Festiwalowe mikroopresje, czyli w jaki sposób pamiętamy o Zagładzie (Festiwal Pamięci)

Festiwalowe mikroopresje, czyli w jaki sposób pamiętamy o Zagładzie (Festiwal Pamięci)

Przy wejściu biała opaska na rękę zamiast biletu i ulotka informacyjna zamiast programu teatralnego. Następnie należy podążać za prowadzącymi wolontariuszami, by dotrzeć na miejsce wydarzeń. Spektakl w Teatrze Powszechnym przyjmuje formułę festiwalu. Tak dobrze znaną, że na początku zdezorientowani widzowie, szybko odnajdują oswojone skądinąd schematy organizacyjne.

Dzięki nim cała widownia przemieszcza się z miejsca na miejsce, biorąc udział w kolejnych atrakcjach przygotowanych przez organizatorów. Choć przebiega to sprawnie, przebywając pośród nomadycznej widowni, wyrwanej z bezpiecznej pozycji teatralnego fotela, wyczuwa się podskórny lęk. Widz trochę się spodziewa, co go czeka, ale nie jest do końca pewien. Opresyjny schemat, jakim jest przesłuchanie, zostaje wykorzystany w pierwszej części spektaklu. Widzowie zebrani w hallu proszeni są o zapoznanie się z regulaminem, a później zostają zarzuceni pytaniami zadawanymi przez aktorów w roli festiwalowych wolontariuszy. Zaczyna się niewinnie, słyszymy „Czy państwo dobrze się czują? Czy Państwu nie jest duszno?”. Niektórzy widzowie odpowiadają. Stopniowo pytania zmieniają swój charakter. „Czy są na sali Polacy? Czy mamy na sali Żyda albo Niemca? Czy należy pomagać? Czy ukrywaliby Państwo Żyda podczas wojny?”. Padają kolejne odpowiedzi na widowni: „Tak”. „Nie”. „Nie wiem”.

Poczucie niepewności podsyca moment zawieszenia, oczekiwanie na wejście aktorów na scenę, celowo opóźniony początek akcji. Ma to miejsce w drugiej części– podczas koncertu. Zanim na estradzie pojawią się aktorzy minie trochę czasu, widzowie zostają na dłuższą chwilę w sali teatralnej wypełnionej muzyką elektroniczną miksowaną na żywo przez DJ-a. Za jego plecami wyświetlają się wizualizacje, a pomieszczenie oświetlają ruchome reflektory. Po jakimś czasie widz orientuje się, że migające zdjęcia, są przetworzeniem kadrów przedstawiających miejsca upamiętniania ofiar Holocaustu. Jednym z nich jest Pomnik Pomordowanych Żydów Europy mieszczący się w Berlinie. Jego rytmiczna, prosta, architektoniczna konstrukcja wkomponowuje się w modne geometryzujące kształty wizualizacji, tak, że na pierwszy rzut oka można jej nie dostrzec. Motywem przewodnim powracającym jak refren jest kadr tańczących w koło ludzi – pogrążeni w malignie, chocholim tańcu, poddani sile, która każe zataczać te same kręgi – wracają wciąż do punktu wyjścia. Odtwarzana choreografia przywodzi na myśl przywołany w pierwszej części spektaklu cytat z tekstów Primo Leviego: „Skoro zdarzyło się to raz, może powtórzyć się znowu”.

Z widowni usunięto wszystkie krzesła, pozostały tylko podesty sceniczne. Widzowie siadają na podłodze, inni stoją i w takt muzyki podrygują nogami. Wejście aktorów na scenę wygląda jak przywitanie gwiazd muzyki popularnej. Na zawieszonych z tyłu ekranach wyświetlają się i migają twarze: Aleksandry Bożek, Marii Robaszkiewicz, Piotra Ligienza, Sławomira Packa. Blask, kolorowe światła, muzyka i wizualizacje! Zaczyna się słowno-muzyczne show. Wszystko przypomina koncert, ale nim nie jest. Ludzie zazwyczaj w taki sytuacjach czują się swobodnie, ale w tym wypadku jest inaczej. Reflektory lustrują salę punktowym światłem, tak jakby patrolowały teren obozu lub szukały uciekiniera. Wędrujące, zielone snopy, nerwowo przemieszczają się po sali zahaczając przy tym o głowy widzów. Ze sceny dobiegają czasem melorecytowane, innym razem wykrzyczane opowiadania ze zbioru Odpływający ogród Idy Fink. Aktorzy w typowo estradowych kreacjach, zachowują się jak gwiazdy, co kontrastuje z wyśpiewywanym tekstem opowiadań. Ta niestosowność budzi grozę. Następuje karnawalizacja śmierci – upiorny koncert, który niewiele ma wspólnego z rozrywką, operuje jedynie podobnymi schematami. Festiwal pamięci to gorzka laurka wystawiona publiczności. Reżyser niejako oskarża społeczeństwo en masse o to, że nie potrafi pamiętać, przeżywać i mówić o tragicznych sprawach w sposób stosowny. To klasyczne złamanie zasady decorum. Każdy przekaz musi być atrakcyjny, opakowany w dobrze sprzedający się format, inaczej trudno pozyskać zainteresowanie odbiorców.

