Gorzki uśmiech? (Fynf und cfancyś)

Gorzki uśmiech? (Fynf und cfancyś)

Gorzki humor i przerysowany opis rzeczywistości. Tak można krótko podsumować książkę Michała Witkowskiego Fynf und cfancyś. Z kolei performance samego autora w ramach czynnych poniedziałków w Teatrze Polskim we Wrocławiu należałoby opisać jako figlarny i groteskowy (a nawet rubaszny!).

Witkowski przedstawił swój autorski sposób na akcentowanie poszczególnych elementów fabuły. Zaprezentował na scenie dwa obszerne fragmenty Fynf und cfancyś o interesach swoich męskich bohaterów. Dokładniej – o ich wizytach w domach interesantów. Najpierw poznajemy Diancę, która (który) wyruszyła na szwajcarską wieś pod pseudonimem Eros, aby zaspokoić erotyczne fantazje stałego klienta „firmy”. Jak zwykle narracja Witkowskiego pełna jest barwnych opisów i hiperbolizowanych porównań. Pełne groteski sytuacje z podróży Dianci, od dworca głównego do domu mężczyzny, były jedynie preludium do karykaturalnie przedstawionego stosunku z niewidomym „petentem”. Cała barwność łóżkowej sceny kończy się brutalnie, co Witkowski wyraźnie akcentuje, wprowadzając przedłużoną pauzę przed odczytaniem ostatniego zdania. Dianca odkrywa bowiem, że jej klient jest nie tyle ociemniały, ile całkowicie pozbawiony gałek ocznych. Ten dramaturgiczny zabieg można przyrównać do arystotelesowskiej perypetii. Wyraźna zmiana biegu zdarzeń w kierunku przeciwnym intencjom naszej bohaterki pokazuje, jakimi konkretnymi formami literackimi kierował się autor w tym fragmencie. Zastosowanie perypetii nie tylko nadało nowy bieg fabule, pozwoliło na rozwinięcie i opis kolejnego „wcielenia” Dianci. Witkowski stawiając swoją bohaterkę przed nowym doznaniem (wyzbytym erotycznego kontekstu), pokazuje nie tylko złożoność charakteru postaci, ale skomplikowanie i realność opisywanego przez siebie świata. To bardzo ciekawe, że pomimo wielu groteskowych opisów rzeczywistość przedstawiana(odczytywana) przez Witkowskiego jest mocno osadzona w realiach lat 90-tych o czym świadczy autentyczność przedstawionych postaci i miejsc.

Drugi fragment przybliżył postać tytułową –  Fynf und cfancyś. Tu poznajemy historię niespełna 20-letniego adepta, chcącego zaistnieć w świecie prostytucji. Dzięki pierwszoosobowej narracji, wydarzenia z „chrztu” przypominają intymne zwierzenia odczytane z pamiętnika. Witkowski przedstawia najpierw rozmowy, potem zaloty, a na końcu sam (nieudany) stosunek chłopca z mężczyzną o twarzy przypominającej rybę. Również i tu, jak w przypadku Dianci, początkowe przerysowanie zdarzeń kończy się perypetią – klient załamuje się nad swoją cielesnością, seksualnością i odrzuca chłopca od siebie. Początkowo można było założyć, że „chrzest” okaże się pełnym sukcesem, a pierwszy „petent” chłopaka (jak i sam Fynf und cfancyś) będzie zadowolony. Niestety, wszystko kończy się krępującą ciszą o poranku. Obaj wiedzą, że nie można mówić o tym, co się wydarzyło; to temat tabu. Narracja bohatera przechodzi więc w  opis lokum, w którym bohater się zatrzymał. Znowu można odnieść wrażenie, że odczytujemy zapisy z tajnego pamiętnika. Fynf und cfancyś opowiada o  swojej relacji z Tajkami, które w zamian za erotyczne usługi, postanowiły go przygarnąć i dokarmiać ostrym curry.

Możliwość poznawania tego świata jakby z pierwszej ręki odsłania jego wybrakowanie – przede wszystkim emocjonalne. Chłopak opisuje swoje kontakty z kobietami bardzo przedmiotowo, nie ucieka od niesmacznych porównań i ciągłych narzekań. W jego opowieści nie pojawiają się żadna wdzięczność, radość czy poczucie przyjaźni. Samych kobiet nie określa nawet jako znajomych, opisuje je jak jakąś ciekawostkę z branży. Fascynuje go to, że Tajki nigdy się nie starzeją, a pracując jako prostytutki, zadowalają nie jednego pedofila swoją wiecznie dziewczęcą urodą. Narracja Fynf und cfancyś pokazuje jak zindywidualizowane są postaci opisane przez Witkowskiego. W odczytanych fragmentach widzimy, że ten świat jest pełen ludzi, którzy nie chcą (a może nie potrafią) budować zdrowych, trwałych relacji – opartych na przyjaźni, wdzięczności czy współczuciu. Dianca nie współczuła niewidomemu mężczyźnie, traktowała go jako podpunkt na liście do odhaczenia. Podobnie tytułowy bohater; jego relacja z klientem była wyzbyta wszelkich emocji. Z kolei opis kontaktu z Tajkami Witkowski przedstawił bardziej jako konieczną wymianę dóbr, niż jako możliwość do rozwinięcia przyjaźni. Cały świat z książki Fynf und cfancyś jest opisem rzeczywistości trudnej, pełnej wyzwań i kłopotów. Wszystko to sprawia, że tekst, mimo to że jest ubrany w kampowy płaszcz, wydaje się nieść pewien przekaz o prawdzie, zakopanej w tabuizowany świat prostytucji. W opisanej rzeczywistości nikt nie martwi się chorobami wenerycznymi czy swoją pozycją społeczną. Nawet kwestie finansowe zdają się być dla bohaterów ulotnym problemem. Jedyne wskazówki życiowe, jakie chłopcy otrzymują od kolegów po fachu, to te, jaką cenę wołać za numerek w toalecie, a jaką za numerek w domu. To, że losy Dianki czy Fynf und cfancyś są momentami zabawne, nie przekreśla tego, że ich życie jest przede wszystkim pełne chaosu i braku konkretnego celu.

Liczne zabiegi dramaturgiczne poczynione przez Witkowskiego sprawiły, że słuchanie książki było przyjemnością. Dynamiczna fabuła wciągała i była nieprzewidywalna. Opisana rzeczywistość momentami śmieszyła, jednak w dużej mierze skłaniała do zastanowienia się nad złożonością świata zachodniej prostytucji. Książka Fynf und cfancyś to dobry materiał na czytanie, jednak jeszcze lepszy na spektakl.

 

Agata Iżykowska, Teatralia Wrocław

Magazyn internetowy „Teatralia”, numer 151/2015

 

Czynne poniedziałki – czytanie dramatu

Teatr Polski we Wrocławiu

Michał Witkowski

 Fynf und cfancyś

reżyseria: Michał Witkowski

czyta: Michał Witkowski

premiera: 9 listopada 2015

Agata Iżykowska (rocznik 1992) – studiuje MISH na UWr. Z wykształcenia krytyk artystyczny, chociaż najbliżej jej do teatru.  Uwielbia brytyjski teatr, szczególnie średniowieczną i współczesną dramaturgię. Na polskiej scenie docenia dobrą awangardę, chociaż nie jest miłośniczką teatrów współczesnych.