Gabinet luster Oichermana (Tymczasem wydarzyło się...)

Gabinet luster Oichermana (Tymczasem wydarzyło się…)

Nad prawym brzegiem Wisły stoi nietypowa konstrukcja – nad budynkiem nieczynnej elektrowni wznosi się ramowa, betonowa rama, opatrzona logo krakowskiej Cricoteki. Powstający gmach jest nową siedzibą Muzeum Tadeusza Kantora. Poniżej poziomu ulicy, na wiślańskich bulwarach zamontowano kilkanaście luster na stalowych podporach, które odbijają obraz całej budowli. Z dwóch stron instalacji, przy uczęszczanej ścieżce umieszczony został napis „Cricoteka”, a przy jednym z „wejść” stoją wolontariusze – pracownicy tego muzeum na świeżym powietrzu. Wejście nic nie kosztuje, a przechodząc zawsze można sobie poprawić makijaż, przeglądając się w lustrzanym odbiciu.

Tymczasem wydarzyło się… to artboomowski projekt Borisa Oichermana, jedna z wielu festiwalowych prac rozlokowanych na krakowskim Podgórzu. Jak twierdzą twórcy (kuratorem pracy jest Łukasz Białkowski), instalacja odnosi się do Muzeum Migrującego, idei realizowanej przez Cricotekę, opartej z kolei na koncepcji muzeum rozproszonego. Dla odbiorców nieznających tych teorii, projekt wydaje się w istocie banalny, ale być może to jest jego największym walorem. Stawiając lustro naprzeciwko rozgrzebanej budowy nowej placówki muzealnej, Oicherman, po pierwsze, sprawdza, „jak sama Cricoteka w nowej, właśnie powstającej siedzibie wpisuje się w kontekst okolicy”. Po drugie, to również prosty sposób zwrócenia uwagi na skomplikowany proces realizacji projektu i związane z nim komplikacje. Otwarcie muzeum było przewidziane pod koniec ubiegłego roku, ale z powodu rozmaitych przeszkód nie doszło do skutku. Oficjalnie wykonawca orzekł, że konstrukcja grozi zawaleniem w wyniku błędów architektonicznych zawartych w projekcie, nieoficjalnie podano, że prace zostały przerwane z powodu zadłużenia Chemobudowy. W medialnej dyskusji na ten temat różne źródła szacowały kwoty potrzebne na wzmocnienie konstrukcji – od kilku tysięcy (zdaniem projektanta) do kilku milionów złotych (według wyliczeń wykonawcy). Nagłówki artykułów najlepiej świadczą o przebiegu całej inwestycji: „Budowa Cricoteki znów wstrzymana”, bo „Muzeum Kantora może zdmuchnąć silny wiatr”. I dalej: „Cricoteka może stać się kolejnym szkieletorem”, jednak „wykonawca Cricoteki dostał 2,5 mln złotych odszkodowania”, dlatego „wraca na plac budowy Cricoteki”. Natomiast na stronie internetowej Muzeum Kantora znajduje się informacja, że w 2012 roku rozpoczęto już roboty wykończeniowe, czyli historia zmierza powoli do swojego happy endu. Odwołując się do tytułu pracy Oichermana, tymczasem dużo się w tej sprawie wydarzyło.

Wychodząc z podgórskiej Drukarni na wiślane bulwary nie da się nie zauważyć lustrzanej instalacji, widać ją też z przeciwległej strony rzeki, kiedy światło odbija się w zwierciadlanych powierzchniach. Interesujące jest to, że z obu stron ścieżki lustra ustawione są naprzeciwko idących, a nie w stronę placu budowy. Najpierw więc oglądamy samych siebie, zaskoczeni gabinetem zwierciadeł zbudowanym w przestrzeni miejskiej, a potem wchodzimy pomiędzy nie, przyglądając się odbitym obrazom. W ramach lustrzanych prostopadłościanów widać nie tylko fragmenty muzealnej konstrukcji, ale też wycinki krajobrazu. Dzięki temu powstaje wrażenie rozbitej, pokawałkowanej rzeczywistości. Miłośnikom Kantora od razu nasuwa się skojarzenie z kolażową twórczością artysty i podejmowaną przezeń grą z ideą multiplikacji, zwłaszcza w działaniach performerskich. Linkowanie do twórczości Kantora wydaje mi świadomym działaniem ze strony artystów. Podobnie jak twórca Wielkiego krzesła, przyjmują oni perspektywę obserwacji świata przez soczewkę, którą staje się przedmiot ustawiony na scenie lub użyty w instalacji. Pozbawiona swojej użyteczności, rzecz/ artefakt zyskuje wówczas nowe, unikatowe znaczenie. Lustro też jest banalnym rekwizytem codzienności. Jednak w stosunku do innych jest przedmiotem, który częściej prowokuje do teoretycznych i artystycznych interpretacji, jest komentowanym sposobem tworzenia jakiegoś wizerunku. Takim, który nigdy nie jest obojętny, ale zawsze wykreowany, wykadrowany, odsłaniający jedno, ale skrywający coś innego. U Oichermana też podkreślona zostaje pozorna obiektywność lustrzanego odbicia – obrazy są załamane i niewyraźne, widać na nich falującą linię, brakuje ostrych kątów. Lustrzana budowla rozmywa się w zamglonym odbiciu. Niepokój wywołuje moment, kiedy samych siebie dostrzegamy w „kadrze” tego obrazka.

