Głodomór, mucha i klatka (Odejcie Głodomora)

Franz Kafka wymyślił postać Głodomora na kształt introwertycznego samotnika. Tadeusz Różewicz zachwycił się tą postacią i postanowił wziąć ją na swój warsztat. Stworzył trochę innego, bardziej społecznego Głodomora, który swoją postawą zakrawa o miano idealisty. A może nawet buntownika? Podobno, pisząc Odejście Głodomora, Różewicz czuł krępujące go więzy i ciągły, kontrolujący wzrok autora Przemiany. Poeta nie chciał bowiem uśmiercić pierwowzoru poprzez zbyt dużą modyfikację. A co pragnął osiągnąć Andrzej Ficowski, reżyserując Odejście Głodomora?

Głodomór Kafki milczy. Głodomór Różewicza mówi dużo, zupełnie jakby mówieniem chciał uchronić świat przed zepsuciem. A Głodomór Andrzeja Ficowskiego nostalgicznie śpiewa piosenkę o psie, który porywa kawałek mięsa. Odejścia Głodomora nie można oglądać. I to nie dlatego, że przedstawienie jest przygnębiające i pesymistyczne, lecz z powodu nietypowej konwencji – przedstawienie odbywa się przy całkowitym wyciemnieniu. To drugi już spektakl zorganizowany w ramach cyklu Teatr w ciemnościach. Pierwsza premiera tej serii, Dziwny pasażer, oraz obecna, Odejście Głodomora, zbudowane są z elementów słuchowiska i tradycyjnego teatru dramatycznego. Ich twórcy nawiązują do poglądu, że w dzisiejszej sztuce należy brać pod uwagę przerwy w rytmie postrzegania. Ciemność towarzysząca Odejściu Głodomora sprawiła, że intensywniej niż wzrok zaczęły działać inne zmysły, jednocześnie potęgując doświadczenie przytłoczenia i przygnębienia. Pomimo podśpiewywania i żartów w spektaklu nie ma nic radosnego. Doświadczamy ciemności tak intensywnie, jak Głodomór doświadcza swojego głodu. On nie chce jeść i jedynie pragnie jedynie przedłużenia głodówki o kolejnych czterdzieści dni, tym samym cicho i pasywnie protestując. Ale wobec czego? Nic nie jest powiedziane wprost, jednak możemy się domyślić, że bohater ucieleśnia krytykę konsumpcjonizmu. Głodzi się, , ponieważ wie, że to właśnie jedzący, konsumujący podtrzymują strukturę współczesnej cywilizacji. On chce zachować pełną autonomię, chce decydować o sobie, nawet jeżeli miałoby to oznaczać samotność i wykluczenie. Obcowanie z Głodomorem w ciemnościach sprawia, że całą akcję odbieramy intuicyjnie. Wyczuwamy się obecność i przemieszczanie aktorów, można przysłuchiwać się barwie ich głosów. Dla osób, które poszukują nowych doznań w teatrze, Odejście Głodomora prawdopodobnie okaże się ciekawym przeżyciem. Jednak skoro nie można mówić o materialności spektaklu, jak poddać go ocenie? Pozostaje jedynie intelektualna zabawa z grami słownymi i kontekstami, które padają ze sceny. Pomimo tego, że aktorzy zręcznie przedstawiają swoje relacje, czasem można wyczuć, że czegoś brakuje.. Kolejne opowieść przedstawiają bowiem jako suche produkty, a emocje w ich głosach przejawiały się jakby z konieczności. Rzekomo cała rzecz działa się na romskim koczowisku. Owszem, ze sceny padło kilka nieprzyzwoitych żartów wobec Romów, odśpiewano My cyganie, ale na tym koniec konotacji. Taki sam problem pojawia się, kiedy pomyślę o scenografii. Puste kartony, brudne koce, butelki czy puste puszki miały oddać klimat koczowiska. Nie jestem pewna, czy poszukiwanie odniesień do romskiej mniejszości w takiej estetyce jest poprawne etycznie.

Bardzo sprawnie przeprowadzono natomiast krytykę współczesności. Wszystko zaprezentowano w subtelny, acz dający do myślenia sposób. Poruszająca scena opłakiwania morderstwa muchy przez Głodomora (Maciej Kowalczyk) pokazywała, że nad każdym błędem trzeba się pochylić i pomyśleć.. Ta sama mucha staje się pretekstem do rozmowy na temat wszystkich zabijanych zwierząt. Strażnicy, gawędzący obok klatki Głodomora, dywagują nad humanitarną śmiercią świń prowadzonych na rzeź. Jednak czy śmierć może być humanitarna? Spektakl nie daje na to odpowiedzi. Ficowski podkreśla za to, że każda śmierć jest ważna. Reżyser zastanawia się również nad znaczeniami jakie nieść może, rozumiana symbolicznie, klatka Głodomora. W ostatnim monologu Impresaria (Maciej Tomaszewski) możemy wyczytać aluzje do współczesnych klatek, o których pisał George Ritzer. Według pisarza człowiek XXI wieku jest zniewolony przez pieniądze i dobra materialne. Jednak to od niego zależy, z czego będą zrobione kraty jego konsumpcyjnego więzienia. Mogą być z atłasu, gumy lub złota, wszystkie jednak według Ritzera są przejawem niewoli. Tomaszewski przedstawia tę sytuację wprost przeciwnie. Twierdzi, że zamykanie się w klatce jest nowym rodzajem wolności. Dokonując samoograniczenia, stanowimy o swojej autonomii. Czy aby na pewno? Głodomór ograniczył swój udział w świecie konsumpcjonizmu. Zdecydował się zrezygnować z partycypacji w rzeczywistości. Zapragnął odejść. Czy jednak jest wolny? Tego nie wiemy.

Wszystko kończy się rozmową między reporterką a Impresariem. Wypowiedzi mężczyzny przybierają kształt spowiedzi miłośnika konsumpcjonizmu, który kocha swoją klatkę. Przedstawia się jako wzorowy mieszkaniec świata, od którego tak usilnie ucieka Głodomór. Stworzony kontrast pozostawia pytania. Kto dominuje na świecie? Ludzie jak Impresariowie, zakochani w posiadaniu, czy podobni do Głodomora, oddani ascezie?

 

Agata Iżykowska, Teatralia Wrocław
Internetowy Magazyn „Teatralia”, numer 148/2015

 

Wrocławski Teatr Współczesny

Tadeusz Różewicz

Odejście Głodomora

reżyseria: Andrzej Ficowski

scenografia: Dariusz Orwat
muzyka: Jacek Modliński

obsada: Jerzy Senator (Narrator), Maciej Kowalczyk (Głodomór), Maciej Tomaszewski (Impresario), Elżbieta Golińska (Żona Impresario), Anna Błaut (Dziewczyna), Przemysław Kozłowski (Strażnik I), Tomasz Orpiński (Strażnik II)

premiera: 11 października 2015

fot. Piotr Hawałej

 

Agata Iżykowska (rocznik 1992) – studiuje MISH na UW. Z wykształcenia krytyk artystyczny, chociaż najbliżej jej do teatru. Uwielbia brytyjski teatr, szczególnie średniowieczną i współczesną dramaturgię. Na polskiej scenie docenia dobrą awangardę, chociaż nie jest miłośniczką teatrów współczesnych.