Dramatopisarze i dramatopisarki na tarczy (Metafory Rzeczywistości)

Dramatopisarze i dramatopisarki na tarczy (Metafory Rzeczywistości)

Gdyby tegoroczne Metafory rzeczywistości traktować jako przegląd współczesnej dramaturgii polskiej zaczęłabym się zastanawiać nad zmianą swojego zawodu. Ene due rike fake Marzeny Matuszak, Kwaśne mleko Maliny Prześlugi, Javen saste i bahtałe Marty Sokołowskiej to teksty niewątpliwie ambitne i społecznie potrzebne. Ale czy są wystarczająco przyzwoicie napisane, by mogły się nadawać do teatru?

Poruszane tematy oscylowały wokół współczesnych problemów mniejszości narodowych oraz tak zwanych „trupów chowanych do szafy”, czy też spraw zamiatanych pod dywan, więc zdawałoby się, że wszystko w porządku. Ale przecież temat w teatrze to nie wszystko. Co sprawia, że tekst traktujemy jako teatralny? Postdramatyczność pokazała nam, że pytanie o formę tekstu teatralnego jest nietaktowne. Przywołuję Lehmanna:

„Powstał bowiem teatr bez dramatu […]. Tu także tkwi przyczyna poważnych trudności, jakie ma większość tradycyjnie nastawionych widzów z postdramatycznym teatrem. Uważa się za miejsce spotkania sztuk, dlatego też rozwija takie przyzwyczajenia i oczekiwania odbiorcze, które nie mają nic wspólnego z paradygmatem dramatycznym (czy w ogóle z literaturą). Nie powinno zatem dziwić, że z tym typem teatru zwykle lepiej radzą sobie zwolennicy innych rodzajów sztuki (malarstwa, tańca, muzyki…) niż widzowie oddani teatrowi dramatycznemu”[1].

Rygorystyczna konstrukcja dramatu już nie obowiązuje – mogę się z tym zgodzić. Jestem w końcu liberalna dla artystów i uważam, że ich sposób opisu współczesności jest wyrazem tego, co się dzieje wokół nas. Dlaczego jednak sztuka przestała być antidotum na współczesność, a jest tylko jej wiernym odtworzeniem? „Odtworzenie” kojarzy się z mimetyzmem, wiec nie jest słowem, które pasuje tutaj najlepiej, bo przecież nie w tym tkwi problem. Ibsenowskie sztuki nie były teatralną wpadką, a majstersztykiem realistycznego gatunku. Problem zaprezentowanych tekstów polegał na strukturze opartej na kolejno wyliczanych  wydarzeniach i bezpośrednim podaniem tematu.

Alina, bohaterka Kwaśnego mleka, staje się młodocianą dzieciobójczynią. Poznajemy ją w chwili poczęcia jej dziecka. Mnóstwo tu komentatorów. Jest Pierwsza Komórka, która opowiada nam o etapach zapłodnienia, Podstawowa Komórka Rodzinna, bardzo ludzka i bezradna Matka Boska, Światłość, a także Chór Świętych i Chór Przechodniów opluwających Alinę. Fabuła w skrócie przebiega następująco: Alina zachodzi w ciążę – nie potrafi pokochać dziecka i głośno mówi, że go nie chce – upuszcza celowo niemowlę. Drugi dramat Ene due rike fake zapowiada się bardzo ciekawie, bo metaforycznie. Do końca nie wiemy, czy historia opowiadana jest przez trzy kobiety naśladujące siebie z dzieciństwa, czy też przez trzy małe dziewczynki, które przeżyły więcej niż niejeden dorosły człowiek. Język nasączony metaforami nawiązuje do symboliki ptaków. Alicja kochała się z ornitologiem, który gdakał jak kura podczas orgazmu, a Lala przyniosła na obiad gołębia – tęsknota za wolnością jest ukrytym przekazem tego tekstu. Żaden z wyżej wymienionych dramatów nie pozostawił widza z pytaniem, refleksją, niedopowiedzeniem. Po czytanej prezentacji tekstu Maliny Prześlugi dowiedziałam się, że należy umożliwić kobiecie oddanie dziecka, jeśli go nie chce. Natomiast Marzena Matuszczak, mimo oryginalnego języka, podobnie postawiła zbyt wiele tez. Ze sceny padło dużo danych statystycznych o mężczyznach, którzy marzą o seksie z nieletnią, co przyćmiło walory językowe tekstu, a monotonia była cechą zarówno tematu jak i formy. Javen saste i bahtałe Marty Sokołowskiej ukazał jeden fakt: w dzisiejszych czasach nie szanuje się Romów. Kolejny dramat z tezą dla widza, który nie ma wyobraźni.

Ontologiczny status postaci teatralnej jest nieważny dla laureatek konkursu. Dlaczego więc autorki zdecydowały się zaprezentować te teksty jako formę teatralną, a nie prozatorską, eseistyczną, czy inną; po prostu do czytania po cichu i dla siebie? Ja jako widz nie wiem, co mam zrobić z przedstawionymi faktami, ponieważ poza „dowiadywaniem się” nic więcej nie następuje, przez co nie postępuje akcja dramatyczna. Retorycznie zaznaczam, że nie chodzi tutaj o niedzianie się w myśl dramatów Becketta. Bohaterowie sztuk konkursowych nie zadają pytań o swoje miejsce w świecie, jego jakość i cel. Nie pozostawiają też miejsca dla widza, bo co ma zrobić widz, co ma pomyśleć, kiedy wszystko zostało już powiedziane? Nie uważam, że tylko psychologiczna budowa postaci jest właściwa, ale przyznać trzeba, że właśnie budowa postaci jest najistotniejsza w teatrze niealternatywnym i przeważnie z tego punktu analizujemy dzieło teatralne.

Na uwagę zasługują poczynania Uli Kijak, Joanny Grabowieckiej, Wojciecha Farugi oraz aktorów. Dzięki nim inscenizacje były rewelacyjne. Jednak w konkursie Metafor Rzeczywistości nagradza się „polski dramat współczesny”[2], a nie jego sceniczną realizację. Gwoli ścisłości główną nagrodę Metafor Rzeczywistości ex aequo otrzymały: Malina Prześluga i Marzena Matuszak.

Natalia Grygiel, Teatralia Poznań
Internetowy magazyn „Teatralia” numer 71/2013

Metafory Rzeczywistości, Teatr Polski w Poznaniu, 7–8 września 2013

Marzena Matuszak
Ene due rike fake
opieka reżyserska: Joanna Grabowiecka

Marta Sokołowska
javen saste i bahtałe (bądźcie zdrowi i szczęśliwi)
opieka reżyserska: Wojciech Faruga

Malina Prześluga
Kwaśne mleko
opieka reżyserska: Ula Kijak

Natalia Grygiel – rocznik 1987, teatrolożka. W Kole Naukowym Instytutu Wschodniego prowadziła sekcję Teatru i Literatury. W czerwcu 2012 roku zrealizowała autorski scenariusz Kolonia karna pod okiem Bartka Frąckowiaka. Interesuje się współczesną antropologią. 

 

 

 

 

 

 

 



[1] Hans-Thies Lehmann, Teatr postdramatyczny, tłum. Dorota Sajewska, Małgorzata Sugiera, Księgarnia Akademicka, Kraków 2004, s. 32.

[2] Z regulaminu konkursu: http://www.teatr-polski.pl/files/pages/844f1_regulamin%20-%2031.01.2013.pdf.