Odrealnienie, ale też zwielokrotnienie elementów otoczenia wpływa na specyfikę całego projektu. Sceneria jest tutaj teatralną scenografią, a przechodzący spacerowicze – uczestnikami performansu, którzy dopełniają jego otwartą formę: będąc stale w ruchu lub zatrzymując się, co chwila wybierają różne perspektywy patrzenia, aby z dystansu przyjrzeć się (rozproszonej) instalacji. Tymczasem wydarzyło się… jest dzięki temu sposobem teatralizacji otoczenia nowej Cricoteki, wprowadzenia w przestrzeń miejską elementu zakłócającego jej zwyczajne funkcjonowanie, wywołującego widoczną w niej zmianę. Takie myślenie bliskie jest happeningowym akcjom samego Kantora. Również zmienny charakter instalacji – obraz muzeum uwarunkowany jest zmiennymi czynnikami: pogodowymi, obecnością widzów, wreszcie (oczekiwanymi) postępami w budowli – charakterystyczny jest dla podobnych działań. Konkretną inspiracją jest dla Oichermana Kantorowska koncepcja „pomników niemożliwych”, na którą powołuje się w opisie projektu. Przypisem, który ma do niej odsyłać jest obecność opiekunów ekspozycji – wolontariuszy siedzących na krzesłach. Według mnie poza oczywistym cytatem – Kantorowskim krzesłem – również lustra mogłyby stanowić realizację „niemożliwego” konceptu.

Wyjście poza mury muzeum, a właściwie prowokacyjne ustawienie instalacji face to face jego nieukończonej budowy może być też przyczynkiem do ciekawej dyskusji z konwencjami w nim obowiązującymi. Przeniesione poza sale wystawiennicze zasady działania instytucji zupełnie zmieniają swoje funkcje. W tym projekcie „kustosze” – dwie osoby pilnujące lustrzanej instalacji – stają się właściwie częścią artystycznego wydarzenia. Skupiają na sobie uwagę przechodniów jako „wtajemniczeni” uczestnicy projektu, wydaje się, że ich obecność nie jest przypadkowa. Kilka osób zatrzymuje się i czeka, aż tamci wykonają jakiś ruch lub dadzą instrukcje postępowania w tej niecodziennej sytuacji. Kiedy „muzealnicy” nie zachowują się zgodnie z oczekiwaniami obserwatorów, ich dezorientacja i równocześnie zaciekawienie sprawiają, że aktywnie uczestniczą w instalacji, próbując odgadnąć jej (prze)znaczenie.

Boris Oicherman dopiero od kilku lat tworzy projekty w różnych dziedzinach sztuk wizualnych, wcześniej naukowo zajmował się percepcją kolorów, a zawodowo – technologią obrazowania. Zdobyte doświadczenie wykorzystuje przy szukaniu materiałów dla swoich instalacji site specific, które zawsze korespondują z wybraną przez artystę przestrzenią. Również nowa konstrukcja Criocoteki ma być pokryta szklaną powierzchnią, między innymi stąd wybór lustra jako jedynego przedmiotu artboomowskiej ekspozycji. Tymczasem wydarzyło się… formą nawiązuje też do innych lustrzanych instalacji w przestrzeni miejskiej. Jedną z nich jest lustrzany labirynt na terenie uniwersytetu w Bristolu. Duński artysta Jeppe Hein wykorzystał w swojej pracy kilkadziesiąt luster, ustawionych wertykalnie naprzeciwko głównego gmachu uczelni. Chociaż przyświecała mu inna idea – z gruntu Lacanowska: uniwersytet ma być miejscem samopoznania, podobnie jak moment rozpoznania swojego odbicia w lustrze – to elementem łączącym oba projekty jest wybór konkretnego miejsca. W starannie dobranym otoczeniu artyści konstruują instalacje nawiązujące do jego charakteru, symboliki czy przeznaczenia, dzięki czemu zmieniają jego charakter. W lustrach Heina i Oichermana powstaje obraz publicznej instytucji – jedna z nich dopiero buduje swoją placówkę, być może też markę; druga ma wypracowany autorytet, ale daleko jej do świetności czasów europejskiego renesansu. Obie prace nie są rodzajem nowoczesnego pomnika ku chwale i na cześć, ale raczej ironicznym komentarzem do aktualności. Jak już wspomniałam – na krakowskim Podgórzu ponad murami muzealnego placu budowy wznoszą się imponujące betonowe podpory i metalowe konstrukcje, ale całość, ze względu na naprzemienne wstrzymywanie i wznawianie prac, bardziej przypomina teraz młodszego krewniaka podstarzałego już szkieletora niż nowoczesną formę architektoniczną. W krzywym zwierciadle Oichermana odbija się nie tylko problem lokalny – rewitalizacji Podgórza dzięki budowie nowej placówki kulturalnej. To obraz o szerokiej perspektywie społecznej, gdzie na pierwszy plan wysuwają się ciągle istotne i nieustabilizowane kwestie artystyczno-finansowej zależności. Przejrzeć się w tym lustrze to żadna przyjemność.

Karolina Wycisk, Teatralia
Internetowy Magazyn „Teatralia“ numer 66/2013

5. Grolsch ArtBoom Festival w Krakowie, 7-21 czerwca 2013
Tymczasem wydarzyło się…
Boris Oicherman
kurator: Łukasz Białkowski
fot. Michał Ramus