Forma festiwalu wykorzystana jest krytycznie, z jednej strony daje ramy organizacyjne, z drugiej sieje grozę. Czy śmierć milionów niewinnych ludzi trzeba przedstawić w atrakcyjnej, formie, byśmy dzisiaj chcieli o niej rozmawiać i o niej pamiętać – zdaje się pytać Andrzej Pakuła – reżyser spektaklu. Koncert, brokatowe stroje, płonące iskry, wyświetlane w bajkowym powiększeniu w tle, za sceną, budzą niesmak. Ogień sfilmowany w zbliżeniu jawi się jako piękny obraz. Nie wiemy jednak, co lub kto płonie. Formuła festiwalu jest atrakcyjna i opresyjna zarazem. Opaski noszone na ręce przypominają numery, którymi znakowani byli więźniowie, zielone reflektory rzucające snopy światła, wyglądają tak, jakby szukały zbiegów obozowych, a ostre stroboskopowe błyski wysłane w stronę widza, powodują fizyczny ból.

Zdjęcia wykorzystane w spektaklu, wędrują pomiędzy kolejnymi jego częściami. Po raz pierwszy pokazywane są w hallu i wyświetlane w formie multimedialnej prezentacji: oglądamy kadry przedstawiające Obóz Zagłady – Kulmhof oraz Las Rzuchowski, Muzeum Żydowskie w Berlinie. Następnie te same zdjęcia zostają wplecione w wizualizacje i przetwarzane podczas koncertu. Po raz trzeci widz styka się z nimi w części projekcyjnej, oglądając zapis wideo z podróży licealistów do Berlina, Chełmna nad Nerem, Stralsundu i Prory.

Festiwal musi angażować uwagę widzów i zaskakiwać, schlebiać popularnym gustom – nie ma mowy o spokoju, nudzie, chwili na refleksję. Stąd koncerty, modna muzyka elektroniczna, nowoczesne wizualizacje i reflektory. Kolejną atrakcją jest przejście korytarzami teatralnymi przez miejsca, do których widzowie zazwyczaj nie mają wstępu. Spacer kończy się w sali projekcyjnej, wysokiej, przypominającej trochę magazyn, w którym gdzieniegdzie składowane są fragmenty dekoracji do poszczególnych spektakli. To tu na widzów czeka film dokumentalny – zapis podróży licealistów do miejsc pamięci o Holocauście.

Trzecia część przedstawienia wprowadza wątek współczesny, naszkicowany jedynie podczas poprzednich festiwalowych odsłon. Głównymi bohaterami są licealiści i ich spojrzenie na odwiedzane miejsca pamięci. Temat Zagłady zostaje zestawiony z współczesnymi nastrojami antyimigranckimi. Uciekający przed wojną uchodźcy i imigranci zarobkowi postrzegani są w kategoriach zagrożenia dla istnienia starego kontynentu – Europy, którą znamy. Nienawiść, niegdyś kanalizowana na figurze Żyda, dziś przenosi się na uchodźcę. Prawicowe organizacje podsycają lęki, tworząc narrację o starciu dwóch cywilizacji – chrześcijańskiej, rozumianej jako postępowa i europejska oraz muzułmańskiej, tej zacofanej i ekspansywnej. Licealiści biorą udział w manifestacjach odbywających się w niemieckim Stralsund, gdzie głoszone są antyimigranckie hasła. W mieście zbiera się również kontrmanifestacja pod znaczącym hasłem „Stop nazistom!”.

Zestawienie tematu Zagłady oraz problemu uchodźców przybywających do Europy jest formą ostrzeżenia przed uruchomieniem tego samego języka opisu, tych samych lęków i podsycania nienawiści względem osób obcych kulturowo, czyli tych czynników, które w XX wieku doprowadziły do Holocaustu. W tym świetle pamięć nie jest tylko kwestią oddania szacunku osobom pomordowanym, lecz również perspektywą, z której można spojrzeć na problemy współczesnego świata. Pytanie zadane przez festiwalowych wolontariuszy w pierwszej części spektaklu: „Czy ukrywaliby Państwo Żyda?” zostaje przeformułowane na: „Czy pomogliby Państwo uchodźcom?”.

 

Anna Galewska, Teatralia Warszawa
Internetowy Magazyn „Teatralia”, numer 162/2016

 

Festiwal Pamięci

reżyseria: Andrzej Pakuła

dramaturgia: Jan Burzyński

scenariusz: Jan Burzyński i Andrzej Pakuła

przestrzeń: Andrzej Pakuła i Mikołaj Szymkowiak

muzyka: Wieszcze Niespokojne i Jasiu Klatka

choreografia: Magda Ptasznik

film, wizualizacje: Wojtek Kaniewski, Jędrzej Filuś i Mikołaj Szymkowiak

kostiumy: Sandra Kowalska

asystentka reżysera: Katarzyna Chrobak

produkcja: Natalia Andrzejewska

obsada: Aleksandra Bożek, Piotr Ligienza, Sławomir Pacek, Maria Robaszkiewicz

premiera: 20 stycznia 2016

fot. Magda Starowieyska

Anna Galewska. Rocznik 1990. Absolwentka dokumentalistyki i studentka wiedzy o kulturze na Uniwersytecie Warszawskim. Interesuje się teatrem, reportażem, filmem, tańcem współczesnym i designem. Jest założycielką i członkinią Stowarzyszenia Przetwornik działającego w sferze kultury i edukacji.