Czy pan Ripley jest zdolny? (Utalentowany Pan Ripley)

Czy pan Ripley jest zdolny? (Utalentowany Pan Ripley)

Utalentowany Pan Ripley Radka Rychcika w Teatrze Studio jest adaptacją tzw. Riplejady Mary Patricii Highsmith. Akuszerkami przejścia na widownię są trzy skośnookie dziewczyny ubrane w strój stewardess Ryanair’a. Będzie odlot?

Bynajmniej. Świetny tekst ani nie obronił się sam, ani nie wybronił ubogiej realizacji. „Utalentowany…” został utkany bardzo nietrwałą i drapiącą materią: wątkami poprowadzonymi bez konsekwencji i groteskowością gry aktorskiej. Wszystko to osnute zostało kamuflażem z zasłony dymnej, jakby twórcy sami wiedzieli, że należy coś ukryć.

Na salę Malarnia w Teatrze Studio faktycznie wprowadzają nas Wietnamki, przybijają stempel na bilecie, jakby był on paszportem do innego świata. Uwielbiam, jak twórcy uwodzą widownię jeszcze przed rampą, a teatr wykracza poza konkretną godzinę przypisaną spektaklowi w kalendarium na afiszu. Wchodzimy na widownię, scena podłużna i płytka. Tryptyk. Z jednej i z drugiej strony przebiegają różne sceny symultanicznie. Ta przestrzeń mi się podoba, jest dobrze dopracowana plastycznie. Jej wykorzystanie natomiast pozostawia nieco do życzenia.

Na czym polega niekonsekwencja spektaklu? Ciągnąc kwestię przestrzeni, zbyt dużo scen było otwieranych i bez jasnego zamknięcia. Gdy na proscenium rozgrywała się scena konkursu pisarskiego Ripleya i Dickiego, w tle ciągle widniał open bar, który był zupełnie bez znaczenia dla sceny. Motyw stewardess, które tańczą z Ripleyem w klubie także jest niepotrzebny, podobnie jak na wpół śmieszna scena zaginięcia jednej ze skośnookich dziewczyn, okraszone krzykami pozostałych. Poza tym, urozmaicanie spektaklu „dziewczynami ze Wschodu”, przy dodatkowym akompaniamencie ich braku warsztatu aktorskiego, budzi spory sprzeciw. Na scenie bowiem nawet stać trzeba umieć. Bez błądzącego wzroku po widowni, bez błagalnego wyczekiwania, bez nadgranych reakcji na swoje zmieszanie. Dodatkowo, ojciec Dickiego i włoski detektyw grani byli przez tego samego aktora, w ten sam sposób. Jedyne co ich odróżniało to makaronizmy wplatane w tekst mówiony, jak kawałki mozzarelli do bigosu.

Spektakl może pochwalić się kilkoma naprawdę groteskowymi momentami. Jednym z nich jest recytatyw wisielca. Śpiewanie to zapewne ostatnia rzecz, na którą ochotę może mieć przyszła ofiara. Jeżeli nawet miało mieć ono wymiar artystyczny, to może wycie nie jest najlepszym sposobem na muzykalizację uczucia przerażenia. Kolejnym przerysowanym wątkiem jest śmierć Marge, która z poderżniętym gardłem obraca się jeszcze wokół stołu, zrzuca wszystko co stanie na jej trajektorii, próbuje powstać, pada, strąca, przetrąca, rujnuje wszystko jak messerschmitt.

Lubię Teatr Studio, bo nie wstydzi się bronić rozrywkowej roli teatru poprzez swoje spektakle. Martwi mnie jednak, jeśli nie docenia się widza. Radosław Rychcik chciał, oczywiście, stworzyć dobry spektakl. Rozumiem zamysł, który stał u zarania idei „Utalentowanego pana Ripleya” pod jego nadzorem. Scena trójdzielna, melanż ciekawej muzyki i dobrego tekstu, powieści psychologiczno-kryminalnej, mogły stworzyć wspaniałą jakość. Twórcy jednak dokonali przesycenia spektaklu niepotrzebnymi bodźcami, w których kąpieli utopiła się wartość tej sztuki.

Aleksandra Pyrkosz, Teatralia Warszawa
Magazyn Internetowy „Teatralia” numer 137/2015

Teatr Studio w Warszawie

Utalentowany pan Ripley

Mary Patricii Highsmith 

PRZEKŁAD: Robert Sudół 

REŻYSERIA I ADAPTACJA: Radosław Rychcik

SCENOGRAFIA I KOSTIUMY: Anna Maria Karczmarska

REŻYSERIA ŚWIATŁA: Jacqueline Sobiszewski

MUZYKA: Michał Lis

VIDEO: Piotr Lis

PROJEKT NEONU: Mikołaj Małek

INSPICJENT: Olga Karoń

KIEROWNICY PRODUKCJI: Justyna Warecka , Aleksandra Wiśniewska

KONSULTACJA CHOREOGRAFICZNA: Izabela Chlewińska

OBSADA: Natalia Rybicka, Marcin Bosak, Tomasz Nosiński, Modest Ruciński, Lan Anh Do, Van Pham, Nguyen Thai Linh 

DATA PREMIERY: 15/03/2015

fot. Krzysztof Bieliński