Głosy samotnych dusz (Cafe Luna)

Głosy samotnych dusz (Cafe Luna)

Anna Burzyńska w sztuce Cafe Luna poszukuje recepty na jeden z największych problemów współczesnego świata, jakim jest samotność. Każdy człowiek bezwarunkowo pragnie bliskości, nikt nie chce być sam, ale jak poradzić sobie, gdy ta tak bardzo niechciana samotność nadejdzie?

Akcja  spektaklu rozgrywa się w podrzędnym pubie Cafe Luna, w którym  trzy kobiety – Rosita (Beata Buczek-Żarnecka), Bianka (Olga Barbara Długońska) i Carmela (Elżbieta Mrozińska) spotykają się, by pić, grać w karty i przede wszystkim – wspólnie marzyć. Głównym tematem ich rozmów jest ideał partnera, jaki każda z nich wykreowała sobie ze strzępów wspomnień o dawnej miłości. Noc w noc przesiadują w tym samym miejscu i snują niestworzone opowieści na temat mężczyzn ich życia. Każda z nich z rozrzewnieniem wspomina dawne chwile spędzone u boku ukochanego, który wraz z upływem godzin spędzonych w pubie urasta do roli bóstwa. Sytuacja się nieco komplikuje, gdy okazuje się, że niektóre cechy szczególne zaczynają powtarzać się w nostalgicznych wywodach wszystkich trzech kobiet. Oznacza to tylko jedno: bohaterki mówią o tym samym mężczyźnie, a więc największą, jedyną miłością swojego życia – a raczej tylko jej niewyraźnym wspomnieniem – muszą się podzielić.

Każda z nich jest inna. Odtwórczynie tych ról doskonale wpasowały się w charaktery swoich  postaci. Długońska była bardzo naturalna jako kobieta sceptyczna, nieco powściągliwa, trochę nieśmiała. Buczek-Żarnecka bez mrugnięcia okiem odegrała wydelikaconą, przewrażliwioną laleczkę w różowej sukience i złotych loczkach. A i Mrozińska, imitując zachrypnięty, „przepity” głos podstarzałej harleyówki z ciemnymi dredami, także perfekcyjnie wcieliła się w powierzona jej rolę.

Charakter i sposób zachowania Rosity, Bianki i Carmeli podkreślały tandetne i kiczowate, a przy tym unikatowe, fenomenalne kostiumy przygotowane przez Zofię De Inez. Wykreowana przez nią przestrzeń sceniczna także podbiła serca widzów. Niewielkie foyer Teatru Miejskiego momentalnie przeobrażone zostało w klimatyczną, kameralną klubokawiarnię. Nie obyłoby się to jednak bez nastrojowej muzyki, jaka pobrzmiewała w trakcie trwania całego spektaklu. Aranżacje Piotra Salabera, który wykorzystał melodie piosenek z filmów Pedro Almodóvara, dopełniły nastrój pubu i nadały całości charakteru. Teksty utworów, napisane w całości przez Annę Burzyńską były świetne – lekkie, ale nie banalne. Wykonań wokalnych nie trzeba komentować, bo chyba każdy, kto miał przyjemność wybrać się na spektakl przygotowywany przez Teatr Miejski w Gdyni, w którym aktorzy śpiewali na żywo, wie, jak bezbłędnie im to zawsze wychodzi.

Cafe Luna w znacznej mierze składa się z piosenek. Całość sprawia wrażenie występu musicalowego. Bo właściwie poza Maciejem Sykałą, grającym barmana Manola,  śpiewał każdy z aktorów. Długońska, Buczek-Żarnecka i Mrozińska niektóre partie wokalne wykonywały razem, inne solo. Zachwycający i przejmujący głos Rafała Kowala, wcielającego się we wrażliwego Ricarda poruszył chyba każdego.

Zasługą reżysera, Józefa Opalskiego, jest fakt, że całość jest bardzo spójna. Spektakl nie jest przegadany, a momenty śpiewane nie są nużące, ale wręcz wyczekiwane przez odbiorców. Można w takiej chwili zamknąć oczy, pomarzyć, poczuć kameralny nastrój, jaki panuje w Cafe Luna.

Magiczny klimat zdaje się też oddziaływać na samych bohaterów sztuki. Podczas odgrywania zwykłych scen, wypowiadania dialogów wydają się nieco skryci, nie do końca prawdomówni. Dopiero gdy zaczynają snuć opowieść śpiewaną, ożywają w ich duszach jakieś struny, które dotychczas były ukryte. Śpiew jest melancholijny, nostalgiczny, pełen smutku, wyrzutów. Niektóre wykonania zawierają elementy komizmu, jak np. śpiewano-mówiona kwestia o mamie Mrozińskiej, ale nie wykraczają one poza granice dobrego smaku. Większość piosenek mówi o pragnieniu miłości, o niespełnieniu, o straszliwej samotności serca. Bohaterowie Cafe Luny dotychczas zamknięci w sobie, ożywają podczas śpiewania, ukazują wówczas stan swojej duszy. I taka właśnie jest recepta na samotność, jaką daje sztuka Burzyńskiej: zatracić się w muzyce, sztuce.

 

Balbina Hoppe, Teatralia Trójmiasto

Magazyn Internetowy „Teatralia”, numer 178/2016

 

Teatr Miejski im. Witolda Gombrowicza w Gdyni

Cafe Luna

Anna Burzyńska

reżyseria: Józef Opalski

scenografia i kostiumy: Zofia De Ines

ruch sceniczny: Anna Iberszer

światło: Marek Perkowski

kierownictwo muzyczne i aranżacje: Piotr Salaber

przygotowanie wokalne: Barbara Czarkowska

obsada: Beata Buczek-Żarnecka (Rosita), Olga Barbara Długońska (Bianca), Elżbieta Mrozińska (Carmela), Rafał Kowal (Ricardo), Maciej Sykała (Barman Manolo)

premiera: 1 października 2016

fot. Roman Jocher

 

Balbina Hoppe – rocznik 1994. Studentka filologii polskiej i teatrologii na UG. Uwielbia literaturę, sztukę i teatr. Często bywa w trójmiejskich teatrach w roli widza, ale niekiedy staje też po drugiej stronie, za kulisami, i sama próbuje tworzyć spektakle – w sposób studencki, amatorski, ale pełen pasji i zamiłowania.