Egzystencjalny dramat jednostki (Noc Iguany)

Egzystencjalny dramat jednostki (Noc Iguany)

Upał, gorączka, uderzające o brzeg wzburzone fale oceanu. W samym sercu dzikiego Meksyku, gdzie przenosi nas dramat Tennessee Williamsa, czas płynie dużo, dużo wolniej. Zwłaszcza, jeśli utknie się tam zupełnie wbrew swojej woli. Nie pozostaje wówczas nic innego, jak tylko rozłożyć się w wygodnym hamaku i popijając niezastąpione Rum Coco, zapomnieć o całym świecie. Taką receptę przedstawiają twórcy gdańskiej adaptacji Nocy Iguany.

Według właścicielki podupadającego hotelu Costa Verde, wiecznie nienasyconej Maxine (Katarzyna Figura), odpoczynek w jej „pensjonacie” to niezastąpione antidotum na wszelkie smutki. Prowadzony przez nią hotel to miejsce będące skupiskiem wszystkiego, co pierwotne, dzikie i naturalne, na pierwszy rzut oka wolne od trapiących świat konwenansów, norm społecznych czy zasad. W towarzystwie dwóch namiętnych chłopców o ciemnej karnacji – Pancha (Daniel Jiménez Martínez) i Pedra (Jakub Mróz), czas mija  na niekończących się igraszkach, ale, jak wzdycha Maxine, to tylko słudzy i nie można im pozwalać na zbyt wiele. Niezwykle ekspresyjna gra aktorska Martíneza i Mroza, którą wzmacnia dynamiczna choreografia, zdaje się bezbłędna. Atutem spektaklu – tu należą się słowa pochwały dla reżyserki Pii Partum – jest jego subtelność. Artystka nie wprowadza bowiem elementów wulgarnych ani nie prowokuje obrazami obnażonych ciał. Pomimo braku nagości, Noc Iguany w pełni oddaje pełen nieposkromionych żądz i niepohamowanej seksualności klimat gorącego Meksyku. Dzięki Pancho i Pedro już od początku spektaklu można poczuć się jak w meksykańskiej dżungli. Niewiele potrzeba, by odczuć skwar, duchotę i lepkość upalnego dnia. Tańczący chłopcy wykonują swoje ruchy z precyzją – potrafią oddać senny nastrój panujący w Costa Verde. Towarzysząca im muzyka, przygotowana przez Tomasza Mreńcę, współtworzy klimat sielanki, którego doświadczyć można tylko w Meksyku.  Scenografia Magdaleny Maciejewskiej złożona z dwóch hamaków zawieszonych wysoko nad prowizorycznym wzgórzem, zdecydowanie nie powstrzymuje wyobraźni przed kreowaniem wizji obfitego krajobrazu meksykańskiej flory.

Nieposkromiona, dzika natura objawia się w Maxine – pełnej zaborczej namiętności, niemłodej już wdowy, która mimo zupełnego braku zainteresowania ze strony Shannona (Marek Tynda) nie poddaje się i wciąż toczy o niego walkę. Nieoceniona Figura perfekcyjnie wciela się w postać tej zachłannej, wiecznie niezaspokojonej seksualnie właścicielki Costa Verde.

Nie robią na niej wrażenia liczne romanse Shannona z nastolatkami, ale zaczyna czuć zagrożenie, gdy do hotelu nieoczekiwanie przybywa kobieta dojrzała. Hannah (Monika Chomicka-Szymaniak) jest malarką, która podróżuje ze swym wiekowym dziadkiem, poetą Nono (Andrzej Nowiński). Z wyglądu niepozorna, nieciekawa, zupełnie nie w guście Shannona, okazuje się jego pokrewną duszą. Obydwoje są nieszczęśliwi, zagubieni. Znajdują wspólny język i mimo przeciwności losu próbują się porozumieć.

Nowiński (obchodzący jubileusz 55-lecia pracy artystycznej) idealnie zagrał postać nieco przygłuchego, powolnego staruszka, którego kreacja wprowadziła do spektaklu trochę humoru. Na uwagę zasługują także trzej Niemcy – pewny siebie Wolfgang (Piotr Biedroń) i jego rodzice: Frau (Marzena Nieczuja-Urbańska) i Herr Fahrenkop (Maciej Szemiel). Aktorzy ci idealnie odegrali stereotypową niemiecką rodzinę. Poza nimi w Costa Verde przebywa także cała wycieczka podstarzałych nauczycielek z ich młodymi podopiecznymi. Shannon, wbrew samemu sobie i wcześniejszym postanowieniom, wplątuje się w romans z siedemnastoletnią Charlotte (Dorota Androsz). Rozpieszczona nastolatka nie daje mu spokoju i oświadcza, że go kocha. On natomiast chowa się przed nią. gdzie tylko może. Ucieka także przed jej nauczycielką, Panną Fellowes (Ewa Jendrzejewska), która jest liderką grupy.

