Filmy o teatrze

Filmy o teatrze

Filmy o teatrze to szczególny rodzaj sztuki. Używanie jednego medium, aby za jego pomocą wyrazić drugie. U podstawy skazani jesteśmy na zapośredniczenie. Co z niego wynika? W programie tegorocznej edycji Festiwalu Dni Sztuki Współczesnej w Białymstoku znalazło się kilka filmów o tematyce teatralnej. Wśród nich dokument Akademia Ruchu Andrzeja Sapiji o historii i dorobku artystycznego kolektywu tworzącego od lat 70-tych i Książę Karola Radziszewskiego inspirowany postacią Ryszarda Cieślaka i jego legendarnej roli w Księciu Niezłomnym w reżyserii Jerzego Grotowskiego. Obu prezentacjom towarzyszyły ciekawe spotkania z artystami.

Świeżość awangardy

Akademia Ruchu powstała w 1973 roku i wywodzi się z artystycznych, alternatywnych ruchów charakterystycznych dla tamtego okresu. Łączy w sobie teatr, performans, akcje parateatralne i szereg innych sztuk – wizualnych czy ruchowych. Naczelnym twórcą Akademii Ruchu, reżyserem i pomysłodawcą większości wydarzeń był nieżyjący już Wojciech Krukowski, artysta zasłużony dla polskiej kultury i działający na wielu jej polach (pełnił m. in. funkcję dyrektora Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski). Zaprezentowany na festiwalu film dokumentalny Sapiji to klasyczny w formie materiał przybliżający działalność Akademii Ruchu na przestrzeni trzydziestu lat. Zawiera archiwalia, szkice, fotografie, wywiady z członkami kolektywu. Autorem scenariusza i głównym mówiącym jest Wojciech Krukowski, zatem cel filmu jest jasno określony – służy edukacji, uchwyceniu w pigułce charakterystyki Akademii Ruchu, drogi artystycznej (sztuki scenicznej i ulicznej) kolektywu. Materiał w tej formie doskonale się  sprawdza, intryguje, nie ma w nim egzaltacji czy patosu. Oglądana z dzisiejszego punktu widzenia działalność zespołu wydaje się świeża, nowatorska, współczesna, choć osadzona w bardzo konkretnym czasie i kontekście kulturowym. Oczywiście niektóre działania się już zdezaktualizowały, bo nierozerwalnie związane były z czasem swojego powstania – np. nie działały wykonywane w innym mieście. Jolanta Krukowska wskazała na jednorazowość działań Akademii wspominając akcję uliczną, w ramach której w szary tłum przechodniów wpadali kolorowi, poprzebierani artyści z koszami owoców – widok w realiach PRL-u wręcz fantastyczny, nierealny. Inne miasto, inny czas (choć jeszcze w czasach PRL-u) nie dawał ram do stworzenia akcji o takiej sile przekazu. Krukowski inspirował się twórczością Cage’a czy Wróblewskiego – malując ramę na chodniku zatytułowaną teatr uliczny tworzył sytuację wchodzenia i wychodzenia, oglądania i bycia oglądanym, intencjonalności i przypadkowości zdarzeń, eksplorując tym samym granice teatralności. Nie taniec jako forma, ale ruch (czy bezruch, jak w przypadku Autobusu), symultaniczność – stanowiły dla reżysera podstawę (choć sama idea jest już wiekowa, to wciąż jest nośna na fali zwrotu performatywnego). To, co wydaje się najbardziej współczesne z założeń Akademii Ruchu, to otwarcie na widza, zapraszanie go do współtworzenia. W ramach akcji Dom artyści tworzyli ramy spotkań z ludźmi w ich przestrzeniach prywatnych i jedynie nadzorowali dalsze wydarzenie, twórcami byli mieszkańcy opowiadający własne historie. Pod hasłem Latającej Akademii Ruchu grupa wyjeżdżała do małych miejscowości i prowadziła warsztaty oraz pokazy. Brzmi znajomo? Projekty o charakterze dzisiejszych, by wymienić tylko dwa: Teatr Polska czy Wielkopolska. Rewolucje. Inicjatywy oparte na podobnych założeniach: edukacyjne i artystyczne, społeczne, interdyscyplinarne, odwracające schematy i perspektywę patrzenia – charakterystyczne były dla Akademii Ruchu i są nadal dla współczesnych twórców.

Oglądając film o Akademii Ruchu czułam zaciekawienie, ale i żal. Dlaczego mówi się o tym tak mało? Szkoda, że współcześnie nie spotyka się u nas ulicznych akcji, które w błyskotliwy, prosty, ale i ciekawy artystycznie sposób komentują rzeczywistość. Te wszystkie wspólnotowe, społeczne idee i założenia nie przyjęły się na szerszą skalę i próbują przebić się właśnie przy okazji wspomnianych projektów, tyle że często określa się je jako nowe, ironicznie jako modne, podczas gdy mają już całkiem długą tradycję.

Fikcyjność dokumentacji

Z tradycją, a raczej z mitem tradycji, postanowił zmierzyć się Karol Radziszewski biorąc na warsztat emblematyczną niemal postać Ryszarda Cieślaka i jego aktu całkowitego w Księciu Niezłomnym. Radziszewskiego bardziej jednak interesuje szukanie luk w przekazie o Cieślaku i odwracanie proporcji prezentowanych punktów widzenia, badanie mitu i narracji, nie samej twórczości.

