Czterdzieści lat wspólnej wędrówki, czyli radomski felieton jubileuszowy

Czterdzieści lat wspólnej wędrówki, czyli radomski felieton jubileuszowy

Jeszcze nie czas na podsumowania. Jeszcze jesteśmy w drodze. Ale „czterdziestki” Teatru Powszechnego w Radomiu nie można (ot, tak) pominąć milczeniem. Czterdzieści lat to wiek dojrzały. To dojrzałość pełna. Można by rzec nawet: podwójna. Jeśli licząc, że pierwsze dwadzieścia lat to dojrzałość „pierwsza”, nie bez powodu mówi się, że „życie zaczyna się po czterdziestce”…

Czterdzieści lat – to wielkość trochę magiczna, trochę wyjątkowa w życiu człowieka. To pewne przełamanie wieku. Chyba nie sposób nie odwołać się do Biblii – księgi, w której czas ten jawi się jako specjalny. A przecież radomski teatr nie pomijał tych biblijnych wątków (warto chociażby wspomnieć pamiętny musical Józef i cudowny płaszcz snów w technikolorze), nawiązując do czasów niewoli narodu wybranego w Egipcie. Otóż naród ten błądził po pustyni w poszukiwaniu swojej ziemi obiecanej – właśnie 40 lat! Dlatego kusi mnie myśl, by jubileusz radomskiego teatru przymierzyć do tej starotestamentowej, czterdziestoletniej peregrynacji. Wszak jest ona archetypem wszelkich ludzkich wędrówek – dlaczego nie może być także symbolem historii teatrów? Chcę przy tym zastrzec, że moją intencją jest nie tyle wywód teologiczno-historiozoficzny, lecz pewna refleksja nad sytuacją naszego drogiego Jubilata – Teatru Powszechnego.

Bo czym była biblijna wędrówka Izraela?

Po pierwsze – „przejściem” (hebrajskie pesah, polskie pascha). Przejściem z niewoli do wolności, z niebytu do podmiotowości. Dlatego też Pascha jest u Żydów największym świętem: właśnie ze względu na wyjście z niewoli egipskiej. Później – w Nowym Testamencie takim pesah/paschą jest ofiara Chrystusa na krzyżu, która przenosi człowieka ze śmierci do życia. To wyjście Izraela wyodrębnia go jako naród, nadaje status podmiotu, daje nadzieję oraz życie.

Po drugie – pustynią. Miejscem, po którym błądzili Izraelici, zanim dotarli do Kanaanu. Bóg chciał, aby na tej pustyni zostało pokolenie, które nie było przygotowane do wejścia w ziemię obiecaną. Pustynia oczyszcza, uszlachetnia, zmienia człowieka i wspólnotę. Jest jałowa tylko z wierzchu, w swojej istocie jest miejscem, gdzie człowiek się przemienia, nabiera mocy, hartuje się i sprawdza.

Po trzecie – spełnieniem, czyli ziemią obiecaną, Kanaanem, według Biblii: krainą mlekiem i miodem płynącą. Upragnionym celem wędrówki uciemiężonego narodu. Mieszkańcy Kanaanu drżeli przed nadchodzącymi pielgrzymami – a tam gdzie stanęła stopa Izraelity, tam ziemia stawała się mu poddana i nigdy już nie była taka jak poprzednio.

Co natomiast robił radomski teatr przez czterdzieści lat? W jakiej sytuacji jest obecnie? Czy dotarł do swojej „ziemi obiecanej”, czy może nadal „wędruje”? Wszak, że JEST – nie ulega wątpliwości. Przecież to pierwszy w mieście zawodowy teatr ze stałą sceną i profesjonalnym zespołem aktorów. Czy dziś można sobie wyobrazić życie kulturalne Radomia bez teatru? Bez kilku lub kilkunastu premier teatralnych rocznie? Bez spektaklu sylwestrowego z lampką szampana? Bez wydarzeń festiwalowych związanych z Gombrowiczem? To jest właśnie radomskie życie (kulturalne, oczywiście!), pewne „przejście” z niebytu do bytu.

Ale teatr w Radomiu doświadczył także pustyni. I bynajmniej nie chodzi o to, że aktorzy i reżyserzy nie mieli co jeść. Chodzi o pewien akt przemiany twórczej. W ciągu czterdziestu lat w Radomiu funkcję dyrektora teatru sprawowało pięć różnych osobowości – to oni zadbali o stworzenie jednego z lepszych budynków teatralnych w Polsce, w którym działają aktualnie cztery sceny (Scena Duża, Kameralna, Kotłownia i Fraszka). Wizytówką teatru i miasta jest także Międzynarodowy Festiwal Gombrowiczowski, organizowany w trybie konkursowym raz na dwa lata, oraz wystawianie od kilku do kilkunastu premier rocznie, zgodnie z koncepcją różnorodności i powszechności. Bo teatr w Radomiu żyje, zmienia się, dojrzewa i nie poddaje się. To teatr, który przynosi owoce.

A na koniec pytanie: czy Teatr Powszechny osiągnął swoją ziemię obiecaną? Czy po tych czterech dziesięcioleciach wszedł do Radomia i zagościł się w nim na dobre? Czy Radom jest dla niego Kanaanem? A może te czterdzieści lat wędrówki to ciągle mało, może jeszcze nie czas na odpoczynek? Solidna dotacja dla teatru, świetnie wyposażony budynek, stabilny zespół aktorski, pełna widownia, dobre relacje z władzami miasta, gwarancja wolności artystycznej i pewnie jeszcze wiele innych czynników to miód i mleko dla artystów i twórców zespołu teatralnego. Pytanie o ziemię obiecaną pozostawiam zatem otwarte. Bo czy ja, ty, my stwarzamy dla radomskiego teatru przestrzeń „obiecaną”? Jedno nie ulega wątpliwości: teatr wszedłszy do Radomia zmienił go tak, jak Izraelici zmienili Kanaan. Teatr Powszechny zmienia również każdego z nas. Raz postawiwszy stopę na radomskiej ziemi, odciska swoje piętno i na zawsze ją sobie podporządkowuje.

Łukasz Ofiara, Teatralia Radom

Internetowy Magazyn Teatralny, numer 208/2017