Girls just wanna have… (Mała syrenka)

Girls just wanna have… (Mała syrenka)

Burzliwe doświadczenia wieku nastoletniego są jednym z najpopularniejszych tematów spektakli dla dzieci i młodzieży – w końcu odwołują się do przeżyć większości (jeśli nie wszystkich) jednostek w społeczeństwach. Mała syrenka zestawiona z animowanymi filmami Disneya czy progresywnymi młodzieżowymi serialami wydaje się nie proponować widzom żadnych nowych życiowych strategii poza „byciem sobą”. Zaczyna się jednak robić ciekawiej, gdy przyjrzymy się warstwie dramaturgicznej i związkom przedstawienia z klasyczną opowieścią Hansa Christiana Andersena.

Andrzej Błażewicz wraz ze swoimi zaufanymi współpracownikami – dramaturgiem Pawłem Sablikiem i scenografką Aleksandrą Grabowską – stworzył przedstawienie krótkie i kameralne w formie, a przy tym kreujące w odważny sposób rzeczywistość, owszem, fantastyczna, ale i fantazyjną. Szczegółowe i wieloplanowe uniwersum baśni Andersena zostało zastąpione światem wciąż nierealnym, choć z realnością romansującym, dzięki czemu widzowie bez względu na wiek pozostają nie tylko zaskoczeni czy rozbawieni niektórymi wątkami, ale także uwrażliwieni na inność. Niestety, jest to historia niekoniecznie z happy endem.

…fun

Na dnie falującego morza, przykrytego plastikową folią, mieszka piętnastoletnia, żywiołowa Ariel (w tej roli Magdalena Osińska). Ten wiek oznacza dla syreny czas na przekroczenie bariery morza i poznawanie ludzkiego świata ponad nim. To poważna sprawa, być może zbyt poważna. To czas, w którym odczuwa się różne emocje i nie zawsze potrafi się je dobrze nazwać, a rodzinne opowieści o cywilizowanym świecie zamiast nauczyć czegoś i pomóc, wywołują tylko stres. Arielce udaje się jednak zapomnieć o nadchodzących wyzwaniach dzięki muzyce i śpiewaniu. Z mikrofonem w ręce, w połyskujących ubraniach i brokatowym makijażu, wśród kolorowych świateł i przy dźwiękach Another One Bites the Dust zespołu Queen czuje się, by tak rzec, jak ryba w wodzie. Z marzeń o byciu diwą wyrywa bohaterkę jej jedyna opiekunka, Babcia Syrena (rozczulający i zabawny Roman Garncarczyk), która w serdeczny i cierpliwy sposób stara się troszczyć o wnuczkę i odpowiadać na jej egzystencjalne pytania.

A nastolatka pytań i wątpliwości ma sporo. Przez to, że zna tylko wodny świat, nie ma ludzkiej duszy i może przez to żyć 300 lat czuje się odmienna, niepewna i samotna z tym, czego doświadcza. Chce poznać inny świat, choć jednocześnie nie rozumie jego zasad – trudno jej pojąć  to, że nie jest akceptowana , bowiem piękny syreni ogon w oczach ludzi to coś obślizgłego. Jednak zanim zdąży samodzielnie wypłynąć na brzeg, do jej morskiej rzeczywistości bezwładnie wpada tonący Książę. Arielka, zachowując zimną krew, ratuje przybysza i zakochuje się w nim z właściwą sobie szczerością uczuć i prostolinijnością. Z wzajemnością.

…legs

Na drodze ku szczęściu młodej pary stoją… nogi. A właściwie ich brak. Co więcej, aby syrena o ciele człowieka nie zamieniła się przed świtem w pianę morską, Książę musi ją poślubić i tym samym „podzielić się” ludzką, nieśmiertelną duszą. A ludzie, jak powtarza Babcia, nie wiążą się z syrenami. Na ratunek Arielce przychodzi ciotka-wiedźma, także syrena (brawurowa Katarzyna Krzanowska). Niestety jedyne rozwiązanie zamieniające ogon w „dwie kolumny” jest równie magiczne, co kosztowne – w zamian za skuteczną miksturę, której użycie będzie bolesne jak obusieczny miecz rozcinający ciało, chytra wiedźma żąda niezwykłego talentu młodej bohaterki – jej pięknego głosu.