Książę to (jak określa autor) „spektakl dokamerowy”, subiektywna opowieść o recepcji mitu i fikcyjności dokumentacji. Autor przygląda się pewnemu procesowi w ramach szeregu eksperymentów. Choć film jest o Cieślaku, to aktor cały czas znajduje się w cieniu Grotowskiego, który funkcjonuje w nim jak wielki nieobecny. Artysta zaprasza do współpracy młodych mężczyzn proponując im powtórzenie słynnej sceny z Księcia Niezłomnego oraz grupę młodych ludzi (znajomych z facebooka), z którymi rekonstruuje Thanatosa polskiego – spektakl wyreżyserowany przez Ryszarda Cieślaka na początku lat 80-tych. W filmie występuje także Teresa Nawrot, aktorka Teatru Laboratorium, przez lata związana z Ryszardem Cieślakiem oraz aktorka Agnieszka Podsiadlik, która wciela się w rolę Nawrot (na poziomie udzielania wywiadu jak i rekonstrukcji spektaklu). Pozostali aktorzy odgrywają role Cieślaka czy jego córki Agnieszki. Ten eklektyzm formalny potrzebny jest Radziszewskiemu z kilku powodów. Z jednej strony artysta chce oddać głos tym, którzy nie tworzą oficjalnej narracji o aktorze. Perspektywa Nawrot jest kobieca, skrajnie subiektywna, ale taka ma być – emocjonalna, kuluarowa, opowiedziana przez tą, która była najbliżej, ale zawsze w cieniu mistrzów. Postać córki ukazuje proces sięgający jeszcze dalej – zainscenizowanie wywiadu opublikowanego w „Notatniku Teatralnym” uwypukla opresyjność pytań dziennikarki, wciskanie jej w rolę tej, która naturalnie „powinna” uczestniczyć w budowaniu mitu ojca. Córka nigdy nie widziała Cieślaka na scenie, w roli ojca także był nieobecny, a wobec tej ogromnej pustki i wyrwy przychodzi narracja, która ją zagłusza i narzuca swój, mitologizujący punkt widzenia, zarazem usprawiedliwiający niedostatki Cieślaka jako ojca. Wyreżyserowanie wywiadu mogło przesterować akcenty tekstu, by uwypuklić instrumentalne traktowanie dziennikarki wobec dziewczyny. Zapośredniczenie, nierealność obrazu ojca pozostaje jednak w ich relacji niepodważalna.

Rekonstrukcja scen obu spektakli z założenia skazana jest na niepowodzenie – trudno, żeby przypadkowi ludzie, bez przygotowania i w krótkim czasie osiągnęli efekt porównywalny z pracą zespołu Grotowskiego. Wyczuwalny jest dystans uczestników wobec ówczesnej estetyki teatralnej (świece, patos, mrok, krzyk), zupełna nieznajomość metody, często nawet samych nazwisk twórców. Wysiłek zaproszonych przez Radziszewskiego osób jest manieryczny, budzi śmiech widowni, ignorancja i niewiedza niektórych jest wręcz kompromitująca. Nie do końca jasne są intencje autora wobec nieświadomych uczestników eksperymentu. Czy mogą oni mierzyć się z legendą, nie mając pojęcia o jej istnieniu? Może w wypadku Thanatosa polskiego celem była próba zmierzenia się z tamtą estetyką, która faktycznie wydaje się anachroniczna z punktu widzenia współczesnego teatru. Jeśli Radziszewski chciał podpatrzeć młodych podczas tej konfrontacji, to lepiej wychodzi to w wypadku profesjonalistów, np. aktora Pawła Tomaszewskiego odgrywającego wywiad amerykański i scenę z Księcia Niezłomnego. Radziszewski kazał aktorowi nauczyć się tekstu po polsku, po czym na nagraniu prosił, aby mówił tekst po angielsku – postawił go zatem w podobnej sytuacji, w jakiej znalazł się Cieślak w trakcie wywiadu z zagraniczną telewizją.

We wszystkich wypadkach powraca motyw pewnej fikcji, rozbrajania mitu przez coś, co również nie jest prawdziwe, ale raczej niepełne, ułomne. Nie jest to odkrycie ani nowatorstwo ze strony Radziszewskiego. Artysta wybrał powrót do legendy, która sam się interesował (namiętnie czytał Grotowskiego w liceum) i film jest subiektywnym spotkaniem z bohaterem po latach, rodzajem dość zabawnej przygody i eksperymentu. Radziszewski opowiadał jednak o niespodziewanych reakcjach świadków pamięci, którzy po pierwszym pokazie byli oburzeni. Ich sprzeciw budził, nomen omen, sam kształt narracji o legendzie…

Zestawiając oba filmy można się zastanawiać nad racją bytu filmów o teatrze. Czy mogą być czymś innym niż – w odniesieniu do teatru – ułomną formą? Chyba nie. Nawet profesjonalne rejestracje spektakli są niedoskonałe i nie oddadzą tej ulotnej materii, jaką jest spektakl, a próba stworzenia najbardziej obiektywnego dokumentu o danym artyście również nie uwzględni wszystkich punktów widzenia, które się na ową „prawdę” składają. Pozostaję po stronie różnych form i formatów, bo wielość pozwala się ustosunkować do sprawy na własną rękę. Każdy ma do tego prawo.

Weronika Łucyk, Teatralia
Internetowy Magazyn „Teatralia”, numer 140/2015

30. Festiwal Dni Sztuki Współczesnej, Białystok, 28.05-06.06.2015

Akademia Ruchu

reżyseria: Andrzej Sapija

scenariusz: Wojciech Krukowski

spotkanie z członkami Akademii Ruchu: Jolantą Krukowską i Aleksandrą Lompart poprowadziła Jadwiga Majewska

fot. Mariusz Michalski

***

Książę

reżyseria: Karol Radziszewski

scenariusz: Dorota Sajewska

występują: Klara Bielawka, Maria Maj, Agnieszka Podsiadlik, Paweł Tomaszewski, Teresa Nawrot

spotkanie z reżyserem poprowadziła Magdalena Ujma