Dziś Anioły już są u siebie (Edith i Marlene)

Dziś Anioły już są u siebie (Edith i Marlene)

                                                                                                          Unsere beiden Schatten
sah’n wie einer aus
dass wir so lieb uns hatten
dass sah man gleich daraus (…)

                                                                       Fragment piosenki „Lili Marleen”

Marlene Dietrich

Czasem trudno uwierzyć, że między ludźmi o indywidualnej osobowości i skrajnych emocjonalnie charakterach, może nawiązać się coś więcej niż znajomość na kilka „witam” i „do widzenia”.

A jednak. Może więc to właśnie te cechy pozwalają stworzyć relację, która wykracza daleko poza ramy przyjaźni.

Niewątpliwe takimi osobowościami były Marlene Dietrich i Edith Piaf. Pochodziły z zupełnie różnych środowisk. Pierwsza to dama z wysokiej klasy społecznej, córka byłego wojskowego. Od najmłodszych lat wpajano jej, że trzeba przestrzegać zasad. Edith Piaf to córka ulicy. Do końca swoich dni zachowała w sobie historie bruków – ich melodie i ballady – i mimo że twardo stąpała po ziemi, nie przestawała wierzyć w spełnienie marzeń.

Obie połączyła przede wszystkim miłość do muzyki, jej indywidualnej interpretacji. Jednak – jak można się szybko zorientować – muzyka okazała się tylko punktem wyjścia dla mocnej kobiecej relacji, która z biegiem dni i lat zaczęła dotykać coraz więcej płaszczyzn ich życia zawodowego i prywatnego.

W spektaklu Marlene (Halinka Mlynkova) i Edith (Anna Sroka-Hryń) są głównymi bohaterkami, niemniej niemiecka artystka schodzi pozornie na drugi plan. Uważny widz szybko dostrzeże, że Edith nieraz zwraca się do swojej przyjaciółki: mój Ty Aniele. Sformułowanie to pada często, ponieważ Dietrich, również pierwszoplanowa, wyłania się tylko w kluczowych momentach życia Francuzki, co tak naprawdę uwypukla tę postać, bardziej zarysowuje jej znaczenie w życiu Piaf i domyka tę rozchwianą emocjonalnie relację.

Reżyserka Márta Mészáros stworzyła przede wszystkim historię kobiet. Ich życie prywatne było bazą, punktem wyjścia do opowiedzenia historii z rzeczywistości jupiterów i fleszy. Sztuka jest na pozór dość prosta, jednak diabeł tkwi w szczegółach, a te – powierzchownie zinterpretowane – mogłyby spowodować rozsypanie się całej historii. Ważne było stworzenie rzeczywistego planu w relacji artystek, ich pierwsze spotkanie, a także to ostatnie, tuż przed śmiercią. Istotne były również ich relacje poza sceną, w kuluarach. Wypadło dobrze, co jest również zasługą obsady, która poradziła sobie z tym trudnym pod względem emocjonalnym spektaklem.

Sprawdzianem aktorskim okazało się także wykonywanie utworów wokalnych. Anna Sroka-Hryń i Halinka Mlynkowa zostały bardzo dobrze przygotowane. Trzeba dodać, że był to debiut aktorski Halinki Mlynkowej. Poradziła sobie świetnie, podsumowując występ niesamowitym wykonaniem Gdzie są kwiaty z tamtych lat (oryginalny tytuł Sag mir wo die Blumen sind).

Cały spektakl niewątpliwie urzeka. Co ważne, jest to historia z utworami muzycznymi, a nie opowiedziana poprzez nie. Wszystkie szczegóły dopracowano. Muzyka wykonywana na żywo była wykończeniem całości – doświadczeń, które ukształtowały artystki.

Każda z nich uważała, że ta druga jest większą szczęściarą, że jej barwa jest piękniejsza i że może liczyć na większe powodzenie. Edith kochała Marlene za klasę i finezję, Marlene została uwiedziona spontanicznością Edith, szczerością i przede wszystkim miłością, w którą francuski wróbelek wierzył za każdym razem do utraty tchu. Świetnie się uzupełniały.

Katarzyna Prędotka, Teatralia Warszawa
Internetowy Magazyn „Teatralia” numer 112/2014

Mazowiecki Teatr Muzyczny im. J. Kieprury/Teatr Palladium/Warszawa

Edith i Marlene

Éva Pataki

reżyseria: Márta Mészáros

obsada: Anna Sroka-Hryń, Halinka Mlynkova, Ewa Telega, Jacek Zienkiewicz, Arkadiusz Brykalski, Julian Mere

premiera: 5 marca 2013

fot. mat. teatru