Okrutne zasady przemiany zaczerpnięte z niewesołej baśni Andersena idą w parze z dramaturgią momentu metamorfozy – chirurgiczna biel światła współgra z chropowatym dźwiękiem i niemiłym, rzeczowym tonem słów Ciotki. Krótką, mechaniczną wręcz scenę zamiany rybiej spódnicy na cekinowe szorty poprzedza ostatni występ Arielki. Młoda bohaterka coraz głośniej śpiewa a capella piosenkę Kocham być z Tobą zespołu The Dumplings (z albumu o znamiennym tytule Sea You Later). Tekst utworu mówiący o toksycznej miłości pełnej fizycznej agresji staje się manifestem syreny – przypieczętowaniem uczucia i poświęcenia. Dość mroczna scena nie ma nic wspólnego z rozbudowaną widowiskową metamorfozą rodem z filmowych, kolorowych produkcji Disneya o pięknych księżniczkach.

Nie zdradzę żadnej wielkiej tajemnicy, jeśli powiem, że ponowne spotkanie syrenki i Księcia nie przebiega dobrze. Usilne starania porozumienia się niemej bohaterki z młodzieńcem przerywa pojawienie się Ciotki. Zła krewna przykuwa uwagę bohatera nie tylko zgrabnymi nogami (zdobytymi w ten sam bolesny sposób), ale i zniewalającym głosem. Bardzo drastyczna, niepokojąca i trzymająca w napięciu kulminacyjna scena romansu dojrzałej kobiety i młodego chłopca oznacza ostateczny triumf przeciwniczki, która wie, że z każdym dniem staje się coraz mniej atrakcyjna i zbliża się do śmierci, czyli przemiany w morską pianę. Samolubny i przebiegły uczynek ma stać się gwarancją jej wolności i nieśmiertelności. Nie istnieje kobiece czy syrenie porozumienie; żadna „solidarność jajników” czy „płetw”. Co więcej, ciotka używa magii ponownie i manipuluje Małą Syrenką, każąc jej wybierać między życiem własnym a ukochanego.

…fundamental human rights

Teatralna Mała Syrenka jest marzycielką. Pragnie bajkowego życia na miarę własnych snów i naiwnych przekonań z powodu liminalnego punktu, w jakim się znajduje. Jej indywidualna wizja świata, początkowo wypowiadana bez cienia wątpliwości, za sprawą burzliwych wydarzeń i bohatera z innej rzeczywistości ulega przewartościowaniu i zmianie. Mała Arielka, która chciała realizować swoje marzenie i zostać piosenkarką, zmienia się w nastoletnią Ariel, która decyduje się poświęcić swoje dobro i szczęście za życie drugiej osoby. Z dziewczynki, która chciała zrobić coś dla nowej siebie, staje się dziewczyną, którą pozbawiono możliwości do funkcjonowania w jakimkolwiek społeczeństwie – syrenim czy ludzkim. Finałowy głos babci-opiekunki „mów sobie: to jest bajka” nie uspokaja złamanego serca, ale gasi wszelkie nadzieje. Arielka nie ma szans na szczęśliwą miłość i akceptację w ludzkim świecie. Nie spełni swoich pragnień, więc znów może marzyć. Tylko marzyć, tylko śnić, tylko sobie wyobrażać. Zakończenie sugeruje zatem widzom prostą konkluzję – dobre serce jest nic niewarte w świecie, w którym wartościuje się istoty po tym, czy mają płetwy, czy nogi; po śmierci zostaną morską pianą czy nieśmiertelną duszą.

