Ja cały czas umieram

Ja cały czas umieram

Ciemno, niebieskie światła. Oczom widzów ukazuje się kobieta w białej koszuli, krawacie i czarnych spodniach na szelkach, oraz wielka walizka, zza której wyłania się druga postać – lalka Madame. Peron, w oczekiwaniu na pociąg z Warszawy do Berlina. Tak zaczyna się opowieść o gwieździe jaśniejącej wciąż na firmamencie kina – Marlene Dietrich i jej towarzyszce Glorii. Monodram został wystawiony w ramach Międzynarodowego Dnia Teatru w Teatrze Maska w Rzeszowie.

Złamane paznokcie. Rzecz o Marlenie Dietrich w reżyserii Romualda Wicza-Pokojskiego to spektakl prezentujący przede wszystkim wspaniały kunszt aktorski Anny Skubik, która przybiera postać zachwyconej światem filmu Glorii. Na scenie pojawia się również legendarna Dietrich w postaci animowanej przez aktorkę lalki. Całość przeplatają znane, niemniej poruszające utwory muzyczne w wykonaniu Skubik.

Marlene, zwana Madame, jest osobą na pozór szorstką, zgorzkniałą. Gloria jest młoda i marzy o takiej karierze, jaką miała diwa. Jej witalność, naiwność i wiara w marzenia oraz ściganie ideałów, kontrastują z przeraźliwą walką z upływającym czasem, którą prowadzi gwiazda. Związek tych dwóch postaci jest niejednoznaczny i wielopłaszczyznowy. Ukazuje nie tylko relacje niedoświadczonej uczennicy i weteranki dużego ekranu, ale również zgłębia aspekt psychologiczny przedstawionych charakterów, i alegoryczny. Z początku widz ma wrażenie, że Gloria jest zwykłą dziewczyną, która pragnie zrobić karierę w świecie kina i w tym celu chce się wkraść w łaski Madame. Z czasem jednak Gloria zaczyna przedstawiać męski pierwiastek świata, staje się alegorią igrającego ze sławą – czasu, aż wreszcie, ze względu na swoje imię, ucieleśnia nieustannie towarzyszącą artystce sławę. Wydawać by się mogło, że skomplikowane nakreślenie postaci utrudni widzowi odbiór przedstawienia, jednak wyodrębnienie poszczególnych wątków i płynne przechodzenie między nimi sprawia, że ogląda się je z dużym zainteresowaniem.

Marlene na przemian chwali i gromi swoją towarzyszkę, która niezmiennie trwa przy jej boku. Uwielbienie, jakim Gloria darzy Dietrich, wychodzi poza ramy poprawnych politycznie relacji – szaleńcze opętanie pełne podziwu dla gasnącej sławy przeradza się w niezrozumiałą platoniczno-fizyczną miłość. Gloria, swoim typowo męskim strojem i dwuznacznym zachowaniem, wydaje się sterować tą relacją. Jak prawdziwy mężczyzna, komplementuje diwę, adoruje ją, opiekuje się nią, w końcu – kłóci się z nią jak zazdrosny kochanek. Jest jednym z wielu, których aktorka wiecznie pociągała i kusiła, jednocześnie nie będąc przez nich rozumianą.

Gloria staje się też wcieleniem czasu, który chce zamknąć gwiazdę w żelaznych ramach historii. Podczas tańczonego na scenie namiętnego tanga widać, jak emocje kipią dookoła. Taniec stopniowo przeradza się w szamotaninę obu postaci. Madame nie daje się jednak wepchnąć do ustawionej na scenie skrzyni, jakby nie chciała zniknąć ze światowego szklanego ekranu. Jest to osobista walka ze starością i zapomnieniem, którą udało jej się wygrać.

