumieć? Orkiestra ilustruje w tym spektaklu dwie równorzędne płaszczyzny. Pierwsza z nich to oczywiście harmonijna, do szpiku kości spójna wizja świata systemu komunistycznego (choć w zasadzie można by w tym miejscu podłożyć każdą ideologię doprowadzoną do fanatycznego absurdu). W takim układzie wszystko musi się dziać pod dyktando Wielkiego Dyrygenta – nieomylnego wodza, który posiadł wszystkie nuty świata i ma monopol na jedyną, prawdziwą muzykę. Druga rola orkiestry to próba ocalenia własnej tożsamości i niezależności. Harmonia dźwięków jest dla Iwanowa ostatnią deską ratunku. Uciekając od narzuconego z zewnątrz rytmu gry, może pozwolić sobie na muzyczną improwizację, intelektualną i estetyczną rozrywkę wewnątrz umysłu. Dyrygować znaczy władać.

Szpitalną salę dzieli z Iwanowem Aleksander (Błażej Wójcik). Postać więźnia politycznego, który na znak protestu przeciw systemowi prowadzi strajk głodowy, wypada na tle swojego kolegi niezwykle blado. Nie chodzi nawet o sam sposób gry (był na dobrym poziomie), ale o szablonowość owego dysydenta. Ogólnie rzecz biorąc historia Aleksandra nie wnosi do spektaklu absolutnie nic, co nie wiedziałby na temat politycznych prześladowań średnio rozgarnięty maturzysta. Mamy więc głodówkę, próbę zastraszania Saszy – syna Aleksandra (Adam Gilarski/ Jan Piwowarczyk) przez nauczycielkę (Lidia Bogaczówna), do tego łopatologiczne wykłady doktora (Krzysztof Jędrysek) na temat słuszności i konieczności przyznania się do winy. W postaci dysydenta zabrakło chociażby najmniejszej dawki symbolizmu, odwołań do aktualnych spraw i problemów. Wszystko to sprawiało, że na historię Aleksandra patrzyło się jak na losy człowieka z dalekiej przeszłości, powiedzmy z czasów powstania listopadowego. Szkoda, bo wachlarz możliwości zagrania współczesnego więźnia politycznego był naprawdę ogromny.

Dwaj pacjenci przekomarzają się na przemian z doktorem, który nota bene serwuje nam freudowskie, niezwykle zakamuflowane smaczki typu: „Pan pułkownik, ups przepraszam, pan doktor (…) to więzienie, yyy przepraszam, oczywiście szpital”. Kiedy sytuacja zaczyna się wymykać doktorowi spod kontroli, na scenę wkracza deus ex machina – mityczny w psychiatrycznych kręgach pułkownik (yyy oczywiście lekarz) grany przez Wojciecha Skibińskiego. Stylizowany na amerykańskiego telekaznodzieję (znów ta telewizja) pojawia się po to, by niczym za dotknięciem czarodziejskiej różdżki oddzielić światło od ciemności, ziarna od plew i wariata od zdrowego. Nie obchodzi go, że zadaje niewłaściwe pytania niewłaściwemu pacjentowi, przez co obaj wychodzą na wolność.  W systemie autorytarnym nie liczy się prawda, liczy się gest władzy.

W finale spektaklu orkiestra podjeżdża na ruchomej scenie tuż przed pierwsze rzędy widowni. Grają naprawdę pięknie. Wyzwoleni z kagańca narzuconego przez władzę dają mistrzowski popis muzycznej wirtuozerii. W ogóle muzyka była najmocniejszym punktem tego wieczoru. To jednak za mało, by pozbyć się wrażenia przedmaturalnej powtórki wiadomości z podręcznika historii.

Piotr Gaszczyński, Teatralia Kraków

Teatr im. Juliusza Słowackiego w Krakowie

Tom Stoppard

Pacjent EGBDF (Every Good Boy Deserves Favour)

przekład: Jarosław Kilian

muzyka: Andre Previn

reżyseria: Jarosław Kilian

scenografia: Julia Skrzynecka

kierownictwo muzyczne: Tomasz Chmiel

projekcje: Visualsupport Studio s.c.

obsada:

Aleksander: Błażej Wójcik

Iwanow: Tomasz Wysocki

Doktor: Krzysztof Jędrysek

Nauczycielka: Lidia Bogaczówna

Pułkownik: Wojciech Skibiński

Sasza: Adam Gilarski / Jan Piwowarczyk

Orkiestra pod dyrekcją Tomasza Chmiela: Renata Guzik – flet; Marcin Starowicz – obój; Andrzej Ruciński/Barbara Borowicz – klarnet; Jakub Sztencel/Michał Poniżnik – klarnet; Michał Pelc/Dominik Tekielak – fagot; Bartłomiej Rusek – waltornia; Adrian Szlęk – waltornia

Wojciech Szela – trąbka; Konrad Pisera – trąbka; Dastin Łożyński/Jakub Curzydło – puzon; Krystian Klimczyk – puzon; Szymon Madej/Wojciech Zdebski – perkusja; Michał Pamuła – perkusja; Karolina Zielińska – kotły; Honorata Górnisiewicz – harfa; Katarzyna Jawor/Nikola Gajownik – skrzypce; Teresa Grynia/Natalia Stęposz – skrzypce; Weronika Biela/ Kinga Wszołek – skrzypce; Elżbieta Pogoda – skrzypce; Izabela Pelc/Magdalena Chmielowiec – altówka; Natalia Miszczyk – altówka; Joanna Gutowska/Magdalena Cymer – wiolonczela; Dominik Frankiewicz/Adam Woźniak – wiolonczela; Szymon Wirtel – wiolonczela; Ewa Wojsław-Bober – wiolonczela; Paweł Wszołek/Mateusz Kluza – kontrabas

premiera: 21 września 2012 roku