Gender z XIX wieku (Treasure Island)

Gender z XIX wieku (Treasure Island)

Treasure Island w londyńskim Teatrze Narodowym to doświadczenie totalne, absolutnie obezwładniające każdego widza, wyrywające z przeżywanego świata. Ma również sugestywną wartość dodaną – rolę pierwotną chłopięcego bohatera obsadzono dziewczyną, nadając powieści Roberta Louisa Stevensona nowy wymiar.

Wchodzę na widownię. amfiteatralny układ siedzeń współgra z antyczną orchestrą, na której widzę układające się okrąg monumentalne, ciężkie żebra. Można powiedzieć, że ledwo przysiadłam, a już jestem zanurzona w zdarzeniu – z głośników sączy się dźwięk fal morza muskających surowe skały. Chwila oczekiwania zabarwiona jest zimną i mroczną atmosferą. Światła na widowni gasną, na scenę wychodzi Jim (Patsy Ferran), zaczynamy…

Spektakl Treasure Island powstał na podstawie powieści przygodowej Roberta Louisa Stevensona w adaptacji Bryony Lavery i reżyserii Polly Findlay. Jest przykładem na to, że dzieło zupełnie niesceniczne u zarania swojej idei, gdyż dynamiczne w fizycznym sensie, staje się arcydziełem także na scenie pudełkowej. Jest dowodem na istnienie takiej fantazji, która potrafi myśleć „outside the box” właśnie. Twórcy śmiało wyszli poza tradycyjną rampę. Wykorzystali przestrzeń ponad widzami, chociażby ukazując oczom przepiękny nieboskłon z konstelacjami astronomicznymi gwiazd. Wykorzystali nawet przestrzeń pod sceną, tworząc w wyobraźni widza nieskończone możliwości, jakie może dać teatr. Bez zrzucania kurtyny scenę opanowało wiele różnych krajobrazów: potężna Hispaniola – okręt (z pełnym dobrodziejstwem: pokojami, kuchnią, pokładem, masztem, sterem), wnętrze karczmy, system skomplikowanych podziemnych jam i kanałów oraz bagniste tereny tajemniczej wyspy. Znalazło się miejsce nawet dla prawdziwego ogniska. System zapadni, dźwigni oraz innych złożonych mechanizmów dawały wrażenie nasycenia. Będąc zupełnie szczera, tak dopracowanej scenografii nigdy nie widziałam. Jednak nie tylko ona świadczy o dobrym teatrze popularnym.

Spójrzmy na choreografię. Na scenie (na oko 15×15 metrów), gdzie istnieje dojmujące wrażenie, że scenerii jest więcej niż bohaterów, bardzo trudno zapanować nad ruchem tak, aby nie dopuścić się fałszu. Każde wprawne oko widza patrzy, każda emocja jest pod lupą, każde wahanie tym bardziej. W Treasure Island przejścia bohaterów, synchronizacja pomiędzy scenami, tworzyła skomplikowany labirynt czasoprzestrzenny, którego opanowanie bez zarzutu, prócz kwestii słownej, to kolejne wyzwanie.

Adaptatorka powieści – Lavery, redefiniując postać głównej bohaterki, narzuciła wysoką poprzeczkę zarówno twórcom kreatywnym, jak i widowni. Jim Hawkins w oryginale był chłopcem. Sam Stevenson, pisząc niniejszą powieść, chciał napisać powieść typowo męską. Jego mizoginizm spowodowany był nieprzyjemnymi przygodami w Ameryce, skruszony i ogłuszony wrócił do rodzimej Szkocji. Jim-dziewczyna nadała zupełnie inny rys postaci? Obsadzając w rolę Jima dziewczynę, sztuka skoncentrowała się nieco bardziej na bohaterce: doceniony był jej spryt, opiekuńczość, przezorność, zaradność oraz reszta cech, które zgodnie z tradycją bardziej korespondowały z cechami chłopców. Moim więc zdaniem, zmiana płci głównego bohatera, choć wbrew idei autora, jednakże dopełniła charakteru postaci.

Aleksandra Pyrkosz, Teatralia Warszawa
Magazyn Internetowy „Teatralia” numer 137/2015

The National Theater London

Treasure Island

Robert Louis Stevenson

Reżyseria: Polly Findlay

Projekt: Lizzie Clachan

Światło: Bruno Poet

Muzyka i dźwięki: Dan Jones

Pieśni: John Tams

Ruch sceniczny: Jack Murphy

Premiera: grudzień 2014

fot. mat. teatru