Kim wreszcie jest Shannon? To postać skrajnie nieszczęśliwa. Z początku wygląda na typowego lowelasa, który zatrudnił się jako przewodnik wycieczek po Meksyku. Jego sposób bycia i podejście do świata mogą wzbudzać niechęć, a nawet obrzydzenie. Jednakże w momencie, w którym spektakl ma się ku końcowi, wywołuje już tylko współczucie. Cierpiący na syndrom sztokholmski Shannon nie wie tak naprawdę, czego chce. Nienawidzi Costa Verde i jednocześnie nie potrafi się od niego uwolnić. Marzy o wolności, ale nie może jej odnaleźć nawet w zupełnej dziczy. Żyje na granicy obłędu. Niekiedy przypomina tytułową iguanę. Złapany w sidła Maxine, podobnie jak jaszczurki, na które właścicielka Costa Verde zastawia pułapki, by później podać je na kolację, w przerażeniu szamoce się na uwięzi. Tynda wydaje się stworzony do roli tego melancholijnego, szarmanckiego mężczyzny, w którym tkwi jakiś nieopisany wewnętrzny smutek. Nie może on znaleźć ukojenia nawet w tak zapadłej dziurze jak Costa Verde. Jest to z pozoru przestrzeń pełna wolności, królestwo dzikiej natury, w którym wszystko jest dozwolone i nikt nie ponosi konsekwencji za swoje czyny. Jednakże tak naprawdę to swoiste locus horridus – miejsce upiorne – o czym dowiadujemy się dopiero pod koniec spektaklu. Budzą się tam straszliwe siły przyrody, które potrafią być bezwzględne i nieubłagane.

Noc Iguany to spektakl ukazujący człowieka zagubionego, nieszczęśliwego, który mimo dojrzałego już wieku, wciąż nie wie, czego oczekuje od życia. Gdańscy aktorzy perfekcyjnie wcielili się w swoje role, poczynając od Figury, której charyzma i niekwestionowany talent ożywiły i nadały charakteru postaci Maxine, przez doskonałych w swej akrobatycznej giętkości Martíneza i Mroza, aż po samego Tyndę, którego nieoceniona gra miała znaczący wpływ na wydźwięk całej adaptacji

i uwydatniła tragiczną wymowę gdańskiej Nocy Iguany. Uznanie należy się także reżyserce Pii Partum, która nie tylko idealnie dopasowała aktorów do bohaterów dramatu Williamsa, ale też z pewnością miała niemały wpływ na ich sugestywną grę. Partum ukazuje Noc Iguany jako egzystencjalny dramat jednostki, która jak iguana tkwi w pułapce. Szarpać będzie się w niej tak długo, aż wreszcie wyda swe ostatnie tchnienie. Chyba że ktoś ją uwolni, bo takie rozwiązanie także jest możliwe.

 

Balbina Hoppe, Teatralia Trójmiasto

Internetowy Magazyn „"Teatralia”", numer 176/2016

 

Teatr Wybrzeże w Gdańsku

Tennessee Williams

Noc Iguany

przekład::
Krzysztof Zarzecki

reżyseria:
Pia Partum

scenografia, kostiumy, światła, wideo:
Magdalena Maciejewska

opracowanie muzyczne:
Tomasz Mreńca

konsultacje ruchowe:
Daniel Jiménez Martínez

obsada: Dorota Androsz, Monika Chomicka-Szymaniak, Katarzyna Figura, Ewa Jendrzejewska, Marzena Nieczuja-Urbańska, Piotr Biedroń, Maciej Konopiński, Jakub Mróz, Andrzej Nowiński, Marek Tynda, Maciej Szemiel, Daniel Jiménez Martínez

premiera: 20 maja 2016

fot. mat. teatru

Balbina Hoppe – ma 22 lata. Studiuje filologię polską na UG (specjalność edytorska), uwielbia literaturę, sztukę i teatr. Często bywa w trójmiejskich teatrach w roli widza, ale niekiedy staje też po tej drugiej stronie, za kulisami, i sama próbuje tworzyć spektakle –- w sposób studencki, amatorski, ale pełen pasji i zamiłowania.