Dopowiedzenie, czyli słów kilka po premierze (K.)

Dopowiedzenie, czyli słów kilka po premierze (K.)

Szybki wdech i wydech. Powoli i umiarkowanie się uspokajam, tłumacząc sobie jak dziecku że nic takiego jak na scenie się nie wydarzy…  za 2 lata (słownie i dosłownie: dwa lata). To już się dzieje…  Gdyby nie rzucający się w oczy napis na telebimie: „Wybory parlamentarne 2019”, to z pewnością ten krótki wybieg w przyszłość byłby niezauważalny. Przyszłość na scenie była po części naszą teraźniejszością..  Tą, którą tak w myślach odrzucamy. Jednak dotyczy nas coraz bardziej i bliżej. Nieścisłości czasowe pojawiają się także i w samym spektaklu, bo jak inaczej można wytłumaczyć postać matki Jarosława Kaczyńskiego? Przeszłość, która nie rusza do przodu, tylko tkwi w niezręcznej teraźniejszości. Tak, jak czas w przedstawieniu, który zatrzymał się w momencie wyborów, w oczekiwaniu na rozwiązanie. Odnoszę nieodparte wrażenie, że 4 lata „pomiędzy” zwane kadencją, są jednym wielkim czekaniem na wyniki koniecznie inne od poprzednich, żeby nie popaść w stagnację. Znaleźliśmy się w odpowiednim odstępie czasowym, dwa lata przed następnymi wyborami i tyle samo po poprzednich. To dobry moment na podsumowania polityczne.

To prawda, co mówią, że „palenie skłania do dyskusji”. Przed teatrem wśród kłębów dymu rozpoznaję stałych bywalców teatralnych. Papieros po spektaklu to niemalże ich rytuał, swego rodzaju oczyszczenie albo po prostu uzależnienie, które trzeba koniecznie zaspokoić po 2,5 godzinnym przedstawieniu.  Im się nie spieszy, równie dobrze mogliby zapalić kilka metrów dalej. Jednak jest to działanie nieprzypadkowe. Krąży wiele anegdot o aktorach wychodzących w przerwie na papierosa. Reguła jest taka, że jeśli rozmawiają to przedstawienie przebiega według planu, natomiast kiedy w zupełnej ciszy wypalają kolejnego papierosa to oznacza, że nie ma już czego ratować. Sytuacja wygląda podobnie w przypadku widowni.  Kolejne wychodzące osoby grupują się i podejmują dyskusje na temat spektaklu, który się przed chwilą skończył. Drobna frustracja, gesty bezsilności i wreszcie stwierdzenia, że „k…a!” – jako społeczeństwo znaleźliśmy się w sytuacji bez wyjścia, bo każde jest niewłaściwe. To nasze narodowe „k…a” jest doskonale ujęte w spektaklu. Jako sposób uzewnętrzniania piętrzącej się irytacji i frustracji. K. dla współczesnego Polaka stało się przecinkiem jako  emocjonalny wydźwięk, który jest pewnego rodzaju wykrzyknikiem bezradności. Bezsilność to z pewnością to, co łączy też przedstawienie z postacią Józefa K. z Procesu Kafki. Zbieżność inicjałów zupełnie (nie)przypadkowa. Podobna niewidzialna i nadrzędna siła kierowała obiema postaciami. Sprowadzenie tytułu do głównej postaci przedstawienia jest jego uproszczeniem i spłyceniem. Z całą pewnością widzowie, którzy oczekiwali spektaklu „inspirowanego postacią prezesa PiS” mogli poczuć się zawiedzeni. Nie, nie dostaliśmy porcji dowcipów o partii rządzącej, ale o całej sferze współczesnej polityki, która dla twórców nie tylko dzieje się teraz, ale będzie podobnie prowadzona przez kolejne lata.

Aleksandra Białek, Teatralia Poznań         

Internetowy Magazyn “Teatralia”, numer 215/2017

 

Teatr Polski w Poznaniu

K.

reżyseria: Monika Strzępka

scenariusz: Paweł Demirski

muzyka: Tomasz Sierajewski

kostiumy i scenografia: Arek Ślesiński

obsada:  Joanna Drozda (Duch Unii Wolności), Barbara Krasińka (Matka Prezesów), Barbara Prokopowicz (Powiatowa), Monika Roszko (Anonymus), Marcin Czarnik (K.), Jacek Poniedziałek (Donald), Wojciech Kalwat (Człowiek od Prezesów), Piotr Kaźmierczak (Jastrząb Prezesów), Jakub Papuga (Partia Clownów), Andrzej Szubski (Na Sprzedaż)

premiera: 4 listopada 2017

fot. Magda Hueckel

Aleksandra Białek – absolwentka poznańskiej teatrologii, studentka Mediów Interaktywnych i Widowisk.