Dietrich pod skorupą zatęchłego zniechęcenia do świata i dokładnie pielęgnowanej nienawiści do starości, ukazuje swoją kobiecą, eteryczną i delikatną naturę. Najbardziej widoczne jest to w momencie, gdy Madame każe powtarzać Glorii: „I am a woman”, wydłużając przy tym komicznie pierwszą sylabę. W ten sposób słychać (jakże symboliczne) wyrażenie „woo men” – z angielskiego: uwodzenie, zabieganie, a wręcz zalecanie się do mężczyzn. Feministyczna powłoka, pełna cynizmu godnego dzisiejszych najzagorzalszych aktywistek, w pewnej chwili pęka i odsłania wrażliwą istotę, która pragnęła i nadal pragnie być kochana. Urywane opowieści Marlene o niespełnionej i nieszczęśliwej miłości, oraz sama chęć kochania, przeplatają się z tekstami poszczególnych wykonywanych utworów. Jednym z najpiękniejszych, przy którym można było się prawdziwie wzruszyć, był Nature Boy, znany przede wszystkim z aranżacji Cole’a czy Bowiego. Słuchanie tych słów porusza wszelkie struny serca i nie pozwala pozostać obojętnym obserwatorem.

Pełnia uroku diwy została jednak ukazana w piosence Mein Herr, po której z widowni posypały się oklaski. Emocje wydobywające się jakby bezpośrednio z gardła Dietrich, połączone z jej strip-teasem i czarowaniem widowni, wywołały piorunujące wrażenie. Anna Skubik stworzyła pasjonującą grę z wyobraźnią widza, któremu wydaje się, że kukła naprawdę oddycha, jej oczy błyszczą, a ruchy są całkowicie naturalne. Rozdzielenie aktorskiego „ja” na dwie postaci w tak rzeczywisty sposób jest fenomenalne. Aktorka znajduje się w cieniu stworzonej kreacji wielkiej sławy, lecz niekiedy zapominamy o jej istnieniu i animacji. Skubik można śmiało nazwać lalkowym iluzjonistą.

Realia czasowe również są umiejętnie oddane: od scenicznych kolorów i wyboru ubioru, po dodatki: genialnie wymyśloną walizkę, w której mieszczą się: szafa, stolik, lustro (dookoła niego świecą się lampki jak przystało na prawdziwą garderobę gwiazdy), krzesło, suknie. Punktowe oświetlenie dodaje intymności, pozwala lepiej się skupić na rozwijającej się akcji. Miłośników dorobku muzycznego Dietrich zastanawiać może tylko dobór repertuaru, w którym wiele pozycji zajmują piosenki innych artystów, nigdy nie wykonywane przez gwiazdę. Trzeba jednak przyznać, że dobrze pasują do scenariusza, a ich wykonanie dźwięcznym, gardłowym głosem przez Skubik jest jednym z najmocniejszych elementów w spektaklu.

Spektakl jest tragicznym misterium samotności kobiety. Marlene cały czas musi spełniać oczekiwania innych, nie będąc w ogóle przez nich rozumiana. Jest przywiązana niewidzialnym sznurem do swojego wizerunku wiecznie młodej artystki. „Zostawili mnie na pastwę starości” – żali się. Przytaczane relacje przerażających prób walki z czasem, jak np. wstrzykiwanie w skórę zabijanych, a następnie fragmentarycznie miksowanych kawałków mięsa owiec, pokazują drastyczne konsekwencje bycia sławnym. Ostatecznie z zachodzącą sławą zostaje do samego końca Gloria – glory, sława, która prowadzi ją po cienkiej linie życia, nawet tego pośmiertnego.

 Kamila Potapiuk, Teatralia Rzeszów
Internetowy Magazyn „Teatralia” numer 56/2013

Teatr Wiczy

Złamane Paznokcie. Rzecz o Marlenie Dietrich

reżyser: Romuald Wicza-Pokojski

tekst: Romuald Wicza-Pokojski

scenografia: Romuald Wicza-Pokojski

opracowanie muzyczne: Igor Nowicki

wykonanie lalki: Anna Skubik, Barbara Poczwardowska

obsada: Anna Skubik

premiera: 12 grudnia 2007