Jak ma na imię brak? (Wszystko o mojej matce)

Jak ma na imię brak? (Wszystko o mojej matce)

W spektaklu Wszystko o mojej matce Michał Borczuch wraz z Krzysztofem Zarzeckim podejmują problem indywidualnej pamięci, ale i niepamięci, która stanowi nieodzowny element tej pierwszej. To właśnie poprzez mechanizm zapominania powstaje rodzaj sztucznej pamięci, będącej inscenizacją, widmem krążącym wśród tego, co rzeczywiste.

Spektakl wyrósł na gruncie podstawowego braku − śmierci matki. Ta niemożliwa do przepracowania strata dotknęła reżysera, gdy miał zaledwie sześć lat, zaś aktora już u progu dorosłości. Dojmującą nieobecność twórcy starają się wypełnić pewnego rodzaju naddatkiem. W obliczu naturalnego procesu zapominania produkowana jest nadwyżka pamięci, niezbędna do wypełnienia luk i szczelin wymykającej się przeszłości.

Poszukiwanie przez reżysera fragmentów zacierających się wspomnień przypomina gonitwę za śladami (nie)obecności. Pamięć miesza się tu z wyobraźnią i jest przez nią w dużym stopniu zapośredniczana. Obraz matki staje się wizerunkiem − ikoną, wchłaniającym w siebie wszystko, co związane było z przeżyciami, doświadczeniami, emocjami dorastającego Borczucha. Ikona zbudowana na braku pełni właśnie rolę naddatku. Służy do wypełnienia pewnej luki w tożsamości.

Reżyser, świadomy niesamowitej mocy wizerunków, a jednocześnie ich permanentnej sztuczności, kreuje obraz matki jako kobiety typowej w swej nietypowości (dla syna jest przecież kimś wyjątkowym). Poznajemy Zofię Borczuch w roli pracownicy zakładu produkcyjnego − fabryki „Miraculum”, w której wytwarza się kosmetyki oraz matki próbującej godzić rodzicielstwo z codziennymi obowiązkami czy wreszcie kobiet znudzonej przerażająco monotonną egzystencją. Wyeksponowana powtarzalność scen z fabryki, bieganiny wśród mdłych, kosmetycznych oparów jest bardzo dosłownym zaakcentowaniem jednostajności zarówno życia Zofii, jak i brudnoszarych lat osiemdziesiątych, w których osadzona jest narracja. Na mniej oczywistym poziomie można tę powtarzalność odnieść do pracy pamięci − zapominania, prób przypomnienia, ciągłej reinterpretacji wspomnień czy przemieszczeń pomiędzy pamięcią a wyobraźnią.

Inscenizowanie pamięci składa się z powtarzalnych gestów, ruchów, słów, swoistej gry  realności i nierealności. Apogeum tej dojmującej monotonii jest scena sesji psychoterapeutycznej, dotyczącej czegoś w rodzaju „nienazwanego problemu”, czyli trudnego do wyjaśnienia kłującego poczucia niezadowolenia, pustki i tęsknoty. Jednak w pewnym momencie pojawia się kolejna scena,  funkcjonująca jako plama, zakłócenie przytłaczającej narracji. Zofia, mówiąca jako ona sama, a jednocześnie jakby opowiadająca o sobie z perspektywy kogoś innego, wygłasza monolog subtelnie demaskujący paraliżujący bezsens i poczucie pustki. Symbolem tego stanu staje się barwa, tak bardzo kojarząca się Borczuchowi z dzieciństwem − błękit pruski. Błękit cienia do oczu, który perfekcyjnie pokrywał powiekę jego matki,  był zarazem kolorem otaczającej rzeczywistości − niebieskoszarych betonowych bloków, z których zresztą składa się scenografia. Zwarte, gigantyczne bryły pełnią również rolę ekranów, na których wyświetlane są  archiwalne nagrania rejestrujące zburzenie fabryki „Miraculum”. Błękit pruski to również związek chemiczny − żelazocyjanek potasowo-żelazowy, który stanowił remedium na efekty promieniotwórcze − rok śmierci matki reżysera to również rok wybuchu w elektrowni jądrowej w Czarnobylu.

Przejdźmy jednak do drugiej tytułowej bohaterki − matki Krzysztofa Zarzeckiego. Jej wizerunek kreowany jest już zupełnie inaczej. Krystyna Zarzecka zmarła, kiedy jej syn był w klasie maturalnej. Miało to miejsce dokładnie w dzień matury z języka polskiego, zaś pogrzeb odbył się w czasie egzaminu z biologii. Praca pamięci jest tutaj inna, bo aktor nie musi sięgać do czasów tak odległych jak Borczuch. Kreuje wizerunek matki nie przez pryzmat niepamięci, a raczej przemilczeń.

Twórcy pozwolili sobie w tej części bardziej krytycznie spojrzeć na problem pamięci i nieobecności. Wykorzystują motyw teatru w teatrze − Zarzecki pracuje z aktorkami nad stworzeniem obrazu matki. Każda z nich jest Krystyną, ale żadna nie potrafi odpowiednio wejść w rolę, a zwłaszcza ta z Krystyn, która ma leżeć w trumnie − „Niech nikt nie waży mi się robić zdjęć jak tam leżę!”. Niesamowicie przerysowany wizerunek matki, przypominający kompulsywne kobiety z filmów Pedro Almodovara  kobiety na skraju załamania nerwowego, kobiety w kolorowych kostiumach i na wysokich obcasach, staje się rodzajem maski, ukrywającej prawdę o Zofii Zarzeckiej. Prawda miesza się z fikcją, pojawiający się na scenie Borczuch i Zarzecki są po prostu sobą, ale ta wyeksponowana prawda teatru paradoksalnie więcej przesłania, niż odkrywa. Nawet Halina Rasiakówna śpiewająca Piensa en mi, piosenkę z Wysokich obcasów, robi to z podkładem wokalnym, poruszając jedynie ustami. Wszystko ma rys nadmiernej sztuczności.

Wykreowane przez twórców kolejne wizerunki własnych matek stają się kopią ich samych, przerysowaną formą maskarady. Zresztą zespół świetnych aktorek doskonale czuje się w tym melancholijno-parodystycznym klimacie, bardzo udanie lawirując pomiędzy byciem sobą a byciem na scenie. Maskarada ma tutaj dekonstrukcyjny potencjał, ponieważ naśladując obrazy pamięci, pozwala odkryć, że pod maską nic się nie znajduje. Brak przyjmuje tutaj Almodovarowskie, hiszpańskie imiona, noszone przez kobiety na scenie − Rajmunda, Norma, Rosa, Bianka, Huma.

 

Katarzyna Oczkowska, Teatralia Kraków

Internetowy Magazyn „Teatralia”, numer 172/2016

 

Teatr Łaźnia Nowa w Krakowie

Tomasz Śpiewak

Wszystko o mojej matce

reżyseria: Michał Borczuch

asystent reżysera: Agata Klepacz

dramaturgia: Tomasz Śpiewak

scenografia: Dorota Nawrot

muzyka: Bartosz Dziadosz

reżyseria światła: Jacqueline Sobiszewski

multimedia: Michał Dobrucki

obsada: Iwona Budner, Monika Niemczyk, Halina Rasiakówna, Ewelina Żak, Krzysztof Zarzecki, Marta Ojrzyńska, Dominika Biernat

premiera: 22 kwietnia 2016

fot. K. Schubert

Katarzyna Oczkowska – redaktor naczelna Teatraliów i doktorantka w Instytucie Sztuki Polskiej Akademii Nauk. Zajmuje się polską sztuką współczesną