Spektakl w warstwie dramaturgicznej wydaje się  wypadkową seansu Małej syrenki Disneya i lektury baśni Andersena: nie brakuje energicznych scen muzycznych ani  dramatycznych, zatrważających zwrotów akcji. Patrząc na młodą publiczność czy rodziców z dziećmi, do których adresowana jest premiera Błażewicza, ważne wydają mi się partie komiczne, przełamujące poważną i miejscami mroczną wymowę przedstawienia. W pamięć zapada slapstickowa scena zabawy Arielki ludzkimi nogami Księcia i genderowa Babcia Garncarczyk w siwej peruce i z wąsem. Nietypowa pani domu, truchtająca w błyszczącej, opinającej ciało sukni rozbawiła publiczność, szukając przepisu na mazurka w kuchennych rękawicach w kształcie ryb. Zastrzeżenia budzi jednak gra dwójki młodszych wykonawców: Magdaleny Osińskiej i Jakuba Sasaka. W scenach kulminacyjnych i pełnych napięcia stają oni na wysokości zadania, jednak ich aktorstwo w większości przedstawienia jest dość mało wiarygodne i pozbawione swobody. Krzanowska i Gancarczyk  prezentują za to prawdziwy popis konstruowania wyrazistych postaci prostymi środkami.

Spójności godzinnemu przedstawieniu dodaje sam tekst dramatyczny – zgrabne i poetyckie dialogi, charakteryzujące się prostym językiem oraz niecodzienną składnią, są zrozumiałe dla młodych widzów, wciąż dając poczucie obserwowania scen odrobinę nie z tego świata.

Rozumiem, że twórcy przedstawienia chcieli podkreślić wartość postaw, jakimi są bezinteresowność, pomoc drugiej osobie i odwaga w szukaniu własnego szczęścia. W baśni Andersena Mała Syrenka za swoje dobre serce nie odzyskuje miłości, jednak zachowuje życie, podróżując jako ptak w kluczu. Niestety, w tym przedstawieniu obusiecznym mieczem okazało się bajkowe motto spektaklu, które jednocześnie gratyfikuje ideę fikcyjnej, magicznej opowieści oraz uderza w tych wrażliwych i emocjonalnych jak Arielka, oznajmiając im, że radości zaznać mogą jedynie w wymyślonym świecie. Na dnie morza, w ukryciu, poza społeczeństwem.

W finałowej scenie załamana nastoletnia Ariel pogrąża się w bólu i rozpaczy. Zalana łzami, powoli zastyga w niemym krzyku. Pozostaje buntowniczką, której odebrano głos – dosłownie i w przenośni.

To nie jest bajka. Dzieci i ryby tu głosu nie mają.

 

Paulina Kubas, Teatralia Kraków

Internetowy Magazyn „Teatralia”, numer 266/2018

 

Teatr Nowy Proxima w Krakowie

Mała syrenka

na motywach baśni Hansa Christiana Andersena Syrena

reżyseria: Andrzej Błażewicz

adaptacja: Paweł Sablik

Scenografia, kostiumy: Aleksandra Grabowska

ambienty: Wiktor Juszkiewicz

dźwięk: Grzegorz Janeczek

charakteryzacja: Kaja Jałoza

projekcje: Paweł Penarski

światło: Wojciech Kiwacz

obsada: Magdalena Osińska (Mała Syrenka), Roman Gancarczyk (Babcia Syrena), Katarzyna Krzanowska (Ciotka Syrena), Jakub Sasak (Książę)

premiera: 10 listopada 2018

fot. Agnieszka Pięta-Jakubowska

 

Paulina Kubas ­­– rocznik 1994, teatrolożka, freelancerka, fotografka-amatorka. Absolwentka wiedzy o teatrze, spec. performatyka przedstawień UJ. Finalistka IV edycji Konkursu Fotografii Teatralnej, organizowanego przez Instytut Teatralny im. Z. Raszewskiego w Warszawie. Autorka i redaktorka strony Wiedzy o Teatrze UJ na Facebooku. Najchętniej zajmuje się polskim teatrem dwudziestolecia międzywojennego.