Człowiekowi wilkiem  (Księga dżungli)

Człowiekowi wilkiem (Księga dżungli)

Jakub Roszkowski, reżyser spektaklu, podjął się nie lada wyzwania. Stworzenie inscenizacji poruszającej gorącą współcześnie tematykę uchodźstwa oraz relacji międzykulturowych samo w sobie brzmi jak spacer po polu minowym. W tym przypadku zadanie stało się jeszcze trudniejsze, bowiem wśród publiczności zasiedli ci najbardziej wymagający widzowie teatralni – dzieci. 

 Ogromną siłą kolejnego przedstawienia zaprezentowanego w ramach festiwalu Mała Boska Komedia jest podjęcie skomplikowanych i politycznych tematów w sposób, który nie upupia młodych widzów i nie upraszcza żadnego z wątków. Twórcy sięgają po subtelne alegorie, prezentują całą złożoność kwestii wielokulturowości. Pretekstem do takiej rozmowy (jeśli mogę uznać sztukę za rodzaj dialogu) stała się historia Mowgliego przedstawiona w książce Rudyarda Kiplinga Księga dżungli, powszechnie znanej z licznych adaptacji, na czele z ekranizacją disneyowską.

W gorzkiej interpretacji zespołu lubelskiego teatru losy chłopca, ludzkiego szczenięcia wychowanego przez stado wilków, zostają opowiedziane jako seria nieudanych prób odnalezienia własnej tożsamości oraz zintegrowania się z kolejnymi społecznościami. Mowgli jako dziecko zostaje wrzucony w obcy kontekst praw dżungli, których nie rozumie, lecz do których usilnie stara się dopasować. Mimo ciężkich treningów prowadzonych pod okiem surowego, lecz kochającego nauczyciela Baloo (Bartosz Siwek) i pomocy zaprzyjaźnionej wilczycy Bagheery (Katarzyna Borek), w wyniku knowań swojej antagonistki Rakshy (Mirella Rogoza-Bielnie) nie udaje mu się sprostać próbie rytuału przejścia, która stanowi szansę zintegrowania się na równych prawach z innymi członkami stada. Wyrzucony ze świata zwierząt, już jako dorosły, musi powrócić do ludzi. Tu jednak ponownie spotka się z nowym, tym razem opartym na religii, systemem wartości, którego zasad również nie potrafi pojąć, i do których nie może się dostosować. Także w tym kontekście kulturowym Mowgli pozostaje odmieńcem i wyrzutkiem. Czekają go, co najwyżej, kpiny. Zostaje skazany na życie poza społeczeństwem, a więc na życie bez określonych norm moralnych – samotne i pozbawione oparcia. Grający tę postać Konrad Biela znakomicie oddaje tragizm i złożoność postaci, która nie będąc ani w pełni człowiekiem, ani wilkiem próbuje odnaleźć swoje miejsce w świecie. Aktor króluje na scenie, magnetyzuje widownię i znakomicie łączy tak skrajne emocje jak ból, strach, gniew, nadzieja czy miłość.

Spotkanie z innością jest trudne także dla członków wspólnoty. Przyzwyczajeni do obowiązującego od wieków systemu wartości i reguł nagle spotykają kogoś, kto tych zasad nie rozumie i kto ośmiela się podważyć ich sens. To, w jaki sposób grupy odnoszą się do „obcych” urasta w spektaklu do rangi wyzwania moralnego. Reżyser rozważnie wybiera jedynie kilka wątków pojawiających się w utworze Kiplinga, skupiając się na relacjach między przedstawicielami odrębnych gatunków. Na scenie, oprócz samotnych drapieżców (tygrys oraz wąż), obserwujemy trzy zbiorowości: stado wolnych wilków, małpy oraz wioskę ludzką, reprezentujące odmienne systemy społeczne i normatywne. Wszystkie wymienione grupy wprawdzie żyją obok siebie, jednak starają się – na ile to możliwe – nie wchodzić w interakcjęe, gardząc, ale także obawiając się siebie nawzajem. Ludzkie szczenię, które kolejno jednocześnie przynależy i nie przynależy do każdej ze wspólnot, narusza te arbitralnie wyznaczone granice oraz stanowi sprawdzian dla reprezentowanych w tych grupach wartości. Chociaż prawa przyjęte przez wilki i ludzi mówią o konieczności obrony słabszego czy odpowiedzialności, to w praktyce nie wygląda to już tak różowo – w każdej ze wspólnot znajdują się postaci, które odwołując się do tych samych kodeksów, dążą do odrzucenia odmieńca.

