Inna strona (Koniec to nie my)

Sztuce Marcina Libera trudno zarzucić konwencjonalność. Autor Koniec to nie my – spektaklu wystawionego we wrześniu w warszawskim Teatrze Studio – na dobre porzucił sceniczne schematy.

Nowoczesność przedstawienia może zaskoczyć – od razu należy pozbyć się prostych skojarzeń związanych ze sceną. Głośne i odważne wykonanie zwolennikom klasyki może nie przypaść do gustu. Przedziwny język, dźwięk i scenografia wyznaczają formie teatralnej nową drogę. Niewątpliwie jest to ukłon w stronę młodych widzów, którzy nie zawsze mają ochotę na szekspirowskie tyrady. Nawet jeśli kształt artystyczny nie każdemu się spodoba, to problematyka – obejmująca aż dwie płaszczyzny – jest ujęta niezwykle ciekawie i bogato. Temat terroryzmu również intryguje, choć może się wydawać niepopularny.

Pierwszy problem dotyczy relacji pomiędzy kobietą a mężczyzną, mimo że – jak twierdzi reżyser – ten temat pojawił się zupełnie niespodziewanie. Sztuka pierwotnie miała koncentrować się na wydarzeniach związanych z atakiem na WTC. Poznajemy zamachowca jako postać uwikłaną w trudny związek. Głównym bohaterem może wydawać się Aisha (Lena Frankiewicz), ponieważ historia opowiedziana jest z jej perspektywy, jednak w rzeczywistości staje się tylko pośrednikiem, pretekstem do poznania Ziyada (Marcin Bosak). Kobieta przedkłada studia i pracę nad męża, co niezmiernie go rani – czuje się pominięty, nieistotny, nie potrafi znaleźć dla siebie miejsca. Być może gdyby Aisha jakkolwiek się z nim liczyła, nie wziąłby udziału w zamachu – wiele pytań pozostaje bez odpowiedzi. Nie chodzi jednak o mniejszą lub większą winę, ale o ogromną rolę, jaką odgrywa człowiek w relacjach z innymi. Nawet najmniejsza decyzja wpływa na ludzi w stopniu zdecydowanie większym, niż się wydaje, i czyni pośrednio odpowiedzialnymi za ich życie. Historia Aishy i Ziyada to z pewnością przykład skrajny, ale tylko tak wyjaskrawiona może tę prawdę w pełni uświadomić.

Równie interesujący jest sam Ziyad. Jest taki rodzaj sądów, których nie można zmienić ani podważyć, i nie jest to bynajmniej kwestia woli, ale przejaw człowieczeństwa. Zamiarem wszelkiego rodzaju działalności artystycznej, która porusza tematykę zbrodniarzy, nie jest ponowna analiza i weryfikacja opinii, tylko pokazanie drugiej strony. W tym wypadku poznajemy mężczyznę, który prowadzi życie gdzieś obok. Zwyczajność bohatera jest poruszająca: ktoś z nas mógłby być jego sąsiadem, ktoś inny mógłby spotykać go co rano przy kiosku. Świadomość tej współegzystencji jest szokująca. Zamachowców kreujemy na potwory, tymczasem ich życie jest jak każde inne. Sztuka przedstawia nie tylko determinanty, które stworzyły Ziyada, lecz także – co istotniejsze – szczerość jego intencji i niezachwianą wiarę w słuszność swojego postępowania. Wpływ kulturowy jest oczywisty, ale nigdzie nie jest aż tak wyeksponowany i przejrzysty jak tutaj.

Jedną z fenomenalnych funkcji teatru jest to, że potrafi on pokazywać rzeczy z innej strony niż te, które oswoiliśmy. Odsłania zupełnie nowe obszary i poszerza horyzonty, przekręca nasze perspektywy, zmienia tory myślenia. Tematyka spektaklu nie jest prosta i nie może zmienić oczywistej opinii, ale pozwala odłożyć ją na bok bez kwestionowania i dostrzec te części historii, których nikt nie zwykł brać pod uwagę.

Wiktoria Mastyna, Teatralia Warszawa
Internetowy Magazyn „Teatralia” numer 73/2013

Teatr Studio w Warszawie

Koniec to nie my

Carsten Brandau

przekład: Iwona Nowacka

reżyseria: Marcin Liber

scenografia: Grupa Mixer

światło: Tadeusz Perkowski

muzyka: Krzysztof Kaliski

muzyka na żywo: Patryk Zwoliński, Krzysztof Kaliski

realizacja dźwięku: Jan Brodowski, Sławomir Czarnecki

wizualizacje: Roman Przylipiak

inspicjentka: Olga Karoń

produkcja: Justyna Warecka

staż producencki: Ewelina Donejko

obsada: Lena Frankiewicz, Marcin Bosak, Mirosław Zbrojewicz

premiera: 1 września 2013

fot. Krzysztof Bieliński