Roszkowski najbardziej przychylnym okiem spogląda na stado wolnych wilków, które wprawdzie żyje według niezwykle surowych i bezwzględnych prawideł, jednak, mimo to, stanowi najbardziej demokratyczne, oparte na poczuciu braterstwa, ugrupowanie, zarządzane przez mądrą i dobrą Akelę (Ilona Kolejda-Zgiet). Cięższy los spotka Mowgliego wśród, wydawałoby się, „swoich”. Ludzie mówią wzniośle o wierze czy sympatii wobec innych, lecz w rzeczywistości pozostają podłymi i zabobonnymi hipokrytami. Najbardziej krytycznej ocenie zostały poddane małpy – hedonistyczni anarchiści, odrzucający wszelkie prawa i zasady moralne w imię bezgranicznej wolności (w zasadzie ograniczającej się do powtarzania tych samych niedojrzałych, mało zabawnych, za to bardzo krzykliwych piosenek w stylu „Głupi Baloo! Głupi Baloo!”). Mimo ogromnego potencjału (można by się przecież zastanowić do czego prowadzi odrzucenie małp przez wszystkie pozostałe gatunki w myśl, że już sama rozmowa z nimi hańbi), ich wątek wypada chyba najsłabiej. Małpy mają być głupie i… właściwie tyle – brakuje pogłębienia charakteru tych bohaterów, które w spektaklu pełnią jedynie funkcję groźby pokazującej, do czego może prowadzić odrzucenie wszelkich zasad.

Silnie zarysowany podział między światem ludzi i zwierząt zostaje podkreślony przez prostą, ale sprytną scenografię, której jedynym elementem jest ogromna kłoda dzieląca obsypaną popiołem scenę na pół, tworząc krajobraz po pożarze. Estetyka spektaklu zostaje utrzymana w mrocznej konwencji. Świetnie sprawdza się tu grana na żywo muzyka (Bogusław Byrski) oraz przypominające plemienne rytuały pieśni chóru. Atmosfera grozy uwydatnia niebezpieczeństwo kryjące się w sztucznym budowaniu murów między społecznościami. Zagrożenie stanowią nie tylko nawarstwiające się konflikty między grupami (na scenie widzimy zarówno wilczycę skrzywdzoną przez ludzi, jak i kobietę skrzywdzoną przez wilki), ale także kwestia wykluczenia osób nieprzynależących do żadnej z wyznaczonych sfer. Możemy się tylko zastanawiać, co stanie się z Mowglim pozostawionym samemu sobie na pastwę dżungli. Właściwie ma tylko dwa wyjścia – albo zginie albo przeobrazi się w drapieżcę, upodabniając się do Tygrysa (wspaniały w tej epizodycznej roli Jacek Dragun). Wraz z kolejnymi zawodami Mowgli faktycznie staje się coraz bardziej okrutny oraz, paradoksalnie, coraz bardziej bezradny.

Roszkowski postawił przed młodymi widzami niezmiernie trudne pytania, na które nie udziela gotowej odpowiedzi. W spektaklu, skierowanym raczej do tych nieco starszych dzieci, dobrze zaprezentowano złożoność podjętej tematyki, unikając przy tym patetycznego opowiadania się za jakąkolwiek ideologią polityczną czy zbędnego moralizatorstwa. Zespół Teatru im. Hansa Andersena w Lublinie potraktował dzieci na poważnie i, nie owijając w bawełnę, starał się wytłumaczyć kwestie, z którymi i tak spotykają się na co dzień.  W piękny, alegoryczny sposób mówi o konieczności akceptacji dla inności, ale także o szacunku dla tradycji i wspólnoty. Przedstawienie stanowi mądry komentarz do współczesnej rzeczywistości, który może dać do myślenia zarówno młodszym, jak i starszym widzom.

 

Adriana Mickiewicz, Teatralia Kraków

Internetowy Magazyn „Teatralia”, numer 260/2018

 

Mała Boska Komedia (Teatr Łaźnia Nowa)

Teatr im. Hansa Andersena w Lublinie

Rudyard Kipling

Księga dżungli

reżyseria, adaptacja, tłumaczenie: Jakub Roszkowski

scenografia: Maciej Chojnacki

chóry, ruch sceniczny: Elżbieta Rojek

asystent reżysera: Gabriela Jaskuła

inspicjent: Arkadiusz Sławek

obsada: Konrad Biel (Mowgli), Ilona Kolejda-Zgiet (Akela), Mirella Rogoza-Biel(Raksha), Bartosz Siwek (Baloo), Katarzyna Borek (Bagheera), Jacek Dragun (Tygrys), Natalia Sacharczuk (Małpa), Bożena Dragun (Wąż), Roma Drozdówna (Wąż), Maria Wąsiel (Wąż), Wioletta Tomica (Messua), Gabriela Jaskuła (Rama), Piotr Bublewicz (Baldeo), Kacper Kubiec (Kapłan), Adam Organista (członek chóru) Bogusław Byrski (szaman, muzyka na żywo) oraz chór wilków, małp i ludzi.

premiera: 10 lutego 2018

fot. Przemysław Bator

 

Adriana Mickiewicz – urodzona w 1997, studentka Międzywydziałowych Indywidualnych Studiów Humanistycznych UJ